książka

sobota, 02 maja 2015

... które miałam okazję ostatnio przeczytać. Niewątpliwą zaletą posiadania potomstwa jest czytanie im bajek. Mogę też bezkarnie sama czytać bajki mając przy okazji wymówkę, iż sprawdzam zawartość, aby potem nie było, że przekazuję treści niewłaściwe ;) Bajki są dla mnie odskocznią od książek dla dorosłych. Szczególnie kiedy jestem pod wrażeniem pewnego dzieła, targana przez różne emocje, nie jestem jeszcze gotowa wejść w świat nowej książki. Wtedy literatura dziecięca pomaga nabrać dystansu. Często zaskakuje mnie prostota przekazywania rzeczy ważnych, a jakże w natłoku spraw i zajęć zapomnianych lub pomijanych przez rodziców. A przecież  niezbędnych do rozwoju młodego człowieka. Książki dyskretnie  przypominają o tym, co w życiu najważniejsze...

Nie mogę się oprzeć i chciałabym w pierwszej kolejności polecić pozycję wydaną przez Naszą Księgarnię. Wydawnictwo to ciągle wydaje nowe tomy różnych uznanych autorów, iż nie nadążam z kupowaniem. Co mogę wypożyczyć - robię to, bo naprawdę warto. Książki są pięknie oprawione, przygotowane ze starannością i dbałością o szatę graficzną, co dla najmłodszych jest równie istotne, jak ich treść. Kolekcja takich książek estetycznie wygląda na półce.  Dla mnie ważne jest też ich objętość, a zawierają blisko 300 stron, tak więc z każdą spędzi się wiele ciekawych wieczorów. Bardzo ciekawym i trafionym pomysłem jest wznowienie bajek z malutkich książeczek z serii "Poczytaj mi mamo". Teraz są zebrane w księgi. Do tego najlepsi poeci i bajkopisarze dla dzieci w kolejnych księgach, jak "Jan Brzechwa dzieciom", "Julian i Irena Tuwim dzieciom", "Ludwik Jerzy Kern dzieciom" i wiele, wiele innych. Ostatnio kupiłam "Grzegorz Kasdepke dzieciom" i tę poniżej "Przygody kota Filemona". Bardzo chciałam kupić w merlinie "Ks.Twardowski dzieciom", ale pewnie przez zbliżający się okres komunii jest niedostępna. Zresztą nie dziwię się, bo byłby to piękny prezent dla dziecka z tej okazji.

  "Przygody kota Filemona" - Sławomir Grabowski, Marek Nejman

 Mając dziewczynkę w domu i kota, oczywiste jest, że wszelkie książki z kotami są mile widziane, a nawet wyczekiwane. Bajki w TV o rezolutnym kocie Filemonie, były towarzyszami mojego dzieciństwa, tak więc z radością sięgnęłam po książkę, cofając się do dawnych, beztroskich czasów. Jakże bezpiecznie można się poczuć w małym domku na wsi, gdzie jest babcia i dziadek, a życie toczy się w swoim wolnym rytmem. Każdy maluch może identyfikować się z ciekawskim kotkiem Filemonem. Bo jak poznać świat? Tak, jak on - pytając i doświadczając, a przy okazji świetnie się bawiąc :)

 

  "Biały kieł" - Jack London



 

Ależ byłam zła, że nie dane mi było poznać tę książkę w latach szkolnych. Przygody wilka ( z domieszką krwi psa), jego walka o przetrwanie, surowa przyroda, okrutni ludzie, ale też i ci dobrzy. Powieść ta moim zdaniem szczególnie rozwija empatię, ponieważ ilość cierpienia jakie znosi dzielnie główny bohater Biały Kieł jest ogromna, a mimo to każdy czytelnik w duchu myśli " nie poddawaj się".  Biorąc pod uwagę trudniejszy język i okrutne czasem sceny, polecam tę pozycję starszym dzieciom. Jest też wersja filmowa, w łagodniejszej wersji.

 

  Jego wysokość Longin" - Marcin Prokop



 

Palec pod budkę... kto się urodził w latach 70 - tych. Będzie to dla tych osób sentymentalna podróż  do czasów "peerelowskich", a dla obecnych dzieci niezwykła podróż w przeszłość swoich rodziców. Podwórkowe zabawy, gdzie głównym centrum rozrywki stanowił trzepak. W sklepach nie było nic ciekawego, za to oranżada w proszku - to była frajda, domowa czekolada robiona przez mamę - też. I rower złożony z różnych części przez tatę. Głównym bohaterem jest Longin z racji bardzo dużego wzrostu. Łobuz ten nie ma jednak żadnych kompleksów, ma ogromny dystans do siebie i dowcipnie opowiada o swoich jakże emocjonujących przygodach. Przyznaje się nie tylko do wygłupów, ale też do wymyślonego przez siebie przyjaciela, a także do pierwszych sympatii. Oczywiście Marcin Prokop pisze w tej książce o sobie i swoich doświadczeniach :)

 

 

 "Wielka Księga Uczuć" - Grzegorz Kasdepke

 

Zbiór opowiadań o nauczycielce przedszkola pani Miłce, pajacyku i grupie przedszkolaków, którzy przeżywają różne uczucia : zazdrość, wstyd, strach, tęsknota, gniew, wstręt, nuda, poczucie krzywdy, radość, miłość, nienawiść, pogarda, smutek, poczucie winy, szczęście. Autor opowiada w przystępny dla malucha sposób, aby mógł sam rozpoznać jakich doświadcza uczuć i jak sobie z nimi poradzić. Cenne wskazówki są nie tylko dla dzieci, ale też i dla dorosłych, którzy mogą, a nawet powinni wspierać swoje dziecko, szczególnie w trudnych sytuacjach. Książka też daje odpowiedz na jakże intrygujące pytanie : skąd się biorą dzieci? :)

 

czwartek, 23 października 2014

 

Na deszcz i na słotę, mżawkę, huragan i piękne słońce, cokolwiek niesie jesień, ja cieszę się i delektuję tym oto stosikiem książkowym. Bo niezależnie od pogody, książki biorę w obroty. A nawet bym rzekła , że im brzydsza aura za oknem, tym bardziej sprzyjająca do czytania. Człowiek się nigdzie nie włóczy, tylko siedzi w cieple. Jesień i zima to raj dla moli książkowych, żadnego marudzenia i tej wersji się trzymam. 

