film

wtorek, 10 marca 2015

 

 

Dawno nie pisałam o filmach, ale i dawno nie poruszyło mnie nic szczególnego. Oczywiście wszyscy ostatnio debatowali o "Idzie" i nie powiem, kibicowałam temuż arcydziełu, ale w dyskusje czy był on (film) polski, czy antypolski doprawdy nie mam zamiaru się wdawać. Podobał mi się i już. Natomiast ujęła mnie ostatnio historia małej dziewczynki Liesel Meminger, która odkryła w sobie pasję do książek. Niby nic takiego, pasja jak każda inna, ale dziecko to na początku było analfabetką, wyśmiewaną przez kolegów i koleżanki, która być może powinna tym bardziej się zamknąć na książki, lecz tak się nie dzieje. Odkrywa cudowną moc słowa pisanego, chroni ją to od świata zewnętrznego, a ma przed czym chronić, gdyż akcja dzieje się na tle II wojny światowej. Przed obejrzeniem tego filmu zasięgnęłam opinii innych osób, niepotrzebnie, ponieważ część osób była rozczarowana powierzchownym traktowaniem wojny. Ale przecież nie o to chodziło. To jest historia tej jednej dziewczynki i tylko tego co działo się wokół niej, co mogła sama zaobserwować, a na wojnie przecież nie walczyła.

To też film o przyjazni, miłości, o tym jak w czasach próby można wydobyć dobro nawet z osoby powszechnie uważanej za bez serca. Przywraca wiarę w człowieczeństwo. Piękne zdjęcia, wzruszająca historia. Film nakręcony na podstawie bestsellera napisanego przez Markusa Zusaka. Coś mi się zdaje, że książka jest jeszcze lepsza :)

 

11:48, rowena77 , film
Link Komentarze (4) »
piątek, 30 marca 2012

Cofnę się dzisiaj w przeszłość. Otóż kiedy było wiadomo już, że i ja spakuję walizy i wyjadę do Irlandii, postanowiłam czegoś dowiedzieć się o tym kraju. Między innymi źródłem wiedzy były filmy. Pech, że większość przedstawiała Irlandię z XVIII i XIX w., i pierwsze co mi się rzucało w oczy to wszędobylskie błoto. W końcu trafiłam na film o akcji dziejącej się współcześnie, a mianowicie "Przyzwoity przestępca" (2000). Sięgając po niego niezbyt interesowała mnie gangsterka, raczej obchodziło mnie to, co wypatrzę w tle czyli : budownictwo, wystrój wnętrz, pejzaże, sposób ubierania, czy zachowania tubylców, klimat - tu nie było zaskoczenia oczywiście, że deszczowo.

Film jednak się obronił i nawet nie wiedziałam kiedy, jak wciągnęła mnie historia pewnego typa z pod ciemnej gwiazdy. Niejaki Michael Lynch (grał go świetnie Kevin Spacey) to dubliński kryminalista, przywódca złodziei i co ciekawe bohater i ulubieniec tłumów, gdyż bezkarnie pogrywa sobie z władzą. Oficjalnie bezrobotny, pobierający co tydzień grzecznie zasiłek, posiadający dwie żony i kupę dzieci, przykładny mąż i ojciec, a nieoficjalnie... no właśnie.

Potem jak zgłębiałam tę historię okazało się, że postać Lyncha jest lekko wzorowana na autentycznym irlandzkim przestępcy Martinie Cahillu. Na przykład Cahill nie pozwolił się wysiedlić z kamienicy przekazanej do rozbiórki. Po zburzeniu domu rozłożył w tym samym miejscu namiot i uparł się tam mieszkać. Sam burmistrz Dublina odwiedził go i obiecał dom w znacznie lepszej dzielnicy. W filmie też jest ten motyw. Lynch wspomina, jak z dwiema żonami nie chciał opuścić budynku i burmistrz też się do niego fatyguje.

