wydarzenia kulturalne

wtorek, 20 czerwca 2017

 

Do Dublina jeżdżę niechętnie. Głównie dlatego. że muszę się tam pokazać, bo albo mam tam egzaminy, albo badania w szpitalu, tudzież inne ważne spotkania. Do tego dołożyć trzeba korki, które zniechęcają mnie do turystyki i właściwie Dublina na moim blogu prawie nie ma. Dlatego tym bardziej cieszę się, że ostatnia wizyta była związana z ważnym dla mnie osobiście wydarzeniem. Bardzo długo czekałam, na stand-up Wojciecha Cejrowskiego w Irlandii. Mam w posiadaniu wszystkie jego książki podróżnicze i długo się zastanawiałam, którą wziąć ze sobą na występ i podsunąć do podpisu. Zdecydowałam się na "Gringo wśród dzikich plemion", bo to była pierwsza jego książka, którą przeczytałam i wtedy też zdecydowałam, że muszę mieć pozostałe.

Cejrowski dba też o dobre jakościowo wydanie książek innych podróżników, np. Arkadego Fiedlera czy Tony Halika. Do Fiedlera mam jeszcze sentyment z dzieciństwa, kiedy to jako 10- latka przeczytałam "Wyspę kochających lemurów". Książkę tą moja mama wygrała w krzyżówce, wydanie z 1986 roku, mam ją tutaj w Irlandii. W ubiegłym roku kupiłam dwie książki Fiedlera, które Cejrowski opracował tzn. są w nich te fragmenty, które za PRL-u były ocenzurowane i się nie ukazały, jak i te które autor musiał pod wpływem cenzury napisać, bo inaczej nie zostałby wydany. Tak więc jest tam wszystko i do tego z pięknymi zdjęciami.

Stand-up "Prawo dżungli" trwał przez dwie godziny i praktycznie przez dwie godziny turlaliśmy się ze śmiechu. Nic więcej nie napiszę, bo to trzeba samemu zobaczyć. W Polsce Cejrowski ma około 60 występów rocznie, zawsze z pełną salą, a to jest najlepszą reklamą :)

 

 

 

 

 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

 

W dniach 7 - 13 czerwca odbywa się, jak co roku Carlow Art Festival. Z bogatego programu artystycznego wybrałam tylko propozycje tzw. przyjazne rodzinom. Najciekawszy moim zdaniem był francuski teatr-karuzela De La Toupine, napędzany siłą mięśni rodziców. Dzieci wsiadają na krowy, ale nie są to zwyczajne krowy. Tu artystom dopisała wyobraźnia, bo karuzela kręci się z krowo-samolotem, krowo-aniołem, krowo-żółwiem, krowo-pszczołą czy krowo-rakietą. Każde dziecko dostało obrożę z dzwonkiem , którą zawieszało na wybraną przez siebie krowę. Rodzice dojąc dużą, mechaniczną krowę wprawiają w ruch karuzelę, inna osoba kręci korbą uruchamiając muzyczną maszynę z 19 krowimi dzwonkami. Mój małżonek udzielił się sprawie i wraz z innym ojcem doił mechaniczną krowę. Dzieci były zachwycone :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Krowo-pszczoła, gdyby ktoś nie rozpoznał ;)

 

niedziela, 12 marca 2017

 

Od lutego Visual w Carlow poleca wzięcie udziału w "The Playground Project", który zawiera warsztaty i wystawę z pracami Rhone Byrne, Toma Watta i Evy Rothschild. Wystawa została zorganizowana przy współpracy Kunsthalle Zurich ze Szwajcarii. Prace można obejrzeć do 21 maja.

Do Visual warto przede wszystkim zabrać ze sobą dzieci, ponieważ galeria zamieniła się w... plac zabaw. W czasie kiedy dzieci mają okazję wspinać się, poskakać, poślizgać, ulepić domek z piasku, czy porysować, dorośli mogą obejrzeć wystawę fotograficzną rozwieszoną na ścianach galerii. Fotografie przedstawiają historię placów zabaw, które były produktem ubocznym uprzemysłowionych miast XX wieku. Dawniej nie były tak ładne, kolorowe i funkcjonalne jak teraz, ale nie to było wtedy najważniejsze. To na placach zabaw spotykaliśmy kolegów, zawieraliśmy pierwsze przyjaźnie, odkrywaliśmy nowe rzeczy nie dbając o bezpieczeństwo, uczyliśmy się rozwiązywać konflikty. Te pierwsze doświadczenia już często zapomniane, a jak bardzo bezcenne w późniejszym dorosłym życiu.