Ten oto zestawik kupiony został w Polsce na wakacjach, pochłaniam go systematycznie od września poczynając.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk jedna z moich ulubionych polskich autorek i jej "Rose de Vallenord. Podróż do miasta świateł." Jest to druga część historii Róży z Wolskich. Autorka rozwinęła jeden z wątków "Cukierni pod amorem". Miejscem akcji jest głównie Paryż i wokół niego kręci się życie Róży, nawet jeśli wyjedzie na jakiś czas, stolica Francji przyciąga ją jak magnes i tylko tu tak naprawdę jest szczęśliwa, nawet jeśli nie wszystko układa się pomyślnie...

Długo oczekiwana przeze mnie książka podróżnicza Wojciecha Cejrowskiego "Wyspa na prerii". Piękna szata graficzna, cudne zdjęcia i mnóstwo humoru. O Ameryce dzikiej, surowej, rządzącej się swoimi prawami. O ludziach żyjących stadnie, pomimo dzielącej ich ogromnej przestrzeni pomiędzy domostwami. Na prerii tylko pozornie nic się nie dzieje, okazuje się, że trzeba mieć się na baczności przez cały czas.

"Katarzyna Wielka.Gra o tron" Ewy Stachniak. Katarzyna Wielka to zaraz po Elżbiecie I postać historyczna, której życie bardzo mnie intryguje. Obie panie nie tylko odnalazły się w świecie zdominowanym przez mężczyzn, prowadziły swoją politykę twarda ręką, ale przede wszystkim postawiły na samodoskonalenie się, co niewątpliwie przyczyniło się do ich sukcesów. Oczywiście rozwiązłość Katarzyny mnie nie zachwyca, nie mnie ją oceniać. Ale że romansowała z Poniatowskim, który potem został przez nią protegowany na króla Polski, to wogóle dla mnie niespodzianka. Ja się pytam, dlaczego nie uczyli mnie tego w szkole? O ileż ciekawsze były by takie lekcje historii ;) Przy kolejnych zakupach książkowych obowiązkową pozycją będzie kontynuacja tejże książki "Cesarzowa Nocy. Historia Katarzyny Wielkiej". Normalnie nie mogę się doczekać.

"Stuletnia gospoda" Katarzyny Majgier" kupiona praktycznie prawie w ciemno, po obejrzeniu okładki stwierdziłam, że zaryzykuję. Nie zawiodłam się. Polskie klimaty z odrobiną włoskiego, proste i sprawdzone przepisy kulinarne rozpoczynające każdy rozdział. Ciekawa opowieść o dwóch rodzinach, prowadzących gospodę. Losy członków rodzin układają się różnie, ale ciągle "Stuletnia gospoda" jest miejscem do którego się wraca, nawet jeśli nie jest to miejsce idealne i wymarzone.

Katarzyna Grochola "Houston, mamy problem". W zasadzie nie planowałam kupno książki tejże autorki, ale ostatnio pożyczyłam "Serce na temblaku" i tak się świetnie bawiłam przy niej, że się skusiłam i zakupiłam Houstona, zwłaszcza, że czytałam recenzje i wszystkie pozytywne, gwarantujące ubaw po pachy. Też tak chcę i właśnie się do niej przymierzam.

Marcin Meller " Między wariatami". Uwielbiam jego felietony, niesamowite poczucie humoru, co mi więcej trzeba, dawać tego jajcarza;) 

Artur Andrus i dwie pozycje (a co sobie będę żałować) "Blog osławiony między niewiastami" i "Vietato Fumare czyli reszta z bloga i coś jeszcze". Też się nie mogę doczekać przeczytania tych książek. Poza tym ubolewam ogromnie i przeżałować nie mogę, iż nie byłam na jego recitalu w Dublinie, który odbył się niedawno, ale ja w tym czasie na drugim końcu Irlandii bawiłam i nijak nie dało się rozdwoić. Książki pozostały mi na otarcie łez, że tak powiem.

Małgorzata Kalicińska "Lilka". Lubię tę autorkę, chyba nie da się jej nie lubić. Nie mam w posiadaniu jej wcześniejszych książek, zawsze to pożyczone. Ta to pierwsza na własność tej autorki. Podobno dojrzalsza od poprzednich. Myślę, że uczta dla ducha gwarantowana.

Beata Pawlikowska "Baśnie dla dzieci i dla dorosłych". Piękne ilustacje, ciekawe opowieści zawierające mądrości życiowe. Ciepła, pozytywna, może być pocieszajką na smutki. Lubię ją czytać po kawałku i zamyśleć się. To książka, do której się wraca... i zażywa jak lekarstwo.

No to co teraz...  idę czytać.

 

 

 

czwartek, 15 maja 2014

...które ostatnio miałam okazję przeczytać, a które warto polecić szczególnie dla znudzonych klasyką typu Śnieżka, Czerwony Kapturek tudzież na przykład taki Piotruś Pan. Nie mam nic przeciwko tym pozycjom, ale nie jestem w stanie bez końca czytać w koło to samo. Trochę też ubolewam nad poezją dla dzieci, gdyż mam wrażenie, iż jest ona zdominowana przez Tuwima i Brzechwę. Zawsze potrzebuję świeżych historii, nowych bohaterów, z którymi moje dzieciaki łatwo by się identyfikowały. Ale żeby nie było, do klasyki również sięgam - po polskie baśnie i legendy, gdzie obok tych najbardziej znanych przewijają się nieznane, które dla mnie osobiście są jak nowości.

