wtorek, 19 maja 2015

 

Michelle już po raz drugi startuje w konkursie "Czytaj z mamą, czytaj z tatą" organizowaną przez Polską Szkołę w Galway. W ubiegłym roku otrzymała książkę za udział w konkursie. Bardzo ją to ucieszyło i zmotywowało, aby i w tym roku wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Konkurs cieszy się popularnością wśród najmłodszych, dzięki czemu idea konkursu - czytelnictwo w języku polskim na emigracji jest coraz lepiej promowane i myślę, warto wspomnieć o tej akcji.

W tym roku ulubioną książką Misi są "Przygody kota Filemona" Marka Nejmana i Sławomira Grabowskiego. Toteż i na zdjęciu z tą właśnie książką i w towarzystwie swojego kociego ulubieńca. Zarówno czytanie książki, jak i praca plastyczna ze wsparciem rodzica ( w ramach regulaminu), bo  najcenniejsze w tym konkursie jest właśnie wspólnie spędzony czas i zaangażowanie dziecka i rodzica.

 

 

Dla wszystkich oczywiste jest, że czytanie z mamą lub tatą pozytywnie wpływa na rozwój dziecka, ale mnie ostatnio zainteresował pewien projekt dziecięcego czytania kotom żyjącym w schroniskach nazwany "Książkowi Kumple", który wystartował w miejscowości Birdsboro w Pensylwanii. Projekt poparty przez amerykańskich naukowców, którzy udowadniają obopólne korzyści z czytania dzieci dla zwierzaków. Pomysł ten sprawdza się również w Polsce w bydgoskim schronisku. W wybrany dzień 3 uczniów zabiera ze sobą książki z biblioteki szkolnej i idzie do schroniska. Na miejscu czytają wśród kocich towarzyszy. Dzieci uczą się płynnie czytać w obecności słuchacza, który nie poprawia, nie ocenia, nie krytykuje. Kontakt z kotem poprawia nastrój, obniża poziom lęku, co czyni proces nauki przyjemnym i bardziej komfortowym. Koty to indywidualiści, dzieci uczą się przy nich rozwijać własny indywidualizm, a przy okazji też uczą się szanowania czyjejś przestrzeni. Zwierzęta natomiast czują się bardziej zadbane, kochane. Takie spotkania są początkiem przyjaźni, a być może w przyszłości i adopcji. Miarowy dźwięk głosu wpływa kojąco na samopoczucie kotów. Przełamują strach do ludzi, co zwiększa ich szansę na adopcję. Pewne jest jedno, że obie strony dostają ogromną dawkę miłości i bliskości.

 

 

Nasz kot Mike tydzień temu miał operację łapki, mimo wszystko humor obojgu dopisuje i wspólne czytanie jest źródłem radości :)

 

czwartek, 07 maja 2015

 

Kilmacurragh leży we wschodniej części hrabstwa Wicklow. W centrum ogrodu stoi dom w stylu królowej Anny, ale niestety jest on w ruinie po serii pożarów. Była to siedziba rodziny Acton od 1700 do 1940 roku. W chwili obecnej ogród jest zarządzany przez Narodowy Ogród Botaniczny.

Miałam okazję być tu kilka lat temu, ale w okresie letnim. Na miejscu zorientowałam się, że jest tu bardzo liczna kolekcja różaneczników. Aby docenić ich urodę należało pojawić się tutaj w kwietniu/maju, kiedy to rośliny zaczną pięknie kwitnąć, tak więc przyjechałam tu po raz drugi specjalnie dla różaneczników. Kwaśna gleba, umiarkowana zima, częste opady to idealne warunki dla tej grupy roślin. Wiele z tych krzewów osiągnęły rozmiary dużego drzewa. Spacerując nie tylko można podziwiać kwiaty na gałęziach, równie malowniczo i romantycznie wyglądają ścieżki usłane z płatków.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 02 maja 2015

... które miałam okazję ostatnio przeczytać. Niewątpliwą zaletą posiadania potomstwa jest czytanie im bajek. Mogę też bezkarnie sama czytać bajki mając przy okazji wymówkę, iż sprawdzam zawartość, aby potem nie było, że przekazuję treści niewłaściwe ;) Bajki są dla mnie odskocznią od książek dla dorosłych. Szczególnie kiedy jestem pod wrażeniem pewnego dzieła, targana przez różne emocje, nie jestem jeszcze gotowa wejść w świat nowej książki. Wtedy literatura dziecięca pomaga nabrać dystansu. Często zaskakuje mnie prostota przekazywania rzeczy ważnych, a jakże w natłoku spraw i zajęć zapomnianych lub pomijanych przez rodziców. A przecież  niezbędnych do rozwoju młodego człowieka. Książki dyskretnie  przypominają o tym, co w życiu najważniejsze...