Jedna z żon Lyncha jest zachwycona odnalezionym niedawno obrazem "Pocałunkiem Judasza" inaczej też zwanym "Pojmaniem Chrystusa" słynnego włoskiego malarza Caravaggia. Oczywiście jej mąż już obmyśla skok na te wspaniałe dzieło, ale tak by wilk był syty i owca cała. Z początku myślałam, że jest to fikcyjny obraz wymyślony na potrzeby filmu, tymczasem okazało się, że obraz rzeczywiście w 1993 roku został szczęśliwie odnaleziony i umieszczony na stałe w Irlandzkiej Galerii Narodowej, gdzie można go podziwiać do dziś.  Moim marzeniem było go zobaczyć i spełniło mi się to, ale nie tak prędko. Za pierwszym razem moja wizyta w Galerii Narodowej była związana z polskim malarstwem. Caravaggio wisi tam na stałe, a Matejko, Malczewski, Wyczółkowski byli przejazdem więc oni mieli pierwszeństwo, a potem czasu nie było, żeby szukać Włocha. Za drugim razem pojechałam specjalnie dla niego, wracałam zadowolona jak żona "przyzwoitego przestępcy" i tak, jak ona z plakatem tego obrazu :) 

Michelangelo Merisi da Caravaggio był reformatorem malarstwa europejskiego na przełomie XVI - XVII w. uznawany za pierwszego, wielkiego artystę barokowego. Jego obrazy cechuje ciemne tło, intensywne kolory, kontrastowy światłocień i często dramatyzm przedstawionych postaci i scen. Większość jego obrazów jest o tematyce religijnej i malował je przeważnie na zlecenie Kościoła, ale ten często jego obrazy odrzucał, co akurat samemu artyście nie szkodziło wcale. Nabywców na jego dzieła nie brakowało wśród arystokratów. Dlaczego Kościół się krzywił na jego dzieła? Caravaggio miał bardzo złą opinię awanturnika, na dodatek na świętych obrazach, które często miały znaleźć  się w ołtarzach, umieszczał postacie z nizin społecznych. Wszyscy wiedzieli, że modelkami były u niego kurtyzany, a chłopcy pozujący na aniołków, bynajmniej święci nie byli. Na dodatek malował tak realistycznie... Kto chciałby się modlić do obrazu Matki Boskiej wiedząc jednocześnie, że przedstawia ulicznicę?

Obraz "Pocałunek Judasza" namalował w 1602 r. w Rzymie na zlecenie kardynała Ciriaca Mattei. Płótno zaginęło w XVIII w., dopiero w 1993r. odkryto podczas konserwacji, że obraz który wisiał sobie beztrosko w jadalni jezuitów przez 60 lat tak naprawdę jest oryginalnym Caravaggiem.

I takich to oto ciekawostek (niekoniecznie o Irlandii) można się dokopać po obejrzeniu jednego filmu ;)

 

17:05, rowena77 , film
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 grudnia 2011

"Z językiem rosyjskim przygodę swą rozpoczęłam w szkole podstawowej. Chcąc nie chcąc był to język obcy, który obowiązkowo zaliczyć trzeba było. Po czteroletniej nauce pozostała mi jedynie umiejętność czytania o słabym rozumieniu tekstu, więc o czytaniu w oryginale mogłabym sobie tylko pomarzyć. Szkoła średnia przypadła mi na lata 90-te, a więc były to czasy, kiedy na wszystko co rosyjskie odwróciliśmy się tyłem, zmęczeni już naszym wschodnim Wielkim Bratem. Z radością chłonęliśmy dostępny już owoc zakazany, czyli literaturę anglosaską. Oczywiście kilka lektur klasyków rosyjskich przerobiłam w szkole średniej, czyli "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego, "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa, a także "Wojna i pokój" Lwa Tołstoja. A nadprogramowo chwyciłam też za jego "Annę Kareninę", która po dziś dzień jest dla mnie nr.1 wśród romansów."

To tylko fragment wypowiedzi na temat mojego obcowania z literaturą rosyjską, za którą redakcja LubimyCzytać.pl nagrodziła mnie książką "Czystopis" Siergieja Łukjanienki. I tak mi trochę głupio z tego powodu, gdyż uważam, że w konkursie wystartowali lepsi zawodnicy. Moją wypowiedź uważam za dobrą, ale nie aż tak , żeby zabłyszczeć czymś szczególnie odkrywczym. Miałam za to faworyta, za którego trzymałam kciuki, i jakie było moje zaskoczenie, gdy wczoraj okazało się, że w piątce nagrodzonych znalazła się nie tylko ta osoba, ale też i rowena77. Książka najpierw trafi do mojej mamy w Polsce, już ją sobie zaklepała do czytania, a dopiero potem prześle ją do mnie. Ostatnio zaczytywała się w rosyjskich kryminałach więc teraz ma ochotę spróbować rosyjskiej fantastyki.