Dwie pierwsze pozycje to w zasadzie serie książek, którymi zachwyca się moja rodzinka od lat i kolekcjonujemy je z zapałem. Toteż chętnie do nich wracamy.

 

 1. "PAN KULECZKA" - WOJCIECH WIDŁAK

. 

Do "Pana Kuleczki" jesteśmy przywiązani od 10 lat i na początku nie były to książki, a opowiadania publikowane w miesięczniku "Dziecko", które czytałam synowi. Dopiero znacznie później zaczęto wydawać książki i do dziś udało nam się skompletować wszystkie. Drugi też rok z rzędu posiadamy kalendarz z Panem Kuleczką. Jest to ciepła i mądra książka o rodzinie skierowana dla rodziny. Pan Kuleczka jest tu postacią, która opiekuje i czuwa nad swoimi podopiecznymi. Pomimo różnych osobowości i wynikających z tego konfliktów, udaje mu się zawsze załagodzić sytuację i pogodzić zwaśnionych. Te historie są również o takich drobnych radościach życia codziennego, które warto celebrować, a także o tym jak wielką wartością jest czas spędzony razem. Dużym plusem książki są piękne ilustracje autorstwa Elżbiety Wasiuczyńskiej, która przekazuje ciepły klimat historyjek. Idealna dla najmłodszych czytelników.

 

2.  "CHARLIE I FABRYKA CZEKOLADEK" - ROALD DAHL

Roald Dahl napisał kilkanaście książek dla dzieci. Chyba najbardziej znana to "Charlie i fabryka czekolady", na której podstawie nakręcono film. Z przykrością musze stwierdzić, że już tylko kilka jego książek mam do zaliczenia, większość już przeczytałam i wszystkie w języku angielskim. I chociaż nie należę do najpilniejszych uczniów tego języka, to książki Dahla uwielbiam. Oczywiście w Polsce na rynku wydawniczym są od dawna tłumaczenia, tak więc można je zdobyć. Co je wyróżnia od innych to: pomysłowość, absurd i humor, a wszystko to uwieńczone morałem.

 

3. "BAŚNIE I LEGENDY POLSKIE" - PRACA ZBIOROWA

Zbiór polskich baśni i legend, które każdy młody Polak powinien znać. Oprócz popularnych autorów (Konopnicka, Kraszewski), niewątpliwie wielką zaletą są piękne ilustracje pani Magdaleny Kozieł-Nowak, dzięki czemu każda strona zachwyca i zabiera czytelnika w cudowny, magiczny świat baśni. Warto zapoznać się z mądrością ludową przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

 

4. "DYNASTIA MIZIOŁKÓW" - JOANNA OLECH

Myślę, że nie ma takiej osoby, której by nie rozśmieszyła ta książka i choćby dlatego warto ją przeczytać. Dobre lekarstwo na wszystkie smutki. Mimo nieciekawej okładki, w środku wizualnie jest lepiej. Książka ma formę pamiętnika, co sprawia, że szybko się ją czyta. Dla dzieci 10+ szczególnie polecam, bo spotykają się z podobnymi problemami na co dzień, tylko przypuszczam, że nie aż w takiej ilości w ciągu jednego dnia. Starsi też będą się świetnie bawić. Zawiera też dużo trudnych wyrazów, co myślę, że zachęci do korzystania ze słownika.

 

5."OPOWIEŚĆ O BŁĘKITNYM PSIE" - BEATA MAJCHRZAK 

 ... czyli o rzeczach trudnych dla dzieci, tego podtytułu nie zauważyłam, dopiero w trakcie czytania sama mi się nasunęła taka myśl "jak pięknie to napisane, o takich trudnych sprawach". Bo nie jest łatwo mówić o niskim poczuciu wartości, kalectwie, chorobach, przemijaniu, śmierci, a tu tak wspaniale opisane jest życie "nieidealnych" przyjaciół, a nad nimi wszystkimi czuwa wielki Niebieski Pies, który każdego przytuli, pocieszy i wytłumaczy.

 

6. "KOSMICZNI ODKRYWCY" - GRAŻYNA BĄKIEWICZ

Franio i jego babcia wyruszają w podróż kosmiczną. Odkrywają nowe planety i poznają coraz to niezwyklejszych mieszkańców. Okazuje się, że różnice w wyglądzie nie są przeszkodą w zaprzyjaznianiu się, a nawet kosmiczni piraci, którzy posiadają paskudne charaktery, potrafią zaopiekować się psem Frania.  Widać z każdego można wydobyć dobro, a babcia jest w tym niezastąpiona, wszystkich też częstuje pierogami trafiając przez żołądek do serca. Po powrocie otrzyma mnóstwo pocztówek z kosmosu, a każda z prośbą o przepis na pierogi.

 

7. "KOCHAM POLSKĘ. HISTORIA POLSKI DLA NASZYCH DZIECI" - JOANNA WIELICZKA-SZAREK, JAROSŁAW SZAREK.

Pięknie  ilustrowana historia Polski w pigułce. Poprzez poznanie dziejów, bohaterów narodowych i tradycji, książka rozbudza w dzieciach miłość do Ojczyzny. Dzięki tej pozycji młody czytelnik staje się świadomym i dumnym ze swojego pochodzenia Polakiem.