Poniżej kilka zdjęć z wystawy :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 31 października 2016

 

Halloween to święto, na które wcale nie czekam i pewnie dlatego, kiedy nadchodzi jestem zaskoczona, że to już. Co innego dzieci. Szczególnie córka bardzo lubi Halloween. W piątek był bal kostiumowy w szkole. Wczoraj wizyta w centrum Carlow, gdzie został zorganizowany konkurs na najbardziej szaloną dynię. W domu wspólne pieczenie łakoci i  przerabianie dyni na latarnię. A dzisiaj największa frajda - zbieranie słodyczy u sąsiadów :)

 

 

 

 

 

sobota, 01 października 2016

 

Kilka zdjęć wrzucam z dzisiejszego Festiwalu Kultur w Carlow.

W ubiegłym roku byłam tam wolontariuszem, dzień wcześniej pomagałam ozdabiać salę razem z moimi znajomymi ze szkoły.W tym roku jestem bardzo zajęta i nie mam czasu na wolontariat. Postanowiłam natomiast sfotografować festiwal i pokazać tę różnorodność kultur, jaką możemy się pochwalić w hrabstwie Carlow. Degustacja międzynarodowych dań - obowiązkowa :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Elwira - nasza jedyna reprezentantka Polski ze stoiskiem rękodzieła. Maluje, robi na drutach, prowadzi zajęcia artystyczne dla dzieci i dorosłych.

 

 

 

Na festiwalu można było wybić sobie młotem pamiątkową monetę.

 

 

 

Uderzanie młotem to zabawa nie dla mnie. Pewnie bym nawet nie trafiła w ten słupek, ale od czego ma się małżonka ;)

 

 

 

Pograć na bębnach każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej :)

Fajnie było spotkać ludzi, którzy chcą pokazać to co najlepsze ze swoich krajów - pyszne, domowe jedzenie, regionalne stroje, rękodzieło. Zawsze to odskocznia od tego co mamy na co dzień, i ile można się dowiedzieć. Do końca życia zapamiętam, jak wygląda flaga Mołdawii, po tym jak reprezentant tego kraju "oburzył się na mnie" za brak tej wiedzy ;)

 

 

niedziela, 06 grudnia 2015

 

Prawdę mówiąc byłam przerażona, kiedy mając trzy latka dowiedziałam się, że rzekomo stary pan z długą brodą przyszedł w nocy i położył mi na poduszce prezent. Czekoladki były pyszne, zwłaszcza w tamtym zaopatrzeniowo kiepskim czasie, ale "fakt", że obcy facet zakradł się i chodził w nocy po domu i wszyscy się z tego powodu cieszą, jakoś nie mogłam ogarnąć. To było sprzeczne samo w sobie. Obserwując już moje dzieci widzę podobieństwo. Niski wiek dziecka oznacza płacz na widok pana z białą brodą i czerwoną kapotą. Im starszy wiek tym znośniej. Adam jest teraz na etapie "nie wierzę w św. Mikołaja, wiem że to przebieraniec, ale prezent mi się należy, bo to taki zwyczaj". Nie przyjmuje do wiadomości, że mógłby dostać na przykład rózgę;) Misia marzy i dopytuje się o Santa Claus już od wakacji. Nie może się doczekać spotkania z Mikołajem, prezentów i tego magicznego czasu świątecznego.

W tym roku pierwszym Swiętym Mikołajem, którego mieliśmy okazję zobaczyć był ten z Leighlinbridge. Szczególna postać, ponieważ zamiast przylecieć saniami zaprzęgniętymi w renifery, przyleciał do nas helikopterem.  :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 28 października 2015

 

Nawet nie wiedziałam kiedy, a zleciało 5 lat prowadzenia bloga. Pomysł na pisanie bloga narodził się po długiej refleksji na temat umykającego czasu. Chciałam zachować sobie na pamiątkę najciekawsze wspomnienia z mojego życia. Takie, do których warto wrócić i poczytać. Obejrzeć przy okazji najlepsze zdjęcia, jakie udało mi się w tym czasie zrobić. Cieszę się oczywiście, że mogę podzielić się tym z większą ilością osób, niż tylko rodzina i znajomi :)