O książce na razie nie wiele mogę powiedzieć, za to chcę Wam bardziej przybliżyć postać autora Siergieja Łukjanienki. Obecnie jest on najpopularniejszym pisarzem rosyjskojęzycznym. W 2003 roku na Euroconie uznano go za najlepszego europejskiego pisarza - fantastę. Na podstawie jego książki "Nocny Patrol" powstał film "Straż nocna" (2004), uznany w Rosji za film wszech czasów, zdobył miano kultowego. Od tamtej pory Łukjanienko stał się sławny i bogaty, i bynajmniej z tego powodu mu nie odbiło. To milioner o skromnych gustach, jest przesądny i nie chce kusić losu zbytnio zmieniając swoje życie. Jeżeli ktoś czołobitnie traktuje twórczość Quentina Tarantino dodam, że reżyser ten wyraził uznanie dla tego filmu w słowach "historia o wyjątkowej sile". To był mój argument, żeby przekonać mojego małżonka, który zapierał się, że ruskiego filmu nie chce oglądać;)

Łukjanienko pisze "na świecie jest mnóstwo przypadków, jest również przeznaczenie". W filmie (bo książki jeszcze nie czytałam), wyłania się idea walki dobra ze złem, w postaci sił światła i ciemności, ale jak tak dłużej wszystkiemu się przyglądałam dostrzegłam, że dobro wcale takie do końca dobre nie jest, popełnia błędy, a zło niekoniecznie chce być złe, ale czy z przeznaczeniem można wygrać?

Wiem, że wiele osób z niechęcią może spoglądać na rosyjskie książki i filmy. Mamy wręcz zakodowaną nieufność popartą historycznymi faktami. Jestem osobą apolityczną więc łatwiej mi docenić twórczość z krajów, do których, jako Polacy możemy mieć niechęć. Chciałabym jedynie zwrócić uwagę, że rosyjskim artystom, jak i przeciętnemu szaremu człowiekowi też nie było lekko. Słynne powiedzenie "musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce" dosadnie to określa. Wielu autorów niedopuszczanych przez cenzurę, dopiero teraz wydaje swoje książki, niektórzy wydawani są już pośmiertnie.

Osobiście jestem już zmęczona kinematografią hollywoodzką, polską zresztą też. Mam dość oglądania ciągle tych samych twarzy etatowych aktorów. Coraz trudniej jest mi się wciągnąć w daną historię. Ciągle mi świta w głowie, nie przejmuj się losem bohatera, to tylko aktor. Dlatego też chętnie sięgam teraz po filmy niemieckie, duńskie, a teraz rosyjskie.

14:33, rowena77 , film
Link Komentarze (8) »
piątek, 02 września 2011

Ech, jaki tam przegląd, ledwo naskrobałam o dwóch filmach, a miało być o przynajmniej czterech, ale głowy nie mam teraz do pisania, zaaferowna jestem, jak zresztą zawsze o tej porze, rozpoczęciem roku szkolnego.

Nie pamiętam już kiedy oglądałam western, a jeśli go oglądałam to musiał to być jakiś staroć. Powiem więcej, myślałam że już tego gatunku nie produkują, a tu proszę sławę i Oskara zdobył film pt."Prawdziwe męstwo" ( USA 2010). Bynajmniej nie mężczyzna gra tu główną rolę, a 14 letnia Mattie, która postanawia pomścić śmierć swojego ojca. Nie ma lekko, musi mieć wielki tupet, aby w świecie twardzieli postawić na swoim. Plakat za to do tego filmu mnie całkowicie rozczarował, gdyż dziewczę zepchnięto na bok, a z nazwiska to wymienili trzech facetów, ją pomijając. Można powiedzieć, że nawet na plakacie nie jest jej  lekko;) Pewnie dlatego, że nie jest sławna, ale po tym filmie to musowo dziewczę karierę zrobić musi, i basta! A o co chodzi w filmie? To co w każdym westernie. Jest zbrodnia to musi być kara, nie ma innej możliwości. Nie ma nic zaskakującego w tej historii, natomiast aktorstwo pierwsza klasa.

 