 

8. "POLSKIE LEGENDY - WERSJA POLSKO-ANGIELSKA"

Polskie legendy w wersji polsko-angielskiej okazały się dla mnie bardzo przydatne. Dzięki tej książce mogłam zapoznać swojego irlandzkiego sąsiada z treścią książki i mieć pewność, iż wszystko zrozumie. Po każdej legendzie pytał się czy to prawdziwa historia czy zmyślona, a z tym było różnie. Wspaniałe ilustracje, a także słownik polsko-angielskich słówek przy każdej historyjce był bardzo przydatny, gdyż mogłam przy okazji potrenować i utrwalić słówka. Syn poszedł na łatwiznę i przeczytał tylko wersję angielską:)

 

9. "WIERSZE DO PODUCHY" - MAŁGORZATA STRZAŁKOWSKA

Dla maluszków na dobranoc, ciepła, pogodna, pełna dobrego humoru. Wprowadza w klimat do zasypiania, po takiej lekturze dzieci na pewno mają miłe sny. Książka oprócz cudownych, nastrajających ilustracji, jest bardzo estetycznie wydana. Posiada miękką okładkę z gąbki, jeśli ktoś lubi się przytulać do książki, to "Wiersze do poduchy" idealnie się do tego nadają.

 

 10. "CO TY MÓWISZ ? " - ANETA ZAŁAZIŃSKA, MICHAŁ RUSINEK

Tutaj są dwie równoległe książki. Historie współczesne z życia Zosi, która w szkole i w domu próbuje dobrze komunikować się z innymi. Na części dolnej stron znajduje się komiks o czasach starożytnych (kolebki retoryki). I tak dowiadujemy się o magii słów, o  posługiwaniu się sztuką mówienia. Odpowiada na pytania: jak przekonać innych do swoich racji,  pokonać stres przed publicznym wystąpieniem, poznać różnicę między słowem mówionym, a pisanym i wiele innych ciekawych zagadnień. Myślę, że ta książka może być przydatna bez względu na wiek, bo któż by nie chciał świetnie i skutecznie władać językiem.

 

środa, 12 marca 2014

 

 

Moja kolejna przeczytana książka Marii Nurowskiej to "Miłośnica". Tajna agentka polskiej armii podziemnej, a potem brytyjskiego wywiadu Krystyna Skarbek, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Cieszę się, że dzięki tej powieści miałam okazję poznać tę niezwykłą postać. Bohaterskie czyny, przeplatają się z jej podbojami miłosnymi. Nie była piękna, ale jej magnetyzm sprawiał, że przyciągała do siebie ludzi. Pisarka na podstawie dokumentacji nie tylko opisuje jej życie, ale także próbuje zgłębić jej psychikę. Z jednej strony nie znała strachu przed niebezpieczeństwem, wręcz uwielbiała wojnę, mogła się wykazać, być podziwiana, a z drugiej strony nie chciała z nikim wiązać się na stałe, odrzucała małżeństwo, dzieci, nie chciała zobowiązań. Można przypuszczać, że jako agentka nie chciała narażać bliskich, ale po wojnie nie zmieniła się. Jej lekkomyślne traktowanie uczuć innych doprowadziło ją do tragicznej śmierci...

Pisarka dodała do swojej powieści dodatki z pamiętnika, które na potrzeby swojej książki sama wymyśliła. Było to ciekawe, ale osobiście uważam, że nie pasowało do tej postaci. Agenci nie zostawiają za sobą śladów. Mimo to pamiętnik był bardzo przekonujący, posłużył autorce do odkrywania przed czytelnikiem złożoności psychiki Krystyny :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

 

Jestem pod wrażeniem książki Tadeusza Mazowieckiego, nie chcę tu jednak pisać swojej opinii na temat tego co napisał, ponieważ jakoś czuję się niegodna podjąć to wyzwanie. Chciałabym jednak tu umieścić pewien cytat, a nawet dwa o kulturze politycznej, które ostatnio bardzo dały mi do myślenia.

 

"Kultura polityczna to:

- szacunek dla własnej wartości

- tolerancja otwarta

- tolerancja i wartość demokratycznego kompromisu

- nadrzędność dobra wspólnego nad interesem partyjnym

- dialog w miejsce ideowego fanatyzmu

 

Kultura polityczna nie powinna być:

- polityką przypodobania się

- zagłaskiwaniem istotnych różnic

- klientelizmem i korupcją polityczną

- sięganiem do nienawiści w walce politycznej"

 

"Kulturę polityczną tworzą nie tylko polityk, ale i cała opinia publiczna"

piątek, 06 grudnia 2013

Ostatnio odrzuciłam dwie książki pod rząd. Pierwsza wykończyła mnie skokami w czasoprzestrzeni, wytrwałam do połowy i się poddałam. Druga podpadła z powodu głównej bohaterki i narratora w jednym, a autorem książki jest mężczyzna i tu nastąpił dla mnie problem. Kobiety tak nie myślą, nie postrzegają świata, i było to dla mnie nie do przełknięcia. A przecież, jak czytam Dołęgę-Mostowicza i jego "Pamiętnik Pani Hanki", to łykam wszystko, ona jest dla mnie prawdziwa. Wniosek nasuwa mi się jeden: są tacy co potrafią i tacy co się lepiej niech nie zabierają. Tytułów i autorów książek dla mnie nie do przełknięcia celowo nie podaję, a nuż jeszcze się narażę ich fanom;)

 

Miałam takę chętkę poczytać Sapkowskiego, już dawno nie miałam nic jego produkcji w rękach, ale z braku laku napatoczył się Jacek Komuda, który między innymi był autorem scenariusza do gry komputerowej "Wiedźmin". Tytuł dzieła to "Wilcze gniazdo", a rzecz dzieje się na Ukrainie w XVII wieku. Tłuką się w tym czasach niespokojnych i szlachta i kozacy, i inne typy spod ciemnej gwiazdy. No rzec by można nie za bardzo dla mnie, bo o rzezi nie lubię, zwłaszcza po "Pamiętnikach" Paska, jestem nawet bardzo na nie. Do tego ostatniego zniechęciłam się też anachronizmami, ale to przecież nie jego wina. Nam współcześni czyli Sapkowski, a od teraz dla mnie i Komuda potrafią położyć, jak na talerzu historię wartką, i nie przytłaczającą.