 

 

Z tej okazji upchnęłam pięć świeczek na kawałku ciasta, tak symbolicznie, w końcu nie co dzień jest taka okazja. Na ucztę nie mogę was zabrać, ale pomyślałam sobie, że jest to okazja do pokazania Wam zdjęć z międzynarodowej degustacji, w której miałam okazję uczestniczyć. To już moja trzecia taka degustacja w tym roku.  Przypuszczam, że  w grudniu będzie kolejna okazja popróbować dań z różnych krajów, tym razem świątecznych. A więc... co my tu mamy dobrego ? :)

 

Irlandzki chleb z miodem i deser z ryżu i rodzynek.

 

Dania polskie, ze Słowacji, Meksyku...

 

Meksykańskie grzanki, polskie pierogi z mięsem, bigos i karmelowy wafel.

 

Słowackie knedle z truskawkami.

 

 Dania hiszpańskie w tym moja ulubiona tortlilla.

 

Dania brazylijskie, arabskie, z Turcji i Włoch.

 

Była wymiana przepisów, opowiadania o tradycjach związanych z niektórymi daniami i oczywiście objadanie się pysznościami.

 

Mam nadzieję, że kolejne 5 lat "Raptularza z Irlandii" będą jeszcze ciekawsze, niż poprzednie. Czego sobie i Wam życzę :)

 

sobota, 17 października 2015

 

Nie jestem entuzjastą cyrków ze względu na tresurę zwierząt. Dałam się jednak namówić córce na występ i spędziłyśmy razem ciekawie czas. Najbardziej spodobały się nam ( o dziwo!) psy. Pani, która je trenowała miała z nimi szczególną więź. Widać było, że zwierzaki podczas  występu przede wszystkim świetnie się bawią, a potrafiły naprawdę dużo. Podziwiam też umiejętności ludzi, wygimnastykowane ciała i poczucie humoru klownów. Kilka zdjęć z ostatniej niedzieli z występu cyrku "Gerbola" :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 02 kwietnia 2015

 

Aby wprowadzić się w wielkanocny nastrój, pojechaliśmy do Rathwood na "Wielkanocny Pociąg". Taka oferta dla dzieciaków. Pociągiem wożą po parku, a przy okazji trzeba odszukać części złotego Magicznego Jaja. Potem dzieci ruszyły z wiaderkami na łąkę szukać pisanek, które następnie wrzucano do specjalnej maszyny. Czary mary i wyskakują z drugiej strony wielkie czekoladowe jaja, po jednym dla każdego malucha. W cenie biletu również koktajl czekoladowy i uszy zająca na głowę. Super radocha.

Kiedy bukowałam miejsca, nie chciało mi się specjalnie zakładać konta, więc skorzystałam z logowania przez facebook. Zapomniałam tylko, że ja nie jestem tam pod imieniem i nazwiskiem, tylko pod nazwą "Raptularza z Irlandii Rowena". Po wydrukowaniu wyszedł z tego taki kwiatek. Nikt się nie dziwił. Ważne , że zapłacone. Można by rzec, że tożsamość wirtualna wypłynęła w realu i stała się moim drugim "ja".  :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najserdeczniejsze życzenia zdrowej, radosnej i spokojnej Wielkanocy, smacznego jajka, mokrego dyngusa oraz samych miłych chwil w rodzinnym gronie :)

 



wtorek, 24 marca 2015

 

W ramach Festiwalu Kultury PolskaEire 2015 różne organizacje polonijne przygotowały imprezy w Irlandii. Z tej okazji przyjechał polski językoznawca prof. Jan Miodek. Myślę, że wszyscy znają tego pana promującego poprawny język polski :). W ostatnią sobotę w George Bernard Shaw Theatre w Carlow odbył się wykład profesora o kulturze języka polskiego zorganizowany przez Polską Szkołę "Równe Szanse" od której to dostałam zaproszenie na spotkanie. Nawiązując do polskich szkół na emigracji profesor podkreślał, jak bardzo ważne jest, aby rozwijać u dzieci dwujęzyczność. Angielskiego w Irlandii nauczą się w naturalny sposób w szkole i na placu zabaw, ale w domu rodzice powinni kontaktować się z dzieckiem w języku polskim. Dzięki dwujęzyczności dzieci lepiej się rozwijają i mają szersze możliwości w przyszłości.