Nie mogę się oprzeć i chciałabym w pierwszej kolejności polecić pozycję wydaną przez Naszą Księgarnię. Wydawnictwo to ciągle wydaje nowe tomy różnych uznanych autorów, iż nie nadążam z kupowaniem. Co mogę wypożyczyć - robię to, bo naprawdę warto. Książki są pięknie oprawione, przygotowane ze starannością i dbałością o szatę graficzną, co dla najmłodszych jest równie istotne, jak ich treść. Kolekcja takich książek estetycznie wygląda na półce.  Dla mnie ważne jest też ich objętość, a zawierają blisko 300 stron, tak więc z każdą spędzi się wiele ciekawych wieczorów. Bardzo ciekawym i trafionym pomysłem jest wznowienie bajek z malutkich książeczek z serii "Poczytaj mi mamo". Teraz są zebrane w księgi. Do tego najlepsi poeci i bajkopisarze dla dzieci w kolejnych księgach, jak "Jan Brzechwa dzieciom", "Julian i Irena Tuwim dzieciom", "Ludwik Jerzy Kern dzieciom" i wiele, wiele innych. Ostatnio kupiłam "Grzegorz Kasdepke dzieciom" i tę poniżej "Przygody kota Filemona". Bardzo chciałam kupić w merlinie "Ks.Twardowski dzieciom", ale pewnie przez zbliżający się okres komunii jest niedostępna. Zresztą nie dziwię się, bo byłby to piękny prezent dla dziecka z tej okazji.

  "Przygody kota Filemona" - Sławomir Grabowski, Marek Nejman

 Mając dziewczynkę w domu i kota, oczywiste jest, że wszelkie książki z kotami są mile widziane, a nawet wyczekiwane. Bajki w TV o rezolutnym kocie Filemonie, były towarzyszami mojego dzieciństwa, tak więc z radością sięgnęłam po książkę, cofając się do dawnych, beztroskich czasów. Jakże bezpiecznie można się poczuć w małym domku na wsi, gdzie jest babcia i dziadek, a życie toczy się w swoim wolnym rytmem. Każdy maluch może identyfikować się z ciekawskim kotkiem Filemonem. Bo jak poznać świat? Tak, jak on - pytając i doświadczając, a przy okazji świetnie się bawiąc :)

 

  "Biały kieł" - Jack London



 

Ależ byłam zła, że nie dane mi było poznać tę książkę w latach szkolnych. Przygody wilka ( z domieszką krwi psa), jego walka o przetrwanie, surowa przyroda, okrutni ludzie, ale też i ci dobrzy. Powieść ta moim zdaniem szczególnie rozwija empatię, ponieważ ilość cierpienia jakie znosi dzielnie główny bohater Biały Kieł jest ogromna, a mimo to każdy czytelnik w duchu myśli " nie poddawaj się".  Biorąc pod uwagę trudniejszy język i okrutne czasem sceny, polecam tę pozycję starszym dzieciom. Jest też wersja filmowa, w łagodniejszej wersji.

 

  Jego wysokość Longin" - Marcin Prokop



 

Palec pod budkę... kto się urodził w latach 70 - tych. Będzie to dla tych osób sentymentalna podróż  do czasów "peerelowskich", a dla obecnych dzieci niezwykła podróż w przeszłość swoich rodziców. Podwórkowe zabawy, gdzie głównym centrum rozrywki stanowił trzepak. W sklepach nie było nic ciekawego, za to oranżada w proszku - to była frajda, domowa czekolada robiona przez mamę - też. I rower złożony z różnych części przez tatę. Głównym bohaterem jest Longin z racji bardzo dużego wzrostu. Łobuz ten nie ma jednak żadnych kompleksów, ma ogromny dystans do siebie i dowcipnie opowiada o swoich jakże emocjonujących przygodach. Przyznaje się nie tylko do wygłupów, ale też do wymyślonego przez siebie przyjaciela, a także do pierwszych sympatii. Oczywiście Marcin Prokop pisze w tej książce o sobie i swoich doświadczeniach :)

 

 

 "Wielka Księga Uczuć" - Grzegorz Kasdepke

 

