teksty konkursowe

wtorek, 20 maja 2014

Michelle bierze udział w konkursie międzyszkolnym "Czytam z mamą, czytam z tatą" zorganizowanym przez Polską Szkołę w Galway. Konkurs polega na przeczytaniu dziecku bajki, a potem na wykonaniu do niej ilustracji. Aby dostać się do następnego etapu w konkursie trzeba zebrać jak najwięcej lajków na facebooku, dlatego jeśli się nudzicie, to zapraszamy do głosowania :)

 

 

Michelle lat 4, ilustracja do książki "Pan Kuleczka" Wojciecha Widłaka reprezentuje Polską Społeczną Szkołę w Carlow.

Głosowanie pod linkiem:

https://www.facebook.com/318920258123377/photos/a.871627209519343.1073742098.318920258123377/871627439519320/?type=1&theater

 

niedziela, 31 marca 2013

Dotychczas to Adam zgarniał nagrody za prace plastyczne. W te ferie świąteczne wolał poświęcić czas na zdobywanie kolejnych poziomów w grach na PlayStation, niż wzięcie udziału w konkursie organizowanym przez jedną z aptek w naszej mieścinie. Przyniosłam do domu malowanki (kilka, w razie gdyby coś nie wyszło) a tu opór i zacięcie antyartystyczne u syna. Ok, zmuszać nie będę, podsunęłam więc kartki Michelle. Wybrałyśmy najlepszą i zaniosłyśmy do apteki. Za sam udział rozdawano dzieciakom czekoladowe jajka. Po kilku dniach zaskoczenie - dzwonią, żeby odebrać nagrodę. Dziewczę wygrało zestaw gier planszowych i ogromne czekoladowe jajo z batonikami w zestawie. Nagrodą podzieliła się z bratem, bo i z resztą jak tu grać w gry planszowe w pojedynkę. Na zdjęciach onieśmielona wygraną, ale nie ma co się dziwić, to jej pierwszy raz :)

 

 

 

Praca Michelle to ta środkowa z prawej strony, z różowymi zającami na zielonej łące.

 

Wesołej Wielkanocy wszystkim życzę :)

niedziela, 18 listopada 2012

Czas już ogłosić wynik konkursu, który ogłosiłam z okazji drugich urodzin "Raptularza z Irlandii". Najbardziej spodobał mi się cytat wybrany przez Podkomisarz Bunny "nic na świecie nie zdarza się przez przypadek". Też wierzę w przeznaczenie, gdy znajduję się na rozstaju życiowych dróg, to wydarza się coś takiego, co popycha mnie tylko w jedną stronę. Poza tym rozbroiła mnie szczerość Podkomisarz o nie przeczytaniu żadnej z książek Paula Coelho i chęci zapoznania się z jego "Bridą". A więc książka ta powędruje do Podkomisarz :) Podobała mi się również wypowiedź Pani Ciekawskiej niestety nie mam tej ufności do wszechświata co ona, i od lat ciężko pracuję na swój wewnętrzny optymizm. Katorga można by rzec, ale się nie poddaję;)

Oto zwycięski post:

 

 PODKOMISARZ BUNNY

Nie miałam okazji zapoznać się jeszcze z twórczością Paulo Coelho, dlatego bardzo chciałabym przeczytać którąś z jego powieści, aby przekonać się, czy naprawdę są tak niezwykłe i zapadające na długo w pamięć. Spośród cytatów, jakie znalazłam, najbardziej spodobał mi się ten: "Nic na świecie nie zdarza się przez przypadek". Całkowicie pokrywa się on z moim postrzeganiem świata - wierzę w przeznaczenie oraz w to, że każda czynność, sytuacja w naszym życiu została z góry zaplanowana i bez względu na to, co zrobimy, nie unikniemy pewnych rzeczy.
Pozdrawiam ;)

 

Gratuluję :)

niedziela, 28 października 2012

Nawet nie wiem kiedy, a tak szybko zleciało i "Raptularz z Irlandii" obchodzi 29 października drugie urodziny. Z tej okazji konkurs, do wygrania książka, której akcja toczy się oczywiście w Irlandii.

