poezja

czwartek, 22 maja 2014

 

Na prośbę czytelników publikuję jeszcze jedną legendę mojego autorstwa, tym razem o Lajkoniku :)

 

 LAJKONIK

 

W Krakowie Lajkonik bryka,

co roku po mieście fika.

W azjatyckie szaty przebrany,

flisak pędzi już od bramy.

 

Na koniku ozdobionym

Rynkiem Głównym zapełnionym,

buławą razy na szczęście,

rozdaje ludziskom wszędzie.

 

To na pamiątkę obrony

przed Tatarami, odważny

był każdy flisak na rzece

i też miał waleczne serce.

 

Bo napaść Tatarzy chcieli,

na Kraków się zaczaili,

wciąż marząc o łupach wielkich,

bogactwach i dobrach wszelkich.



Był Tatar wrogiem zajadłym

zdradzieckie wojska zakradły,

by na koniec na spoczynek

udać się aż pod Zwierzyniec. 
 

Odkryli plany flisacy.

Napadli na zgraję śpiących.

Miasto przed wrogiem ratując

i bohaterstwem się sławiąc.

 

I obłupiwszy się w skarby,

wdając się w rolę Azjaty,

przebierali się flisacy,

w przepiękne stroje i szaty.

 

Potem na koniach pognali,

w bramy Krakowa udali,

żarty i swawole mając,

a wśród ludzi trwogę siejąc.

 

Krakowianie żart poznali,

do burmistrza się udali.

Ten nakazał już co roku,

Lajkonika witać w rynku.

 

Teraz sobie biega, skacze,

w tradycyjne swoje harce.

Jak buławą raz przydzwoni,

to szczęście wnet cię dogoni.

 

 



niedziela, 04 maja 2014

Tak przez te majowe święta ckni mi się za Polską.  Z tej okazji publikuję jeden z wierszy dla dzieci mojego autorstwa. "Legenda o zaczarowanych gołębiach", które to gołębie urzędują na stałe na krakowskim rynku. Książę, o którym mowa piastował w XIII wieku i zwał się dokładnie Henryk IV Prawy. Przeczesałam swoje zbiory ze zdjęciami i na tę okazję wyszukałam fotografie z rzeźbami rycerzy :)

 

 

 

LEGENDA O ZACZAROWANYCH GOŁĘBIACH 

 

Henryk IV książę wielki

chciał dobrobyt zrobić wszelki

zjednać wszystkie księstwa ziemie

i wzbogacić własne mienie.



Na króla się koronować,

ale jak miał to dokonać?

Kiedy w skarbcu brak pieniędzy,

a rycerstwo – obraz nędzy?

 

Z pomocą doń wróżka przyszła,

i zaklęcie wymówiła,

rycerstwo księciu oddane,

w gołębie zaczarowane.

 

Obsiadły kościół Mariacki

biorąc kamyczki w swe dzióbki,

złoto na ziemie zrzucały,

całe dukaty spadały.

 

Księcia służba niesie kosze,

toż to przecież nie są grosze?

Raptem pan stał się bogaty

i na misję ma dukaty.

 

 Co mu tam z pieniędzy teraz,

gdy zabrakło wojska naraz.

Nie ma rycerzy mocnych już,

tylko ptaki na rynku, tuż.

 

Wróżka głową pokiwała

Księciu szansę drugą dała:

niech do Rzymu on pojedzie

papieża zjednać do siebie.

 

Papież go pobłogosławi,

wtedy czary się naprawi.

Wojsko znowu się przemieni,

z ptaków na wojaków zmieni.

 

Książę rady tej wysłuchał,

lecz niestety nie posłuchał.

W hulaszcze życie się wdawał,

pieniędzy mnóstwo wydawał. 

 

Stracił tak wszystkie dukaty

na swawole i na uczty,

zabawy, dary też może,

aż puste zostały kosze.

 

Nie wrócił on do Krakowa,

taka była wola Boga,

a ta drużyna zaklęta,

wciąż czeka na swego księcia.