Zbiór opowiadań o nauczycielce przedszkola pani Miłce, pajacyku i grupie przedszkolaków, którzy przeżywają różne uczucia : zazdrość, wstyd, strach, tęsknota, gniew, wstręt, nuda, poczucie krzywdy, radość, miłość, nienawiść, pogarda, smutek, poczucie winy, szczęście. Autor opowiada w przystępny dla malucha sposób, aby mógł sam rozpoznać jakich doświadcza uczuć i jak sobie z nimi poradzić. Cenne wskazówki są nie tylko dla dzieci, ale też i dla dorosłych, którzy mogą, a nawet powinni wspierać swoje dziecko, szczególnie w trudnych sytuacjach. Książka też daje odpowiedz na jakże intrygujące pytanie : skąd się biorą dzieci? :)

 

środa, 22 kwietnia 2015

 

Burtown House znajduje się w Athy w hrabstwie Kildare. Wybudowany został w 1710 roku. Obecnie jest domem dla czterech pokoleń rodziny Fennell. Na miejscu znajduje się galeria z obrazami nie tylko członków rodziny, ale także lokalnych twórców. Dom w stylu gregoriańskim z pięknym, starym ogrodem, udostępnionym dla zwiedzających przez większą część roku. Czynna jest też kawiarnia "Gallery Cafe", gdzie w otoczeniu obrazów można wypić kawę i zjeść ciasto. Obecnie w parku można też podziwiać rzeźby Eileen MacDonagh, której dzieła pamiętam jeszcze z wystawy w Visual Arts w Carlow.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prace Eileen MacDonagh, na pierwszym planie "Freckled Stone", a na drugim "Windows"

 

 

 

Poniżej "Ogham Stones". 

 

 

 

"Stone Circle"

 

 

 

"From Another Constellation"

 

 

środa, 08 kwietnia 2015

 

Doczekałam się cudnej, słonecznej wiosny i korzystając z ciepłych dni rozpoczęłam cykl zwiedzania irlandzkich ogrodów. Ogród Altamont nie liczę, ponieważ mam go pod nosem, zwiedzam go od lat o każdej porze roku i praktycznie już niczym mnie nie zaskoczy. Czas zobaczyć coś nowego. Wybór padł na Mount Usher Gardens w hrabstwie Wicklow. Ogród ten leży nad rzeką Vartry i zajmuje 8 ha. Posiada 4500 różnych drzew, krzewów i innych roślin. Miejsce te tworzyło 4 pokolenia rodziny Walpole. Swój naturalny styl zawdzięcza wpływowi najsłynniejszego, irlandzkiego ogrodnika Williama Robinsona. Centrum uwagi w ogrodzie przykuwa rzeka, której brzegi połączone są wiszącymi mostami. Jest to idealne miejsce do spacerów dla rodzin z dziećmi, a także dla miłośników roślin i zapalonych ogrodników. Oprócz ogrodu, są sklepy z żywnością, odzieżą, drobiazgami do domu, a także kawiarnia z przyjemną obsługą. Na pamiątkę mam zdjęcia :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 02 kwietnia 2015

 

Aby wprowadzić się w wielkanocny nastrój, pojechaliśmy do Rathwood na "Wielkanocny Pociąg". Taka oferta dla dzieciaków. Pociągiem wożą po parku, a przy okazji trzeba odszukać części złotego Magicznego Jaja. Potem dzieci ruszyły z wiaderkami na łąkę szukać pisanek, które następnie wrzucano do specjalnej maszyny. Czary mary i wyskakują z drugiej strony wielkie czekoladowe jaja, po jednym dla każdego malucha. W cenie biletu również koktajl czekoladowy i uszy zająca na głowę. Super radocha.

Kiedy bukowałam miejsca, nie chciało mi się specjalnie zakładać konta, więc skorzystałam z logowania przez facebook. Zapomniałam tylko, że ja nie jestem tam pod imieniem i nazwiskiem, tylko pod nazwą "Raptularza z Irlandii Rowena". Po wydrukowaniu wyszedł z tego taki kwiatek. Nikt się nie dziwił. Ważne , że zapłacone. Można by rzec, że tożsamość wirtualna wypłynęła w realu i stała się moim drugim "ja".  :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najserdeczniejsze życzenia zdrowej, radosnej i spokojnej Wielkanocy, smacznego jajka, mokrego dyngusa oraz samych miłych chwil w rodzinnym gronie :)

 



poniedziałek, 30 marca 2015

 

Człowiek spragniony tej wiosny, a ona jak na złość wcale nie ma zamiaru się rozkręcić. Niby roślinność się ożywiła, kwiecia pełno się robi, ale jak się tu cieszyć skoro zimno i pada, zimno i pada... Chwile nieliczne, kiedy słońce wyjdzie spoza chmur wykorzystuję na maksa.