OPIS Z OKŁADKI:

Opowieść o Bridzie, młodej irlandzkiej dziewczynie, i o jej duchowych poszukiwaniach. Na swej drodze Brida spotyka mędrca, który uczy ją, jak radzić sobie z lękami i własnym cieniem oraz kobietę, która wprowadza ją w arkana magii. Zadne z nich nie ma najmniejszych wątpliwości, że dziewczyna ma dar, ale tylko od niej zależy, jak go wykorzysta. Musi wybrać między uczuciem, a pragnieniem przemiany. Musi odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania. Wzruszająca opowieść o miłości i tęsknocie za Drugą Połową.

O AUTORZE:

Paulo Coelho - jest jednym z najpopularniejszych autorów współczesnych, a jego książki ukazały się w 66 językach w 150 krajach. Ma stałe rubryki w najpoczytniejszych magazynach prasy światowej. Jest doradcą UNESCO, Posłańcem Pokoju ONZ, członkiem Brazylijskiej Akademii Literatury, laureatem wielu prestiżowych nagród. W Polsce czterokrotnie otrzymał tytuł Asa Empiku.

ZASADY KONKURSU:

Jeżeli znasz i lubisz twórczość Paula Coelho napisz w komentarzach swój ulubiony cytat, z którejś z jego książek. Jeżeli nie znasz, a chcesz zdobyć tę książkę poszukaj cytatów w necie i wpisz w komentarzach najbardziej do Ciebie przemawiający. Wygra oczywiście ta osoba, której cytat najbardziej przypadnie mi do gustu, a więc wybór zwycięzcy będzie bardzo subiektywny.

W komentarzach proszę również wpisać swój adres e-mail.

Konkurs trwa od 28 października do 17 listopada. Wyniki konkursu podam 18 listopada.

POWODZENIA :)

wtorek, 19 czerwca 2012

Z chińskiej kultury najbardziej inspirujące i oddziaływujące na moje życie jest feng shui. W Chinach od dawien dawna istniało przekonanie, że istnieje energia elektromagnetyczna zwana przez nich "chi", która jest łącznikiem pomiędzy człowiekiem, a otaczającym go światem. Ponieważ największy wpływ ma na nas dom, w którym mieszkamy, ogród, pomieszczenie w którym pracujemy, tam należy skupić się na organizowaniu i wprowadzaniu ewentualnych zmian w przestrzeni tak, aby miały korzystny wpływ na nasze samopoczucie.

Tak więc bez żalu pozbyłam się wiele lat temu sztucznych kwiatów i suszonych roślin, w zamian ustawiając rośliny doniczkowe i żywe kwiaty w wazonie, które wytwarzają dużo chi i wpływają dobroczynnie na organizm człowieka. Ograniczam, a najchętniej całkowicie pozbyłabym się ze swojego otoczenia tworzyw sztucznych na rzecz tych wykonanych z naturalnych tworzyw (drewno, wiklina, szkło, metal, bawełna). Na pewno też nie zasnę w sypialni na poddaszu ze ściętym sufitem (wrażenie przygniecenia), ale dzięki podstawowym zasadom feng shui wiem, jak ustawiać meble czy przedmioty, aby w ich otoczeniu dobrze się czuć.