 

 

 

A o czym "Wilcze gniazdo"? A o młodym, biednym szlachcicu Godeonie Sienieńskim, który przyjechał na Ukrainę po spadek po stryju. Sąsiedzi z góry go już nienawidzą i kombinują, jak go tu przepędzić. Główny bohater nie chce z nikim się wadzić, chce spokojnie uprawiać swoją ziemię, niestety będzie musiał pokazać swoją siłę, ale też i spryt, którym udowodni, że wart jest swojego miejsca na ziemi. Historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron, w żadnym rozdziale się nie nudziłam, akcja toczy się wartko. Przeplata się też wątek miłosny, są też śmieszne sytuacje. W każdym razie dzieje się i dzieje, tego oczekiwałam i otrzymałam. Oczywiście nie trzeba się zniechęcać tak od razu tym zakapiorem na okładce, takich podobnych twarzy na ilustracjach w książce jest kilka, autorstwa Huberta Czajkowskiego (swoją drogą, ma chłop wyobraźnię), ale gdybym miała polecić książkę w tym okresie historycznym, to właśnie "Wilcze gniazdo" zaraz po "Trylogii" Sienkiewicza :)

czwartek, 09 maja 2013

"Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku" czytałam jakieś 10 lat temu, utknęła mi do tego stopnia w pamięci, że chętnie sięgam po inne książki Romy Ligockiej. Nawet doszło do tego, że kolekcjonuję jej książki (kilka mi jeszcze brakuje). Pod koniec ubiegłego roku ukazała się kontynuacja dziewczynki pt. "Dobre dziecko". Ja tę książkę po prostu musiałam mieć.

Wyobrażałam sobie, że po ciężkich doświadczeniach wojennych, getcie, walce o przetrwanie, może być już tylko lepiej. Tymczasem dorastającej dziewczynie nie jest łatwo odnaleźć się w powojennej rzeczywistości. Smierć ojca, potem nieakceptowany przez Romę romans matki z żonatym mężczyzną, niszczy wewnętrznie dziewczynę. Złe relacje z matką, trauma powojenna, anoreksja i depresja, wszytko to sprawia, że czuje się winna, odepchnięta, samotna, izoluje się i ucieka w świat książek. Są to bardzo intymne wyznania napisane pięknym językiem, charakterystycznym dla tej autorki. W książce podobał mi się też "Pamiętnik Anny Abrahamerowej" (babci Romy) z czasów świetności tej rodziny, a także zdjęcia z młodości pisarki i jej rysunki, które odzwierciedlają jej duszę. Chociaż wszystkie książki Ligockiej są bardzo osobiste, tę będę jeszcze długo pamiętać.

piątek, 22 marca 2013

Tak więc teraz opis tego, co się znajduje na zdjęciu w poprzednim poście.

Od góry "Biała wilczyca" Theresy Revay - historia miłosna na tle zdarzeń I połowy XX wieku. Trochę mnie zatkało kiedy dostałam już książkę do ręki, a tam napis "pokochasz tę książkę tak, jak Jeźdźca miedzianego". O rany tylko nie to. Mam nadzieję, że ta powieść się obroni bez tej rekomendacji.

Marii Nurowskiej cztery pozycje. "Imię twoje" na początek. Wiem, że to pierwsza część trylogii ukraińskiej. Jak mi się spodoba dokupię resztę. Za to "Panny i wdowy" wzięłam trzy tomy, bardzo z resztą pięknie wydane.

Tadeusza Dołęgi-Mostowicza ciąg dalszy mojej fascynacji, tym razem "Pamiętnik pani Hanki".

Dwie pozycje Romy Ligockiej. Zbiór felietonów "Wszystko z miłości" i nowa książka tej autorki "Dobre dziecko".

Trzy kolejne książki są używane i pochodzą z wymiany na Finta.pl. Tak więc "Milaczek" Magdaleny Witkiewicz zamówiłam zachęcona pozytywnymi recenzjami. Do tego "Wrzos" Marii Rodziewiczówny i "Stangret jaśnie pani" Stanisławy Fleszarowej-Muskat.

Pożyczone Grochole "Zielone drzwi" (już przeczytana) i "Makatka". Rany, jak ja dawno nie czytałam tej autorki, a ponad 10 lat będzie na pewno.

Dla dzieciaków "Pan Kuleczka" Wojciecha Widłaka kolejna część, a jakże by inaczej. Michelle go uwielbia. Do tego "Miś Uszatek" Czesława Janczarskiego i w związku z tym, że mamy "Rok Tuwima" wzięłam "Julian i Irena Tuwim dzieciom". Ta Irena to młodsza siostra Juliana, która również pisała i przekładała dla dzieci.

I kilka wycinanek dla małej, ale ma teraz zabawę, przygotowała ozdoby świąteczne.

 

czwartek, 21 marca 2013

Ależ mi się nazbierało tych książek nagle i niespodziewanie :)

Zdjęcie zamazane mi trochę wyszło, ręce mi się trzęsą, ale to akurat nie z wrażenia spowodowanego książkami, ale zwyczajnie się rozchorowałam razem z moją małą. Ostatnio kwitłyśmy u lekarza w poczekalni dwie godziny. Dobrze, że Grocholę wzięłam, to przeleciałam pół książki, i nie mam teraz poczucia straty czasu, bo w przeciwnym razie klęłabym na pewno. Akurat obie Grochole wypożyczone, więc tak boczkiem prezentuję, reszta to własność osobista. Nie mam siły jednak się rozpisywać.

czwartek, 07 marca 2013

Mam teraz blogowe rozdwojenie, toteż czasu nie znajduję, żeby przysiąść i konkretną recenzję (może to za duże słowo, lepiej będzie opinię), o przeczytanych książkach naskrobać. Blog szkolny jest bardzo ważny dla dzieci, dużo rzeczy się dzieje i będzie dziać, toteż i muszę stanąć na wysokości zadania :)

Nie mniej jednak pławię się w książkach bezwstydnie, jak na mola książkowego przystało i nie ma takich zadań do wykonania, które ostatecznie by mnie odciągnęły od czytelniczego uzależnienia. Toteż krótko jedynie napomknę o swoich książkowych podbojach.