Veronika Guerin to postać mi znana od dawna, można powiedzieć współczesna bohaterka narodowa Irlandii. Nie wiedziałam natomiast, że nakręcono o niej film, ale od czego ma się blogowe koleżanki, Taita go wypatrzyła, a gdy ja nań spojrzałam, film ten mieć koniecznie musiałam:) Nawet się zrymowało. O czym film? Tak w skrócie to o dziennikarce, która postanowiła wytoczyć wojnę gangom narkotykowym serią artykułów w prasie.  Zapłaciła za to najwyższą cenę, własne życie. Mogą ginąć tysiące ludzi i nikt się tym nie przejmie, a zginie jeden ale TEN człowiek i śmierć ta poruszy miliony i zmieni świat. Właśnie o tym jest film. Po śmierci Veroniki przestępczość w Irlandii w ciągu roku spadła o 15%. Zmieniono prawo tak, aby majątki mafii przechodziły na własność państwa. Film od początku trzyma w napięciu, wiadomo jak się to skończy, niby widz jest na to przygotowany, ale końcowe sceny to już wyciskacz łez. Przejmująca irlandzka muzyka, sceny z osiedla narkomanów, nadal są takie dzielnice, gdzie taksówkarze nie jeżdżą. Film warty obejrzenia, nie tylko dla tych co się interesują Irlandią. Z jednej strony historia jest ponadczasowa, czyli walka ze złem, ale z drugiej strony, porusza współczesny problem społeczny, jakim jest handel narkotykami. No i co? Wychodzi na to, że w Irlandii to kobiety mają jaja;) "Veronica Guerin" 2003 prod. Irlandia, USA, Wielka Brytania.

 

12:07, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 lipca 2011

Kilka filmów godnych polecenia.

Amerykański film pt. "Jestem bogiem" (2011). Eddie, nieudolny pisarz ulega ciekawości i zażywa pigułkę, dzięki której zamiast 20% jego mózg wykorzystuje 100% swoich możliwości. Z dnia na dzień z nieudacznika staje się atrakcyjny, odnosi sukces, bogactwo, ale... są też skutki uboczne.

Szczególnie interesujące są zdjęcia do tego filmu, oglądającym może się wydawać, że też są po tej pigułce;)

Oglądane przeze mnie ostatnio komedie, zarówno amerykańskie, jak i polskie, wcale mnie nie śmieszyły. Albo nie mam poczucia humoru, albo trzeba być po kilku głębszych, tudzież innych środkach, ewentualnie być idiotą, albo najlepiej wszysto naraz, wtedy z pewnością boki będzie można zrywać. No niestety takie mam wrażenia, żenada i tyle. I w końcu jest! Komedia, która (jak wyczytałam) została entuzjastycznie przyjęta na festiwalu amerykańskiego kina niezależnego Sundance. "Cyrus" (USA 2010) jest opowieścią o rozwodniku Johnym, który poszukuje kobiety marzeń, znajduje ją, a potem poznaje jej syna. Nie było by w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że chłopak ma 21 lat i jest całkowicie uzależniony od matki. Nie tylko finansowo, ale przede wszytkim emocjonalnie. Pojawienie się Johnego jest dla niego zagrożeniem. Zaczyna się ostra rywalizacja...

 

Następny będzie polski dramat pt."Lincz" (2011), który został sfilmowany na podstawie głośnej sprawy z przed kilku lat. We wsi Włodowo 60-letni recydywista od lat terroryzuje mieszkańców tej wsi. Policja jest bezradna, i w końcu dochodzi do morderstwa, którego sprawcą może być każdy. Film jest trochę tematycznie podobny do "Długu". Ofiary nie wytrzymują psychicznie i same stają się oprawcami. Główna postać jest bardzo interesująca. Wystarczy, że się pojawi, praktycznie nie musi nic robić, a widz czuje, jakby siekiera wisiała w powietrzu. Zresztą wystarczy spojrzeć na plakat, piorunujące wrażenie, z pewnością nie chciało by się mieć takiego sąsiada. Ciężki film, ale warto było go obejrzeć. Emocje gwarantowane.

 

"1920. Wojna i miłość" to polski serial emitowany w polskiej telewizji na wiosnę tego roku, ale biorąc pod uwagę fakt, że polskiej telewizji tu nie posiadam, jestem trochę nie na czasie. Takich filmów proszę więcej, nie dość, że przyjemnie było śledzić losy bohaterów, to jeszcze przy okazji liznąć trochę historii. Film o przyjaźni trzech polskich żołnierzy i ich walce o niepodległą Polskę, akcja dzieje się w latach 1918-1920.

 

16:40, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 czerwca 2011

Kilka filmów godnych uwagi i polecenia. Na początek thriller psychologiczny "Czarny Łabędź" (2010).

Rzecz dzieje się w środowisku tancerzy. Młoda i zdolna baletnica Nina dostaje główną rolę Królowej Łabędzi, zatraca się w tej roli i nie odróżnia spektaklu od rzeczywistości. Nie jest jej lekko, próby baletu są bardzo ciężkie, rywalizuje z nową koleżanką Lily, która może odebrać jej wymarzoną rolę, a w domu czeka na nią toksyczna matka. Nina odkrywa swoją mroczną stronę osobowości. Chwilami też nie wiedziałam co jest realne, a co dziejące się w jej wyobraźni i tak, jak Nina co chwila gubiłam się i odnajdywałam w tym filmie.