Podczas spotkania odbyła się również projekcja filmu "Powiedz prawdę, przecież Cię nie biję" reż. Witolda Swiętnickiego. Film ten powstał na podstawie bloga pewnego chłopaka, który opisywał swoje złe relacje w domu. Jest to opowieść o braku komunikacji między członkami rodziny, po obejrzeniu filmu wysłuchaliśmy również komentarz pani psycholog.

Przy okazji można było obejrzeć wystawę fotograficzną "W ciszy wyczekane. Irlandia w obiektywie polskiego fotografa", której autorem jest pan Marcin Kaczmarkiewicz. Podziwiałam cuda irlandzkiej natury, najbardziej ujęły mnie ptaki :)

 

 

 

Podczas spotkania z profesorem, kręcono program "Podróże z Miodkiem" odcinek "Irlandia", który ma być nadawany w TVP Polonia.

 

 

Profesor zaskoczył mnie poczuciem humoru. Na przykład opowiedział o tym, jak ludzie pytają się językoznawcy, jaka forma słowa jest prawidłowa, taka czy taka i nie lubią słyszeć, że obie formy są prawidłowe. Krąży taki dowcip:

Rozmawiają dwie blondynki:

- Jak się mówi poprawnie Irak czy Iran ?

- Zapytajmy Miodka.

- Lepiej nie bo powie, że i tak, i tak.

 

 

 

 

 

Książka zakupiona, autograf zdobyty, a teraz przeglądając strony słownika już się cieszę na lekturę tej książki. Trzeba się podszkolić z języka polskiego. O ileż fajniej przychodzi taka nauka, kiedy jest się zachęconym przez samego autora :)

 

czwartek, 18 grudnia 2014

 

Choćby człowiek nie wiem jak się bronił, to i tak musi ulec magii świąt. Nie ma wyjścia zwłaszcza, gdy dziecku dali rolę w Jasełkach i człowiek pędzi do tego kościoła podziwiać swoją latorośl. A że historia lubi się powtarzać, tak i Misia dostała rolę pastuszka, jak wiele lat temu - Adam. I napatrzeć się nie mogłam, jak maluchy może nieporadnie, ale dzielnie odśpiewują, deklamują, gestykulują swoje role, że aż wzruszenie ogarnia. Potem chodzą za mną świąteczne piosenki, nucę, mruczę, magia działa :)

 

 

 

 

 

środa, 10 grudnia 2014

 

Do Waterford już od dawna miałam ochotę zawitać, gdyż jest to miasto, które potrafi się wspaniale promować, ściągając turystów zarówno z kraju, jak i za granicy. O tej porze roku organizowany jest największy festiwal bożonarodzeniowy w Irlandii, który trwa od 21 listopada, aż do 23 grudnia. Mnóstwo atrakcji, szczególnie dla rodzin z dziećmi. Oferta jest naprawdę szeroka, część atrakcji jest płatna, ale też wiele udostępnianych jest za darmo. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

 

 

Po mieście można się przejechać świątecznym pociągiem lub wozem z zaprzęgiem.

 

 

Naszą główną atrakcją były odwiedziny Polskiej Wioski św. Mikołaja zorganizowaną przez miejscową Polonię. Pobyt rozpoczęliśmy tradycyjnym polskim obiadem. Do wyboru są ruskie pierogi, barszcz czerwony, bigos, krokiety, kiełbasa na gorąco lub można się zadowolić pajdą chleba ze smalcem i kiszonym ogórkiem. Na deser wiele ciast domowej roboty, my wybraliśmy sernik i ciasto czekoladowe.

 

 

 

Pobyt w wiosce to wspaniała okazja do zaopatrzenia się w oryginalne prezenty wykonane przez polskich artystów i rzemieślników.

 

 

 

 

 

 

Dla dzieci niezwykła atrakcja. Najmłodsi mogą własnoręcznie wykonać świąteczne pierniczki, które po upieczeniu i udekorowaniu, mogą zabrać ze sobą. Nasza Michelle była zachwycona takim "kursem kulinarnym" :)

 

 

 

 

Spacer po mieście i trafiamy do The South Pole Enchanted Garden.