Oczywiście wiele przedmiotów, które korzystnie wpływają na Chińczyków, na mieszkańca Europy mogą nawet zadziałać odwrotnie. Na przykład żaba z trzema łapkami, która przez mieszkańców Wschodu traktowana jest jako symbol przynoszący szczęście, dla mnie nie będzie ona talizmanem, gdyż pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasuwa to kalectwo. Taka rzecz nie podniesie mnie na duchu. Podobnie jest z figurkami mitycznych smoków. Chińczycy wierzą w odstraszającą moc tych postaci, mnie kojarzą się z nieszczęściem tak, jak  smok wawelski był utrapieniem dla Krakowa. I choćbym chciała to chińskim smokom "nie zaufam". Wszystko dlatego, że wywodzę się z innego kręgu kulturowego i na wiele rzeczy będę patrzeć z innej strony. Tak więc lepiej żebym powiesiła na ścianie podkowę. Na pewno dobrym rozwiązaniem jest posiadanie kilka drobiazgów wiążących się z dobrymi wspomnieniami lub kojarzące się ze  szczególnymi osobami, bliskimi sercu. Na szczęście współczesne feng shui jest pod tym względem bardzo elastyczne i daje dużo swobody i miejsca na własne eksperymenty.

Feng shui nie jest jakąś magiczną pigułką, po zastosowaniu której można odmienić na lepsze swoje życie. Korzystając z tej starej chińskiej nauki można być bardziej świadomym swoich wyborów. Dla mnie jest narzędziem, dzięki której mogę polepszyć swoją przestrzeń wpływającą na jakość mojego życia. Jednym z ciekawszych sposobów na postrzeganie rzeczywistości.  Nawet przeczytanie choćby jednej książki o feng shui działa na czytającego pozytywnie, więc coś w tym jest :)

sobota, 17 marca 2012

Wielu pożądało książkę "Hotel Irlandia":) W losowaniu wzięły udział osoby, które spełniły warunki konkursu czyli napisały w komentarzach minimum trzy skojarzenia związane z Irlandią i podały swój adres e-mail. Te warunki spełniło 13 osób. Irlandia najczęściej kojarzy Wam się:

- z zielenią - nawet zimą trawa jest tu zielona

- z deszczem, wilgocią - mam to szczęście, że mieszkam po wschodniej stronie wyspy, deszczu tu mamy mniej o jedną trzecią niż mieszkańcy po stronie zachodniej

- tęczą - częsta zmiana pogody sprzyja temu zjawisku

- garniec złota znajdujący się na końcu tęczy pilnowany przez skrzata zwanego Leprechaunem - ostatnimi laty zjechało się wiele tysięcy Polaków na wyspę w poszukiwaniu tego garnca, przyznajemy się, że my również ;)

- taniec irlandzki - ręce wyprostowane wzdłuż tułowia i fikamy nóżkami, brzmi prosto ale potrzeba dużej wytrwałości i poczucia rytmu, aby osiągnąć jako tako przyzwoity poziom

 

Nasza mała Irlandka podjęła się poważnego zadania i wylosowała szczęśliwca...

zbliżenie na los

 

Zwycięzcą jest   miu86    Gratulujemy:)

 

niedziela, 11 marca 2012

Poniższy tekst był "wyprodukowany" przeze mnie na potrzeby konkursu. Nagrody nie zdobył, byli lepsi, ale i tak go sobie tu wrzucam na pamiątkę, aby nie zniknął w otchłani zapomnienia;)

 

W 2006 roku spakowaliśmy walizki i wyjechaliśmy do Irlandii (mąż rok wcześniej - przecierał szlak). Syn miał wtedy 2 lata teraz ma 8. Córka urodziła się w Irlandii, ma teraz 2 lata i posiada dwa obywatelstwa polskie i irlandzkie. Syn ma tylko polskie, chciałby również mieć irlandzkie. Staram się, aby moje dzieci nie musiały wybierać czy być Polakiem czy Irlandczykiem. Jedno nie wyklucza drugiego. Można połączyć te dwie tożsamości i czerpać z tego, jak najwięcej korzyści, które tylko wzbogacają nasze życie.