 

I tak na rynku latają,

okruchy chleba zbierają,

wojska nikomu nieznane,

w gołębie zaczarowane.

 

 

 



środa, 21 grudnia 2011

...żebyście byli zdrowi, weseli jako w niebie anieli cały rok!

   żeby Wam się darzyło, wodziło, kopiło

   i dyszlem do stodoły obróciło cały rok!

   żebyście mieli pełne komory, pełne pudła

   i żeby Wam gospodyni u pieca nie schudła!

   żebyście mieli żyto jak koryto,

   ziemniaki jak chodaki,

   buraki jak pniaki...

   tyle wołków, co w płocie kołków

   tyle cieliczek, co w lesie jedliczek

   tyle owieczek, co w lesie mróweczek...

   i żeby gospodarz chodził pomiędzy snopkami

   jak miesiąc pomiędzy gwiazdami!

 

Te staropolskie życzenia w dzisiejszych czasach najbardziej pewnie przypasują rolnikom, w każdym razie wiadomo jakie jest przesłanie. Aby wszystko co dobre w przyszłym roku Was spotkało, tego wszystkim życzę, trzymajcie się cieplutko :)

  

czwartek, 23 grudnia 2010

Taka jedna noc jest w roku,

noc niezwykła, tajemnicza,

kiedy wcale spać się nie chce,

kiedy wszystko nas zachwyca.

 

Pachnie lasem choineczka

roświetlona blaskiem złotym,

drzewa szumią w śnieżnej bieli,

ludzkim głosem mówią koty,

 

wiatr kolędy gra w kominie

wszędzie gwarno, wszędzie jasno

- no, powiedzcie mi, kochani,

jak tu zasnąć? Jak tu zasnąć?

 

Księżyc w oknie się przegląda,

o, Mikołaj pędzi w saniach!

Jak tu zasnąć, kiedy jeszcze

tyle jest do oglądania!

 

[autora wiersza niestety nie znam]

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia życzy wszystkim blogowiczom i odwiedzającym blogi

                                                                                    rowena

 

 

piątek, 19 listopada 2010

Kiedyś znalazłam w "Polskiej Gazecie" przetłumaczony irlandzki wiersz z czasów średniowiecza nieznanego autora. Brzmi bardziej, jak modlitwa.

Jestem z Wyspy Zielonej

ręką Boga stworzonej

z Irlandii

Panie dziękczynienie

przyjm za to stworzenie

przyjdz i tańcz z nami

lasami

polami

Irlandii

niedziela, 07 listopada 2010

Były dwie siostry: Noc i Śmierć,

Śmierć większa, a Noc mniejsza,

Noc była piękna jak sen a Śmierć,

Śmierć była jeszcze piękniejsza -

 

Hej nonny no! haj nonny ho!

Śmierć była jeszcze piękniejsza.

 

Usługiwały te siostry dwie

w gospodzie koło rzeczki.

Przyszedł podróżny i woła: -Hej!

Usłużcie mi szynkareczki-

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Usłużcie mi, szynkareczki-

 

Więc zaraz lekko podbiegła Noc,

ta mniejsza, wiecie ta modra,

Nalała. Gość się popatrzył w szkło

-zacny- powiada - kordiał

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

- zacny - powiada - kordiał.

 

Lecz zaraz potem podbiegła Śmierć

podbiegiem jeszcze lżejszym,

podróżny cmok! A kielich brzdęk!

Bo kordiał był zacniejszy.

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Bo kordiał był zacniejszy.

 

Spełnił podróżny kielich do dna

i już nie mówił z nikim

widząc, że druga siostra ma

dużo piękniejsze kolczyki.

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Dużo piękniejsze kolczyki.

 

Taką balladę w słotny czas

w oberży "Trzy korony"

Śpiewał mi haj! W Dublinie raz

John Burton, John nad Johny -

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

John Burton, John nad Johny -

 

Dublin to z balladami kram,

niejedną się tam złowi.

Więc to, com ja usłyszał tam,

powtarzam Krakowowi -

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Powtarzam Krakowowi.