Cudowna książka chociaż o bardzo ciężkich czasach stalinowskich "Saszeńka" Montefiore. Akurat o tym autorze piszą, że jest znawcą tych czasów, nie jedną książkę już wydał na ten temat i muszę powiedzieć, że historię życia tytułowej bohaterki na tym tle czytało mi się bardzo dobrze. Gość wie o czym pisze i potrafi to przekazać, nie tak, jak w przypadku "Jeźdźca miedzianego", gdy co chwila wywracałam oczami z żenady, że można takie rzeczy wciskać ludziom. W każdym razie "Saszeńka" jest godna polecenia, chociaż należy do kategorii ciężkich klimatów. Mnie zachwyciła.

Potem ogarnęła mnie nieprzeparta chęć na coś lekkiego, wesołego, komediowego i chwyciłam "Czy to się nagrywa?" Tomasza Pindela. Ja naprawdę przy tej pozycji turlałam się ze śmiechu, a im głębiej w książkę tym akcja coraz bardziej się rozkręca i śmiechu jest jeszcze więcej. Autor zrobił to w formie reportażu z wywiadami ludzi biorących udział w całej akcji. Najzabawniej było wtedy, gdy osoby opowiadały o tym samym zdarzeniu skrajnie różne obserwacje. Co dało mi bardzo do myślenia.

"Listy miłości" Marii Nurowskiej. Bardzo długo czaiłam się na książki tej autorki. Nęciła mnie, ale na zakup się nie zdecydowałam. W końcu trafiło mi się ją wypożyczyć i jestem zachwycona. Jest taka, jak sobie to wyobrażałam. Porusza tematy trudne, wręcz dramatyczne, ale nie aż tak, żebym po nocach nie mogła spać. Taka w sam raz. Do Nurowskiej zachwyt mój był tak duży, że zamówiłam cztery jej książki i czekam na nie z niecierpliwością :)

"Pamiętniki Heleny Trojańskiej" Amandy Elyot to też pozycja pożyczona. Ja tak niechętnie skłaniam się do greczyzny, ale to z lenistwa bo słowa greckie dość trudne są nawet do czytania w myślach, a biorąc się do tych pamiętników brałam pod uwagę, że często i gęsto będę się natykać na greckie nazewnictwo. Oczywiście natykałam się, ale w sumie bardzo gładko się to czytało i było taką ciekawą odskocznią od tego co zwykle czytam.

"Polska sztuka ludowa" to kolejna książka z serii "Ocalić od zapomnienia". Na szczęście moda na sztukę ludową nie przemija i do dziś doceniamy walory zdobnicze przedmiotów wykonanych przez twórców ludowych. W książce jest i o malarstwie, rzeźbie, zdobnictwie, jak zwykle i ta książka z tej serii opatrzona jest mnóstwem wspaniałych fotografii.

"Kiwony" to kolejna pozycja Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, którą wypatrzyłam w postaci ebooka. Jak zwykle jetem zachwycona, chociaż do głównego bohatera Józefa nie każdy by się przekonał. Zarzuca mu się bark charakteru, miękkość, brak własnego zdania, a mnie ten jego brak asertywności i chęć dogodzenia każdemu, nawet rozczulała. Zresztą autor potrafi tak nakreślić sylwetki w swoich książkach, że nawet nijacy jak Józef czy podłe charaktery wzbudzają ciekawość. I to w nim lubię najbardziej. Każdy, jaki by nie był jest w jego książkach ważny. Nieustannie szukam kolejnych powieści tego autora.

"Tour de France. Ilustrowana kronika wyścigu" kurzyła się od blisko roku i w końcu się nad nią ulitowałam. Jeżeli wcześniej miałam trochę sympatii do tego sportu, tak po tej lekturze ta sympatia wyparowała. Do jakich oszustw są ludzie zdolni, aby tylko wygrać ten wyścig to już mi się w głowie nie mieści. Było też dużo fajnych ciekawostek, ale ogólne wrażenie mi złe pozostało. Przekazałam swoje zdanie małżonkowi (kolarzowi), ale on jest z natury nieprzejmujący, pośmiał się i tyle.

A teraz jestem w połowie "Hiszpańskiego smyczka" Romano-Lax, a to bodajże ponad sześćset stronicowa powieść, więc jeszcze trochę czasu mi zajmie, zwłaszcza że nieszczególnie mi się podoba, tak momentami ciekawi, a resztę czytam nawet po kilka razy bo odlatuję gdzieś myślami. No, ale chcę wiedzieć jak się skończy więc brnę dalej...

czwartek, 21 lutego 2013

 

"Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich" to rozwinięcie jednego z wątków "Cukierni pod Amorem". Kto jednak nie czytał tej trzytomowej powieści, nie odczuje braku wiedzy, ani dyskomfortu z tego powodu. Mało tego, Róża będzie z pewnością zachętą do zaznajomienia się z Cukiernią i jej bohaterami.

Tak, jak w Cukierni mamy tu przeplatankę rozdziałową. Raz cofamy się do historii (w tym przypadku XIX-wieczny Paryż), raz jesteśmy w Polsce w czasach współczesnych. Uważam, że pani Małgorzata jest mistrzynią w opisach, które nigdy nie nudzą, a wciągają w magiczny klimat także i tej książki. Jest jedną z nielicznych autorek/autorów, których opisy chłonę i nigdy nie mam dość. W przypadku Róży z jednej strony przygnębiające realia życia ubogich mieszczan Paryża, z drugiej strony przepych i zepsucie wyższych sfer, a w tym wszystkim tytułowa Róża, która walczy o przetrwanie, a później o siebie, swoje miejsce w świecie. Oczywiście bardziej mi przypadła do gustu część historyczna, niż współczesna, ale obie poprzeplatane części tworzą spójną całość zwłaszcza, że obie bohaterki mają wspólny mianownik w postaci toksycznych matek. Nie jest im łatwo przeciąć tę pępowinę, ale są zdeterminowane stać się osobami niezależnymi materialnie i przede wszystkim emocjonalnie...