Ale po kolei. Nie zawsze było tak różowo. Na początku syn bardzo cierpiał w irlandzkiej szkole. Najpierw z powodu bariery językowej, potem sam fakt bycia Polakiem doprowadzał go do kompleksów. Tam gdzie nie ma porozumienia, najłatwiej wytknąć rzeczy oczywiste - jesteś z biednego kraju, jesteś Polakiem, nie będziemy się z tobą bawić. Potrafiłam jedynie postawić się w roli pocieszycielki wierząc, że z czasem wszystko się ułoży. Wyjeżdżając z Polski byłam rozczarowana sytuacją tego kraju. Nie potrafiłabym wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu i udowodnić synowi, jak bardzo jestem dumna ze swojej ojczyzny.

Sytuacja się zmieniła od momentu kiedy syna posłaliśmy do polskiej szkoły na sobotnie zajęcia. Tam nie tylko uczy się języka polskiego, ale też historii, kultury, obyczajów naszego kraju. Grono pedagogiczne jest przeszkolone w zakresie nauki dzieci poza granicami Polski i muszę powiedzieć, że robią z dzieciakami cuda. Syn stał się świadomym Polakiem i czuje się pewnie w tej roli. Potrafi w irlandzkiej szkole opowiadać o tym czego się uczy w polskiej o swoim kraju. Opowiada o polskich obrządkach bożonarodzeniowych, święceniu pokarmów na Wielkanoc - zwyczaj zupełnie nieznany w Irlandii czy andrzejkowym wróżeniu. Z chęcią odpowiada na pytania nauczycielki," a jak tam w Polsce się to obchodzi? " Dla irlandzkich kolegów już nie jest emigrantem pochodzącym z kraju o nic nie mówiącej nazwie Poland. Syn z chęcią podkreśla swoją "inność", czasem się wręcz nią popisuje.

Postanowiliśmy, że w naszym w domu będziemy obchodzić święta zarówno polskie, jak i irlandzkie, zwłaszcza, że w domu mamy małą Irlandkę. Dla mnie to bardzo sprzyjająca okoliczność - obchodzę Dzień Matki dwa razy w roku:) Ostatnio szykujemy się do Dnia św. Patryka. To narodowe święto Irlandii. Od 5 lat obowiązkowo pędzimy na paradę św. Patryka, ale w tym roku syn nie będzie widzem, ale uczestnikiem parady. Będzie jednym z reprezentantów Polonii ubrany w kolory biało-czerwone. Jest z tego powodu bardzo szczęśliwy i odlicza z niecierpliwością dni do parady w Carlow.

Podsumowując uważam, że znajomość własnych korzeni, kultury i tradycji jest bardzo potrzebna. Szczególnie dzieci emigrantów są pod tym względem ubogie i trzeba zrobić wszystko, aby mogły odnaleźć się nowym środowisku akceptując swoją tożsamość. Lepiej żeby miały wyidealizowany obraz ojczyzny niż czuły się gorsze i miały niską samoocenę. Wartości oparte na korzeniach przodków przyczynią się do zbudowania pełnowartościowego obywatela świata.

piątek, 02 marca 2012

Z okazji zbliżającego się dnia św. Patryka ogłaszam konkurs. Do wygrania książka Iwony Słabuszewskiej-Krauze "Hotel Irlandia".

Opis z okładki:

Irlandia, sierpień, domek z obowiązkową palmą w ogródku - Tu Oliwia i Kacper rozpoczynają nowy etap w swym życiu. On ma kontrakt w renomowanej firmie architektonicznej, ona - ambitna pani psycholog - postanawia poszukać czegoś na własną rękę. Jak potoczą się ich losy na Zielonej Wyspie? Czy odnajdą tam swoje miejsce? Co ich zaskoczy, rozczaruje, a co urzeknie? No i kim jest tajemnicza Babcia? Opowiadanie z nutką wysublimowanego humoru, oparte na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki (...)

Fragment książki:

"Kierowcy autobusów byli (...) grupą uprzywilejowaną (...). Na przykład zatrzymywali się na pogawędkę na środku drogi. Zmieniali tabliczki z miejscami przeznaczenia, gdy wszyscy pasażerowie byli już w środku pojazdu. Wyskakiwali do kiosku po frytki podczas postoju na przystanku. Dyskutowali - cały czas prowadząc autobus - z pasażerami siedzącymi na ostatnich fotelach. No i oczywiście nie było siły, która by ich skłoniła do ustalenia przewidywalnych terminów przyjazdów i odjazdów..."