 

Kolejny film to "Miasto złodziei" (2010)- dramat, kryminał, romans i thriller w jednym.

Pewnej szajki złodziei okradającej banki nikt dotąd nie złapał na gorącym uczynku. Jednym z członków gangu jest Dough McRay, którego matka porzuciła za dziecka, i teraz nie wchodzi w bliskie realacje z ludźmi. Sytuacja się zmienia, gdy podczas jednego napadu biorą za zakładniczkę pracownicę banku. Wypuszczają ją, ale kobieta żyje wciągłym strachu. Potem poznaje mężczyznę i zaczyna się z nim spotykać, ale nie wie, że to ten sam człowiek, który ją przetrzymywał.

 

"Fighter - kochaj i walcz" (2007) to duński film o dziewczynie z tureckiej rodziny żyjącej w Danii, której pasją jest kung fu. Jest tak dobra, że powinna trenować w klubie dla zawodowców. Musiałaby jednak trenować z mężczyznami, i to spotyka się z niezrozumieniem muzułmańskiej rodziny. Mimo to potajemnie zapisuje się do klubu, co ma katastrofalne skutki nie tylko dla niej, ale i dla najbliższych.

 

Dramat "Niepokonani" (2010) został oparty na książce Sławomira Rawicza pt. "Długi marsz". W latach pięćdziesiątych książka ta zdobyła ogromną popularność na Zachodzie, i została wydana w wielu językach.  W  1940 roku kilku więźniów uciekło z sowiedzkiego łagru, przeszli przez rok na piechotę kawał Syberii, Mongolię, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, aż do Indii. Była to jedna z najbardziej zuchwałych ucieczek, jaką poznał świat. Na koniec pokazano kilka ujęć historycznych o rozprzestrzenianiu się reżimu komunistycznego, i jego upadku dzięki "Solidarności". W takich momentach czuję dumę, że jestem Polką :)

 

12:04, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 kwietnia 2011

Tak krótko o filmach.

Jak byłam jeszcze nastolatką uwielbiałam czytać Lwa Tołstoja "Wojnę i pokój" (to nic, że cztery tomy, im więcej tym lepiej), i klasykę romansu "Annę Kareninę". Po latach udało mi się obejrzeć ekranizacje tych książek, mówię o nowych wersjach, bo wiem, że już dużo wcześniej filmowano te książki.

 

Fimy wyprodukowane z rozmachem, przepiękne zdjęcia, ciekawi aktorzy, no i niesamowity klimat tych filmów.

 Z rosyjskich produkcji udało mi się ostatnio obejrzeć "Admirała" i "Spaleni słońcem" polecane przez kasię.eire (pozdrawiam), na inne filmy jeszcze poluję;)

 

 

Oba powyższe filmy bardzo mi się podobały :)

 A moje dzieci oszalały na punkcie "Wilka i zająca":) Są takie bajki które podobają się w każdym wieku, i co najważniejsze chętnie się do nich wraca. Dla Adama i Michelle to oczywiście nowość, ale z przyjemnością patrzę, że wybierają chętniej te 10 odcinków "Nu pogodi", niż komputerowe bajki:)

 

12:55, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 kwietnia 2011

Czasu na książkę nie mam, więc tylko filmy ostatnio oglądam, a tych się trochę uzbierało.

 Wielbiciele Lary Croft będą zawiedzeni. W tym filmie Angelina, mimo że gra agentkę nawet się nie spoci, nie potarga włosów, ba, nawet śpi w pełnym makijażu. Jest aż zbyt idealna, żeby była prawdziwa. Wielcy aktorzy w takim sobie filmie. Wenecja, miasto piękne (przynajmniej to co pokazują turystom) samo się broni, nie trzeba specjalnie reklamować. Ogólnie przyjemnie mi się go oglądało ,chociaż nie utknie mi ten film w pamięci na dłużej, natomiast małżonek był nim zdecydowanie rozczarowany, fan Lary heh.

No gdyby nie ciągle te same twarze, to byłabym zachwycona tym filmem, ale cóż, na ekranie zawsze można zobaczyć tylko etatowych aktorów, wciągnąć się nie mogę na maksa w taką   historię. Marek fałszerz studolarówek odsiaduje wyrok razem z Profesorem, który wrobiony przez wspólnika obmyśla plan zemsty. Kiedy Marek okazuje się przydatny do rządowych malwersacji, Profesor postanawia to wykorzystać...Magiczne sztuczki też będą. Film z 2010 roku.