 

 

 

Dekoracje świąteczne na The Mall.

 

 

 

 

Przepiękna wystawa kryształów w House of Waterford Crystal Christmas Experience.

 

 

 

A Muzeum Zabawek to niewątpliwie najlepsza propozycja dla dzieci, ponieważ nie tylko mogą obejrzeć zabawki, ale także skorzystać z pokoju zabaw.

 

 

 

Jak już nasze dzieciaki wybudowały zamki z klocków przenieśliśmy się do galerii.

 

 

 

 

Rodzice podziwiają obrazy, a potomstwo padło... w poduchy.

 

 

 

Marvel Spiderman Exhibition, coś dla chłopaków...

 

 

 

... a wystawa znajduje się w Greyfriars Church.

 

 

 

Na koniec udaliśmy się do Reginald's Tower...

 

 

 

... gdzie wysłuchaliśmy opowieści o Wikingach i św. Mikołaju, który zawitał do Waterford.

 

 

 

Nie byliśmy w stanie obejrzeć wszystkich atrakcji świątecznych, jakie ma do zaoferowania to niezwykłe miasto, ale z pewnością przyjedziemy tu nie raz i w przyszłości chętnie skorzystamy z oferty turystycznej Waterford :)

 

 

wtorek, 02 grudnia 2014

 

Wystawa obrazów w Visual Arts Centre w Carlow. W tym sezonie podobało mi się tak średnio, ale zachwyt mój ogromny zdobyły dwa obrazy przedstawiające dzieci nad brzegiem wody. Poruszyły moje czułe struny instynktu macierzyńskiego, gdyż widzę na nich po prostu moje dzieciaki. Nic na to nie poradzę. Skojarzenie mam tylko jedno.

 

 

 

Podobny obraz mam w domu, tylko nad brzegiem morza, a dziewczynka tak samo obrócona tyłem, włosy jak u mojej Michelle. Zachwycałabym się nim godzinami.

 

 

Balet o którym marzyłam obchodząc swoje urodziny również już zaliczony. Nie zdobyłam biletów w Carlow, ale za to mogłam obejrzeć sobie Dunamaise Arts Centre w Portlaoise. Scena ciasna, widownia również, publiczność rozgadana, nawet komuś zadzownił telefon podczas występu, co nie powinno mieć miejsca, to minusy, natomiast sam balet "Jezioro łabędzie" Czajkowskiego to niesamowite przeżycie. Piękna scenografia, romantyczna, bajkowa opowieść i najlepsi tancerze w Irlandii. Niektórych pamiętam z poprzedniej sztuki "Carmen" z ubiegłego roku.

W kawiarni Dunamaise przed spektaklem, małżonek machnął mi "sweet fotkę", ale chciałabym zwrócić uwagę na dwie rzeczy na tym zdjęciu. Regał z książkami - bardzo podobają mi się biblioteczki w miejscach publicznych. Takich inicjatyw propagowania czytelnictwa oby jak najwięcej. Druga rzecz to plakat filmu "Ida" Pawlikowskiego. Polskie akcenty w irlandzkich ośrodkach kultury cieszą mnie ogromnie.

 

 

 

W ostatnią niedzielę odbył się koncert bożonarodzeniowy okolicznych chórów z hrabstwa Carlow. Mój syn śpiewał w szkolnym chórze ze dwie piosenki. Nie żeby chciał, bo śpiewak z niego raczej marny, ale skusił się na niespodzianki, jakie obiecała im nauczycielka. Jak się potem okazało za słodycze i brak zadania domowego w poniedziałek. Twierdzi, że warto było. Koncert odbył się w hotelu Mount Wolseley w Tullow ( na zdjęciu już w dekoracjach świątecznych).

 

 

 Przeglądając ofertę Visual Arts Centre w Carlow na przyszły rok wypatrzyłam ciekawe spektakle dla dzieciaków. W styczniu teatr kukiełkowy "Jaś i Małgosia", w marcu "Czarnoksiężnik z krainy Oz", a w kwietniu balet dla dzieci. A teraz w grudniu Adam jedzie na "Aladyna" razem ze szkołą. Dobrze, że teraz jest więcej atrakcji dla dzieci, bo za bardzo nie było, gdzie się wybrać, co najwyżej do kina, ale kontakt z żywym aktorem to przecież zupełnie inna bajka, i żaden film mu nie dorówna.