Ech... szkoda tylko, że na tom drugi będę musiała cierpliwie poczekać aż do jesieni.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

 W święta i po świętach przepadłam bez reszty (i nie żałuję) dla powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. A zaliczyłam je trzy:

 

 "Kariera Nikodema Dyzmy" - oczywiście film wypada blado w porównaniu z książką, a chociażby ze względu na ograniczony czas. Wiele intryg i pobocznych wątków zostało pominiętych. A wielka to szkoda, bo dla głównego bohatera (który w zasadzie jest antybohaterem), było by to jeszcze ciekawszym tłem dla jego poczynać i perypetii. Dlatego warto sięgnąć po książkę.

Bezrobotny urzędnik doszedł do najwyższych stanowisk dzięki swojemu chamstwu, w którym inni dopatrywali się siły człowieka czynu. Zresztą każdy widział w nim to, co chciał zobaczyć. A Dyzma świetnie potrafił wpasować się w te oczekiwania  i dokonywać rzeczy, w których realizację sam nie wierzył.

Ironiczna powieść o "człowieku, któremu się udało" to również satyra polskiego społeczeństwa lat 20-tych i 30-tych. A, że akurat ten okres ostatnio bardzo mnie interesuje mogłam dzięki tej książce wiele wychwycić, jak to wyglądało od strony gospodarczej, towarzyskiej, artystycznej czy etycznej.

 

Kolejna powieść to "Swiat pani Malinowskiej", która zresztą najbardziej podobała mi się z tej trójki. Są tu dwie bardzo kontrastujące ze sobą postacie główne. Bogna Malinowska - arystokratka, mądra, wierna, idealna żona i Ewaryst Malinowski - jej mąż, człowiek z nizin społecznych, egoista, karierowicz, przestępca. Jego niecną naturę Bogna poznaje dopiero po ślubie. Wcześniej jest zbyt zaślepiona miłością, żeby posłuchać ostrzeżeń przyjaciół. A potem dzieje się i dzieje, a czytelnik drapie się w głowę, po co ona tak się z nim męczy? Bogna ma pojęcie wyższego dobra i odsuwa na bok swoje szczęście. Nie wybiera łatwej drogi. I ten wybór czyni z niej prawdziwą bohaterkę, kobietę niezłomną.

 

Gdzie jest miejsce kobiety? Czy powinna pracować zawodowo, czy jedynym miejscem, w którym powinna się realizować jest dom. W tej powieści Mostowicz poruszył "problem" emancypacji kobiet. Przedstawił kilka kobiet pracujących, ale tylko jednej z nich daje swoje przyzwolenie na wybór pracy. Anna Leszczakowa jest zmuszona walczyć o byt dla swojej rodziny. Reszta pań realizują się z nudów, bo taki mają grymas, bo w pracy łatwiej znaleźć męża. Mogłabym tu się obrazić, na te jego staroświeckie podejście, ale przecież pisał o kobietach jemu współczesnych, i tak pewnie to widział. Uważał, że kobiety aktywnie zawodowo, będą musiały podwójnie wziąć na siebie ciężar obowiązków. Dorzucił do tego kilka postaci słabych mężczyzn, którymi trzeba się opiekować, więc ja bym śmiało twierdziła, że pracy miały o wiele więcej. Zawód wykonywany, dom, dzieci i partner, którego też trzeba niańczyć i pilnować. I tak powstała trzecia płeć. Dosadnie i jaskrawo o zabieraniu mężczyznom spodni;)

Ogólnie muszę przyznać, że Dołęga-Mostowicz jest niesamowitym obserwatorem społeczeństwa, przedstawia wiele punktów widzenia. Najbardziej interesuje mnie, jak wyglądało życie w tamtych latach i to nie tylko na salonach, ale też zwykłych, szarych ludzi z biednych dzielnic. Z jakimi problemami się borykali i ile z tego ma charakter ponadczasowy. Co się zmieniło w naszej obyczajowości, a co pozostało takie samo.

W każdym razie stwierdzam, że książki Mostowicza są bardzo wciągające, a że napisał ich trochę, chętnie po nie sięgnę. Teraz mam jeszcze pod ręką audiobook "Profesora Wilczura", ale trzeba będzie mi skombinować też i inne.

czwartek, 29 listopada 2012

I pomyśleć, że mieszkałam kilkanaście kilometrów od granicy czeskiej, a moja wiedza o samych Czechach była co najmniej nędzna. Uświadomiła mi to książka Mariusza Szczygła "Zrób sobie raj", który przyznaje się wszem i wobec do swojego czechofilstwa.

Na ogół jak ludzie czymś się pasjonują, widzą przede wszystkim najlepsze cechy swojego obiektu westchnień. I tu niespodzianka. Autor najchętniej pisze o wadach Czechów, które są zupełnie inne niż Polaków i to właśnie jest u niego źródłem fascynacji.

Polacy mają wpojoną dumę narodową i są bardzo drażliwi na tym punkcie. Czecha trudno sprowokować obrażając jego kraj, religię, kulturę czy obyczaje. Czy to taki system obronny? Jest ich tak mało, że znaleźli swój sposób na przetrwanie. Zamiast stawać z bronią w ręku i walczyć o wolność, wolą dostosować się do nowych warunków, a z nowej władzy po prostu kpić.