 

 

Co do aktora, to naprawdę ukłon. Nie dość, że wygląda jak Carlos, nazywa się tak samo, ma taką samą smykałkę do języków, to jeszcze na potrzeby filmu przybierał na wadze, jak na zawołanie. Nic dziwnego, że został za tę rolę nagradzany.Film jednak mnie nie zachwycił, nie trzymał w napięciu, a przecież jest o jednym z najgłośniejszych terrorystów na świecie. Nie czułam strachu zakładników, a ideologia Carlosa też nie była przekonująca. Przygotowałam się na mocny film, ale było nudnawo.

 

00:12, rowena77 , film
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 kwietnia 2011

Ten wspólny mianownik to morale głównego bohatera. Pierwszy film jest oparty na powieści Oskara Wilde (jak coś jest na podstawie książki to ja zaraz muszę obejrzeć). Dorian zakochuje się w sobie kiedy ogląda swój portret. Pragnie zachować młodość i urodę nawet za cenę własnej duszy, i jak się można domyśleć jego życzenie zostaje spełnione. Ale gdyby tu tylko chodziło o niego, niestety to życzenie pochłonie też wiele ofiar. Drugi Twardowski, tylko że tamten skończył w miarę dobrze na księżycu.

Film jest z 1977 roku, Stuhr jeszcze bardzo młody. Tutaj główny bohater nie cofnie się przed niczym, aby spełnić swoje marzenie, a mianowicie chce poprowadzić prestiżową imprezę, ale wodzirejem jest zaledwie dwa lata, a mnóstwo kolegów o większym stażu również ma nadzieję poprowadzić ten bal sylwestrowy. Lutek nie cofnie się przed niczym. Nawet sprzeda swoją dziewczynę, zdradzi przyjaciela.Oszustwa, szantaż, zapłaci każdą cenę za swoje marzenie. Ale czy było warto?

Trzeci film tym razem z pozytywną postacią. Główny bohater Banan, student socjologii, dorabia sobie na stacji benzynowej u Dymeckiego. Kiedy na stacji pojawia się śmiertelnie ranny gangster w luksusowym aucie i torbą pełną pieniędzy, Dymecki chce zagarnąć jego majątek,i kopie mu za życia w lesie grób. Banan nie zagadza się na to, pomimo młodego wieku ,braku życiowych doświadczeń, ma silne morale, nie ugina się pod chciwością Dymeckiego. Film z 2001 roku. 

20:13, rowena77 , film
Link Komentarze (1) »
środa, 30 marca 2011

A ostatnio przyjechał do Dublina reżyser Jerzy Skolimowski, który promował swój film "Essential killing". Obejrzałam tę produkcję, nie powiem ciężki temat. Po plakacie można by się spodziewać, że to będzie film sensacyjny, a to jak się okazuje opowieść poetycka, jak sam reżyser go określił. Przyznam się, że ten film przeżywałam za nim go obejrzałam, a potem to już nie było to. Więc z emocjami lepiej się wstrzymywać na w trakcie i po hehe. Główny bohater nie wypowiada ani jednego słowa, zresztą, kto by go zrozumiał. Złapany, gdzieś w krajach arabskich (dokładnie nie wiadomo gdzie, ale to nie istotne) ważne, że wylądował w Polsce, ucieka z transportu i... błąka się po lesie zasypanego śniegiem. To historia o człowieku, w którym ze strachu rodzi się zabójca. Musi zabić, aby przeżyć, co go wcale  nie usprawiedliwia. Muszę tu jeszcze dodać, że film jest po angielsku, ale kiedy akcja przenosi się do Polski, słychać w tle polski język, wręcz wytężałam słuch, żeby podsłuchać o czym tam np. robotnicy rozmawiają. Takie skrzywienie chyba emigranckie, w stadzie szuka się swoich. Cóż mogę dodać, polecam ten film, bo jest zupełnie inny, niż się można by spodziewać, na swój sposób zaskakuje.

12:19, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 marca 2011

Parę filmów obejrzanych ostatnio, które bardzo mi się podobały, lecz niekoniecznie muszę o nich pieśni pochwalne pisać. Na pamiątkę pozwalam sobie tu wrzucić plakaty tych filmów, gdyż mam słabość do plakatów, które same w sobie potrafią być sztuką, a niejednokrotnie są niedoceniane.  A więc dwa filmy z "hameryki" i cztery polskie produkcje.