No cóż, ja osobiście w Irlandii podróżowałam autobusami ledwie kilka razy na początku mojego pobytu tutaj. Raczej nie mam się do czego przyczepić. Kierowcy bardzo mili i pomocni. Za to mam niedobre wspomnienia podróżnicze autobusami w Polsce: sprzedawanie starych biletów, czy zakaz wysiadania z autobusu przednimi drzwiami. Po tym, jak będąc w wysokiej ciąży, kierowca kazał przepychać mi się między stojącymi pasażerami do tylnego wyjścia, doszłam do wniosku, że od tej pory będę jeździć busami. Kierowcy busów zatrzymywali mi się pod samym domem :)

 

ZASADY KONKURSU

1. Aby wziąć udział w losowaniu należy napisać w komentarzu minimum trzy skojarzenia wiążące się z Irlandią.

2. W komentarzu należy również napisać swój adres e-mail.

3. Czas trwania konkursu do 16 marca włącznie, wynik losowania najpóźniej 18 marca.

4. Powodzenia :)

sobota, 14 stycznia 2012

Hopsasa, jak mi wesoło z samego rana, a to za sprawą wygranej w konkursie LubimyCzytać.pl. Zakasowałam kolejną książkę, tym razem "Arkę odkupienia" Alastaira Reynoldsa. Biorąc pod uwagę, że pisałam to w czwartek, czyli jeszcze w bólach dekoncentrujących mój umysł, tym bardziej wygrana mnie cieszy. Nie dałam się chorobie i naskrobałam poniższy tekst.

Najciekawsze motywy w fantastyce naukowej... myślę, że  specyficzna jest czasoprzestrzeń. Akcja może dziać się w przyszłości, przeszłości albo w czasie równoległym do naszej rzeczywistości. Częste są podróże w czasie oczywiście za pomocą cudownych wynalazków technicznych. Innym ciekawym motywem jest kontakt z obcą cywilizacją. Akcja może dziać się na naszej planecie, lub na innej, a nawet zdarza się, że w innej galaktyce, a czasem bywa zamknięta na pokładzie statku kosmicznego. Fantastyka naukowa czerpie inspirację z odkryć naukowych, ale to przede wszystkim autorzy tych książek mają niesamowitą wyobraźnię i wiedzę, aby wszystko wyglądało tak prawdopodobne. Najważniejsze, aby była zgodność hipotetyczna wydarzeń ze współczesnym stanem wiedzy o nauce i technice.

Juliusz Verne w "Podróży do wnętrza ziemi" wysłał głównych bohaterów: profesora mineralogii Otta Lidenbrocka oraz jego bratanka w podróż pod powierzchnią ziemi od Islandii aż do Stromboli. Innym razem trzech Brytyjczyków poleciało balonem przez Afrykę ze wschodu na zachód w powieści "Pięć tygodni w balonie".  Trasa ta jak na tamte czasy była bardzo niezwykła, ale oparta na rzetelnych faktach naukowych. No i w najsłynniejszej jego powieści "Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi" z kapitanem Nemo niesamowita podróż statkiem podwodnym.

Herbert Wells wysyła swojego bohatera w przyszłość w powieści "Wehikuł czasu". Tam staje się świadkiem końca świata. Innym razem Wells wyprawia dwóch ludzi na Księżyc w powieści " Pierwsi ludzie na Księżycu". Odkrywają tam wysoko rozwiniętą cywilizację owadopodobnych stworzeń, które okazuje się - brzydzą się ludzkim okrucieństwem i głupotą. Podróż udaje się za pomocą pojazdowi odpornemu na działanie sił grawitacji.