A taka choćby religia. Polacy zakodowane mają w swoim jestestwie bycie Katolikami. A Czesi? Patrząc na historię Czech nie dziwne, że katolicyzm dzisiaj traktuje tak samo, jak komunizm. Kolejna władza, której trzeba się podporządkować. Efektem czego dwie trzecie społeczeństwa czeskiego to ateiści. Mimo tego dostrzegam też dobrą stronę tego stanu rzeczy. Ci, którzy wierzą i kultywują swoją wiarę to często świadomy wybór, a nie bezmyślne kopiowanie zachowań religijnych rodziców.

Ten pragmatyzm Czechów, odrzucanie cierpienia i przykrywanie go płaszczykiem śmiechu, brak duszy... Hmm... ta książka bardzo mnie zastanowiła. Zaczynam rozumieć fascynację Szczygła - Czesi to bardzo interesujący obiekt badań socjologicznych.

piątek, 23 listopada 2012

Myślałam, że jak zamówię książki w listopadzie to może na święta mi dojdą i prezent urodzinowy zmieni się na pod-choinkowy. Oszczędnie będzie, a tu mnie w merlinie zaskoczyli i pakę dostałam kilka dni temu.

 

Numerem 1 w całej tej gromadzie książek jest "Wezwanie do miłości" Anthonego de Mello, czyli mojego guru, że tak powiem. Zostawiam ją sobie na ciężkie chwile, bo potrafi pokazać rzeczywistość w taki sposób, że choćby było nie wiadomo jak źle, to po jego tekstach, aż człowiek fruwa.

"Czy to się nagrywa?" Tomasza Pindela ukazuje zabawnie, lekko i ironicznie problem społeczny, jakim jest wzrastająca ilość samotnych kobiet w miastach i samotnych mężczyzn na wsiach. I jak ten problem można rozwiązać, sama jestem ciekawa.

"Czułość i obojętność" Romy Ligockiej - ja po prostu muszę mieć wszystkie jej książki i tak po jednej kupuję.

Nowa książka Szymona Hołowni "Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie". Może sam Szymon nie jest moim "guru", ale fajnym przewodnikiem po chrześcijaństwie to na pewno. Jego też bym chciała skompletować czyli nabyć wszystko to co napisał.

Simon Montefiore "Saszeńka"- dalej drążę rosyjskie klimaty.

Z cyklu "Ocalić od zapomnienia" mam kolejne dwie książki "Polska sztuka ludowa" i "Polskie tradycje i obyczaje - rodzinne". One są tak pięknie opracowane, że mogłabym się nimi zachwycać bez końca :)

O dzieciakach też sobie przypomniałam i zamówiłam trzecią księgę "Poczytaj mi mamo" i kolejną część "Pana Kuleczki", a także kalendarz na przyszły rok z tym panem, na którego punkcie moja mała oszalała. Niech się dziewczę cieszy ;) 

Piękny stosik, pytanie tylko kiedy go ogarnę, bo jeszcze się nie rozprawiłam z poprzednim. Na dodatek jutro wypada kiermasz w Polskiej Szkole i symboliczną jedną książkę na pewno przygarnę. Oczywiście najchętniej wyszłabym z całym naręczem, ale mąż by mnie udusił ;)

 

środa, 14 listopada 2012

Tę książkę kupiłam na wiosnę, ale okładka i pobieżne przejrzenie treści utwierdziło mnie w przekonaniu, że ta lektura bardziej nadaje się na czas Halloweenowy. Czyli, że tak powiem koniec października/listopad. Jak sobie postanowiłam, tak też się stało. Kurzyła się do jesieni. Od niedawna mogę powiedzieć, że książka zaliczona i... uczucia względem niej co najmniej mieszane.

Nie jest to łatwa powieść, nawet zwolennicy Umberto Eco co do niej mają różne zdanie. Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora i chyba ostatnie.

Główny bohater jest antybohaterem. Przesiąknięty antysemityzmem. Zresztą, nie tylko nienawidzi Zydów, w innych narodach też dostrzega jedynie wady. Te jego pragnienie manipulowania masami ludzkimi, jest w tym tak odrażający, że w żaden sposób nie można z nim sympatyzować. I pewnie o to chodziło autorowi, aby czytelnik go potępił.

Z drugiej strony Simmonini jest jak dla mnie postacią choć trochę fascynującą. Cierpi na rozdwojenie jaźni i leczy się u doktora Freuda. Tak, dokładnie TEGO doktora, o którym wszystkim wiadomo. Jak on się męczy z tą wiedzą i niewiedzą o sobie. Jak doszukuje się prawdy. Pisze skrupulatne notatki i próbuje rozszyfrować swoje drugie ja. A to drugie ja - swoje pierwsze...

Były jednak takie momenty, które omijałam wzrokiem, czytałam pobieżnie lub zamykałam książkę i odkładałam na jakiś czas. Chodzi o satanizm. Przebieg czarnej mszy tylko przejrzałam, a wszelkie formułki i inne zaklęcia nie czytałam wcale. Na mocniejsze kawałki  reagowałam - łup książkę na półkę. Ale coś mnie do niej ciągnęło. Ten Simmonini to w końcu chory człowiek i zastanawiało mnie (mimo wszystko), jak jego losy potoczyły się dalej.

Ogólnie jest to książka o mocnym przesłaniu. Na wszelkie zło tego świata trzeba znaleźć winnego. W przypadku Chrześcijan łatwo było obarczyć winą za niepowodzenia Zydów. Tak powstały "Protokoły mędrców Syjonu", które były również wykorzystywane przez Hitlera w swojej ideologii. Ta książka mnie trochę przygnębiła. Mimo, że Simmonini jest postacią wymyśloną, autor daje do zrozumienia, że takie osoby były, są i będą na tym świecie - rządne zemsty, nie cofające się przed niczym , czerpiące ogromną satysfakcję za zniszczenia pewnych grup społecznych...

Podsumowując - cieszę się, że tę powieść mam już za sobą. Teraz czekają na swoją kolej książki o lżejszych tematach :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6