Na początek "Social Network". Świetny scenariusz. Wniosek nasuwa mi się jeden po obejrzeniu tego filmu: w interesach nie ma sentymentów, liczy się tylko zysk.

"Incepcja" z Leonardo Di Caprio, nie jestem jego wielbicielką, ale muszę przyznać, że filmy w których gra zawsze mnie zainteresują. Nawet "Niebiańska plaża", którą sobie sam wyprodukował, i którą krytycy zmieszali z błotem, też mi się podobała. Więc dochodzę do prostego wniosku, że film z nim to nie będzie czas stracony, i tak było w przypadku tego filmu.

Teraz Polska ;) Pierwszy to "Mistyfikacja" o Witkacym. Cóż, artystom wszystko się wybacza.

Następnie "Różyczka", jak to było o miłości to ja mam gdzieś taką miłość, ale historia nawet ciekawa.

"Śluby panieńskie" jako sztuka sama w sobie się broni. I tak mam przed oczami teatralną wersję, i nijak nie mogę się przekonać do filmów z dialogami wierszowanymi. Widzów film ma zapewniony (lektura szkolna), co więcej dodać, jak tyko sięgam po polski film zaraz wyskakuje Więckiewicz, na przemian z Szycem. Aż robię zakłady z mężem, który pierwszy wyskoczy. Prześladują mnie normalnie. Telefon komórkowy był ciekawym rekwizytem.

"Ranczo" wersja kinowa, trochę mnie rozczarowała. Mniej się śmiałam, niż przy odcinkach serialowych. Taki niedosyt trochę.

 

15:50, rowena77 , film
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 marca 2011

Film jest oparty na prawdziwych faktach. Aron Ralston uwielbia sporty ekstremalne. Rzecz dzieje się w 2003 roku, kiedy to wyjeżdża w góry. Jest typem samotnika, o jego wyprawie nie wie nikt. Nie zabiera ze sobą nawet telefonu komórkowego, bo po co? I tak nie ma ochoty z nikim rozmawiać. Ignoruje telefony od matki, nie chce wiązać się z dziewczyną, jednym słowem ma wszystkich gdzieś. Nie zostawia żadnych wiadomości o swoich planach. W tej chwili jest tylko on, góry i przygoda. Podczas takiej samotnej wędrówki po kanionie Utah, spada w szczelinę, a głaz przygniata mu prawą rękę. Od tej chwili zaczyna się odliczanie godzin, taka informacja dla widzów. Reszta filmu jest o próbach wydostania się z pułapki, i jak bardzo są to dramatyczne próby. Bardzo ciężko się to ogląda, w ciągłym napięciu, ale warto. Kiedy kończy się woda, pije własny mocz. Ma omamy, przypomina sobie własne życie, ludzi dla których był ważny. Gdzieś czytałam w wywiadzie, że uświadomił sobie wtedy, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. A tu z nikąd pomocy. Po pięciu dniach podejmuje decyzję o odcięciu sobie ręki scyzorykiem. Naprawdę miałam cały czas nadzieję, że nie zrobi tego ostatecznego kroku, że znajdzie inny sposób, ale pragnienie, głód i desperacja sprawiły, że dojrzał do tego kroku. Kiedy tak odcinał sobie tą rękę, a był to straszny widok, pokazał się mały chłopiec siedzący na tym głazie. Wydaje mi się, że to był jego przyszły synek. Po uwolnieniu się wydostał się z kanionu, znalezli go ludzie, którzy udzielili mu pomocy. Z czasem zmienia swoje życie i zakłada rodzinę. 

 Właściciel naszego mieszkania, zajmuje się między innymi wspinaczką górską. Opowiadał, że jemu też nie wiele brakowało, a znalazł by się w takiej sytuacji. Kiedy był na Wyspach Kanaryjskich przeskakiwał z jednego głazu na drugi. Ten drugi głaz zachwiał się niebezpiecznie, gdyby poleciał, mogło się to skończyć tragicznie. Też jest typem samotnika, i też nikt nie wiedział o jego wyprawie. Książkę czytał, a film dopiero zamierza. Ja po książkę nie sięgnę, na pewno jest świetna, ale nie dam rady ją czytać, a film napewno będę długo pamiętać.