 

piątek, 31 października 2014

 

W zasadzie to święto mogło być mi obojętne, ale ponieważ ma się dzieci, to trzeba wykrzesać z siebie trochę entuzjazmu. Dylematów też żadnych nie mam, bo skoro katolickie szkoły, do których uczęszczają moje dzieci, obchodzą Halloween i nie widzą żadnego problemu, to ja tym bardziej nie zamierzam się doszukiwać. W tym roku  niespodziankę zrobiliśmy dzieciakom z okazji Halloween, korzystając z oferty Rathwood. Wspaniała przygoda dla całej rodziny.

 

 

 

Dekoracje wprowadzały w odpowiedni klimat. Ma być strasznie.

 

 

 

Zapakowani do żółtego pociągu, jedziemy odszukać chłopca porwanego przez czarownicę. W tle nasza pani przewodniczka.

 

 

 

Po drodze spotykamy różne postacie, które wskazują nam dalszą drogę do domu czarownicy.

 

 

 

 

Dom znaleziony, chłopiec również. Trzeba go uwolnić, ale wpierw należy pokonać czarownicę.

 

 

 

Dzieciom udaje się ją pokonać czarami.

 

 

 

Potem pędzimy pociągiem na dyniową łąkę. Powitała nas ogromna dynia. Dzieci rozbiegły się po łące, każde mogło sobie wybrać odpowiednią dynię i zapakować ją do specjalnej taczki.  

 

 

 

Pod wiatą, na stołach z odpowiednimi narzędziami, dzieci mogły sobie zrobić straszne lampiony. Niektóre wykorzystały do tej brudnej roboty rodziców ;)

 

 

 

Pod czujnym okiem wampira.

 

 

 

Dzieci to teraz trudno czymś przestraszyć. Chyba już się niczego nie boją.

 

 

 

Po oporządzeniu dyń, fotograf zrobił nam rodzinne zdjęcie na traktorze w tle snopków i dyń. Zdjęcia tego nie publikujemy, coś trzeba mieć w prywatnych zbiorach, ale tak nam się spodobało, że wsadzimy je w ramki na pamiątkę.

 

 

 

Po całej zabawie dzieci otrzymały gratis czekoladowe napoje. Dynie można było zabrać ze sobą. Teraz straszą u nas na tarasie :)

 

 

Happy Halloween :)

 

poniedziałek, 27 października 2014

 

W ubiegłym roku z okazji swoich urodzin postanowiłam pójść na balet pt. "Carmen". Było wspaniale. Może nie pamiętam, ile to mi tam lat stuknęło (i dobrze), ale za to mam cudowne wspomnienia z celebrowania tejże uroczystości. W tym roku postanowiłam spędzić te nieuchronne, coroczne wydarzenie, w sposób już sprawdzony, ale z nową atrakcją w repertuarze. Otóż wystawiona zostanie jedna z najpiękniejszych historii miłosnych klasycznego baletu "Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego. Będzie występowało 25 najlepszych tancerzy w Irlandii. Koniecznie chciałabym zobaczyć tę sztukę na żywo, i to było moje urodzinowe marzenie. Ale nie tak prędko. Kiedy w końcu  udało mi się namówić męża na bilety okazało się, że na 3 tyg. przed występem, w teatrze w Carlow miejsca są już wykupione. Rozpacz, bo cokolwiek wymyślę w zastępstwie baletu, to nie będzie to samo.

 

 

Ale na drugi dzień olśniło mnie (swoją drogą nie wiem czemu tak długo mi to zajęło), przecież taki balet ma swoją trasę i występuje w wielu miastach, trzeba tylko poszukać gdzie i kiedy i kto wie, może się załapię. W końcu się udało. Najbliżej naszego miejsca zamieszkania i z przystępną ceną dostaliśmy bilety w Dunamaise Arts Center w Portlaoise. To prawda, że termin 3 tyg. po moich urodzinych, ale będę wyczekiwać jak dziecko gwiazdki :)

Ps. zdjęcie pochodzi ze strony Visual Arts & The Goerge Bernard Shaw Theatre

 

 
1 , 2 , 3 , 4