"Diuna" Franka Herberta to opowieść o ludzkości rozsianej po niezliczonej ilości planet w całej galaktyce. Z całym  skomplikowanym systemem polityczno-społeczno-ekonomicznym. Przyszłość naszej cywilizacji w najdrobniejszych szczegółach.

Z polskich autorów Stanisław Lem w "Solaris" swojego bohatera Krisa umieszcza na obcej planecie pokrytej cytoplazmatycznym oceanem, który jest swego rodzaju formą życia. Niestety nie udaje się mu porozumieć z oceanem. Motyw bezskutecznej próby kontaktu z obcą cywilizacją podobno często pojawia się w książkach Lema, ale na razie miałam do czynienia tylko z tą jedną jego powieścią s-f.

I jeszcze tu wspomnę o "Akademii pana Kleksa" Jana Brzechwy. Wiem, że to bajka, a nie fantastyka naukowa, ale jestem przekonana, że moje dzieci uwielbiając profesora z krainy fantazji są na dobrej drodze, aby z książkową fantastyką spotkały się nie raz:)

 

sobota, 10 grudnia 2011

Nic nie wskazywało na to, że te dwie tak różne osoby staną się przyjaciółmi. Różniło ich więcej niż łączyło. A choćby taki wiek. Mój syn miał cztery lata kiedy poznał swojego przyjaciela, który urodził się siedemdziesiąt lat wcześniej. Starszy Pan, którego niestety ominęło ojcostwo, gdyż musiał pracować w odległym wiele kilometrów Dublinie. Ciężko pracując zarabiał na utrzymanie żony i czwórki dzieci, a i to ledwo wystarczało, aby związać  koniec z końcem. Na bycie tatą nie było już czasu, ani zbyt wiele okazji. Kiedy dzieci dorosły wyjechały w poszukiwaniu lepszego życia w Ameryce. Tam też urodziły się wnuki, które Starszy Pan zna jedynie ze zdjęć. Adam natomiast przyjechał do Irlandii, jako mały chłopiec. Znał słabo angielski i nie potrafił zaaklimatyzować się w przedszkolu. Nikt go nie rozumiał. Nudząc się, przeszkadzał innym w zajęciach. W końcu rodzice innych dzieci zaczęli się skarżyć na Adama, efektem czego musiał opuścić przedszkole. Jego losem zainteresował się Irlandczyk, Starszy Pan, który mieszkał po sąsiedzku. Poprosił Adama o pomoc przy pracach w ogrodzie. Na początku porozumiewali się na migi, wkrótce chłopak "łapał" coraz to nowe słówka, potem proste zdania. Z każdym dniem zasób słów powiększał się i po kilku miesiącach Adam porozumiewał się po angielsku płynnie. Z ulgą wysłaliśmy go do szkoły. Nie tylko nie ma już problemu z językiem, ale został nawet tłumaczem między nauczycielką a polskimi kolegami. Starszy Pan opowiedział mu o tym, że Irlandczycy słabo znają irlandzki język, że na co dzień posługują się angielskim, zapominają o swoich korzeniach, o tym jak przodkowie walczyli o swój kraj. Wytłumaczył mu, jak bardzo ważne jest, aby znać swój ojczysty język. Adam rozpoczął naukę w sobotniej Polskiej Szkole, i uczy się nie tylko polskiego, ale dowiaduje się mnóstwo rzeczy o Polsce. A ze swoim przyjacielem przegląda książki zarówno angielskie, jak i polskie. Dla zabawy uczy Starszego Pana polskich słówek. Razem spędzają mnóstwo czasu, Adam widzi w swoim przyjacielu dziadka, którego nie ma, gdyż obaj jego dziadkowie nie żyją, a Starszy Pan ma wnuka, który ożywia mu starość...

Powyższa historia ( bo raczej nie za zdolności pisarskie hehe ) została nagrodzona przez redakcję LubimyCzytać.pl audiobookiem "Rico, Oskar i głębocienie" Andreasa Steinhofela w wykonaniu Artura Barcisia.

Taki drobiazg, a jak cieszy :)