16:18, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 lutego 2011

Heh, nie jest to może najlepszy film na Walentynki, chociaż jest o miłości. Film aż dymi od testosteronu, po 15 bodajże minutach myślałam, że sobie go odpuszczę, ale dobrnęłam do końca i nie żałuję. Igor jest bokserem, któremu całkiem dobrze się powodzi. To chodzący egoista, z nikim się nie liczy, brutal, który myśli że jest panem świata. I tu już mi się nie chciało oglądać dopóki... otóż bohater filmu dowiaduje się, że jest nieuleczalnie chory. Miota się, bardzo ciężko jest mu się z tym pogodzić. Postanawia pozostawić coś po sobie, a mianowicie potomka z własnej krwi i kości, jak to się mówi. Nie ma jednak kobiety, która by chciała mu urodzić dziecko. Pewnego dnia poznaje Wietnamkę,  która zgadza się wejść z nim w ten układ. Urodzi mu dziecko i po jego śmierci odziedziczy cały jego majątek. Nie wszystko jednak idzie tak gładko. Igor pomimo swojej agresji i braku pokory zaczyna wydobywać z siebie takie pokłady dobra, o jakie nikt by go nie podejrzewał, a na pewno nie on sam. Zderzenie się dwóch odmiennych kultur wychodzi im ostatecznie obojgu na dobre. Bardzo poruszyła mnie ta historia, chociaż nie należy do łatwych i przyjemnych. Film doceniony, zdobył wiele nagród, i ja również go doceniam heh.

18:39, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 lutego 2011

Długo zwlekałam z obejrzeniem tego filmu, w końcu zdecydowałam się wczoraj i... teraz się męczę. Temat bardzo trudny. Dwóch chłopaków morduje własną matkę. Ponoć film zrealizowany na podstawie prawdziwych wydarzeń sprzed kilku lat. Myślałam, że matka, jakaś dajmy na to alkoholiczka będzie znęcać się nad dzieciakami i bach, coś pęka, nie wytrzymują i mordują, o takiej patologicznej rodzinie, a tu nic z tych rzeczy. Rodzina jak każda inna, zwyczajna, z problemami, jak w wielu rodzinach. I ta zwyczajność właśnie przeraża, może się to się wydarzyć przecież w każdej rodzinie. Coś się dzieje, coś narasta.Ta historia jest pocięta na kawałki, zmusza widza do układania wszystko w całość, trzyma w napięciu przez cały czas. I nadal nie rozumiem dlaczego to zrobili. Taka gra? Film bardzo dobry, ale nie obejrzę go drugi raz, za dużo emocji mnie on kosztował, nie wspominając o ciężkiej nocy. Myślę, że w tym przypadku brakowało autorytetu rodziców. Byli zbyt pobłażliwi, a może nie potrafili się bronić przed toksycznym wpływem najstarszego syna. Ktoś tu się poczuł jak król życia i śmierci... Chyba się przeproszę z tymi lekkimi komediami, co to ostanio tak nimi gardziłam. Muszę dojść do siebie.

15:55, rowena77 , film
Link Komentarze (2) »
niedziela, 30 stycznia 2011

Wczoraj postawiłam na kuchenkę ziemniaki, poszłam oglądać film "Mój Nikifor" i ... ziemniaki gotowały się przez ponad dwie godziny, bo zupełnie o nich zapomniałam, tak się wciągnęłam i przejęłam losem tego malarza. Ten dramat biograficzny powinnam już dawno obejrzeć, bo  premiera była w 2004, w telewizji też już go puszczali, a mnie się złorzyło dopiero wczoraj, czego wybaczyć sobie nie mogę. Film jest o ośmiu ostatnich latach życia Nikifora, który jako artysta był niezrozumiany, a jak się pózniej okazało był jednym z najwybitniejszych prymitywistów na świecie. Tułał się po Krynicy sprzedając swoje obrazki, pochorował się na gruzlicę, a po za tym uważano go za obłąkanego toteż wszyscy, którzy go znają stronią od niego. Tak też zachowywał się Marian Włosiński, młody malarz, któremu Nikifor zajął pracownię. Na początku opędza się od niego, z czasem odkrywa jego geniusz i kosztem własnego życia rodzinnego podejmuje się opieki nad schorowanym artystą. Byłam bardzo ciekawa, jak pani Krystyna Feldman zagrała tą w końcu męską rolę. Gdyby nie cieńszy głos, w ogóle można by się nie domyśleć, że to kobieta. Ten film był dla mnie miłą odmianą po tych wszystkich romantycznych polskich komediach, które są teraz bardzo popularne, ale pisać i wymieniać nawet ich nie zamierzam, bo po każdej takiej produkcji mam kaca, jakby reżyser traktował mnie jak słodką, naiwną idiotkę.

13:01, rowena77 , film
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2