Nie próżnuję. Pogoda tej wiosny idealna za to dla mnie na wypełnianie wszelkiego rodzaju dokumentów, wizyt w urzędach, umawiania się ze specjalistami, a nawet zmobilizowałam się do wolontariatu. Nie samym relaksem człowiek w końcu żyje. Porobić też coś trzeba. Zbliżają się święta, sprawy organizacyjne z nimi związane, jak zwykle biorę sama na klatę. Obmyślam menu stołu wielkanocnego. Oczywiście jeden dzień świąt tradycyjnie poświęcony jest na wycieczkę ( w celu spalenia kalorii, przynajmniej jest takie założenie ;) ).

Kilka zdjęć z ogrodu Altamont , słoneczna niedziela trafiła się tydzień temu. Tak na pocieszenie sobie wrzucam. Dobrze, że mam książki...

 

 

 

 

 

 

wtorek, 24 marca 2015

 

W ramach Festiwalu Kultury PolskaEire 2015 różne organizacje polonijne przygotowały imprezy w Irlandii. Z tej okazji przyjechał polski językoznawca prof. Jan Miodek. Myślę, że wszyscy znają tego pana promującego poprawny język polski :). W ostatnią sobotę w George Bernard Shaw Theatre w Carlow odbył się wykład profesora o kulturze języka polskiego zorganizowany przez Polską Szkołę "Równe Szanse" od której to dostałam zaproszenie na spotkanie. Nawiązując do polskich szkół na emigracji profesor podkreślał, jak bardzo ważne jest, aby rozwijać u dzieci dwujęzyczność. Angielskiego w Irlandii nauczą się w naturalny sposób w szkole i na placu zabaw, ale w domu rodzice powinni kontaktować się z dzieckiem w języku polskim. Dzięki dwujęzyczności dzieci lepiej się rozwijają i mają szersze możliwości w przyszłości.

Podczas spotkania odbyła się również projekcja filmu "Powiedz prawdę, przecież Cię nie biję" reż. Witolda Swiętnickiego. Film ten powstał na podstawie bloga pewnego chłopaka, który opisywał swoje złe relacje w domu. Jest to opowieść o braku komunikacji między członkami rodziny, po obejrzeniu filmu wysłuchaliśmy również komentarz pani psycholog.

Przy okazji można było obejrzeć wystawę fotograficzną "W ciszy wyczekane. Irlandia w obiektywie polskiego fotografa", której autorem jest pan Marcin Kaczmarkiewicz. Podziwiałam cuda irlandzkiej natury, najbardziej ujęły mnie ptaki :)

 

 

 

Podczas spotkania z profesorem, kręcono program "Podróże z Miodkiem" odcinek "Irlandia", który ma być nadawany w TVP Polonia.

 

 

Profesor zaskoczył mnie poczuciem humoru. Na przykład opowiedział o tym, jak ludzie pytają się językoznawcy, jaka forma słowa jest prawidłowa, taka czy taka i nie lubią słyszeć, że obie formy są prawidłowe. Krąży taki dowcip:

Rozmawiają dwie blondynki:

- Jak się mówi poprawnie Irak czy Iran ?

- Zapytajmy Miodka.

- Lepiej nie bo powie, że i tak, i tak.

 

 

 

 

 

Książka zakupiona, autograf zdobyty, a teraz przeglądając strony słownika już się cieszę na lekturę tej książki. Trzeba się podszkolić z języka polskiego. O ileż fajniej przychodzi taka nauka, kiedy jest się zachęconym przez samego autora :)

 

czwartek, 19 marca 2015

 

Z okazji Dnia Matki, a wypadł ten dzień w Irlandii w ostatnią niedzielę ( 15 marca) dostałam laurkę wykonaną przez córkę w szkole. Na pierwszej stronie kwiatki dla mamy, a w środku Misia narysowała siebie, jak wręcza tort ze świeczkami tatusiowi (urodziny miał 13 marca). Wcale nie jestem zazdrosna, no bo przecież okazało się, że jest bardzo praktyczna i załatwiła dwa święta jedną kartką. Od Adama dostałam/dostaliśmy popielniczkę, również własnoręcznie wykonaną w szkole. Oboje nie palimy papierosów, ale gdybyśmy zaczęli, to będzie jak znalazł. Dobrze, że możemy liczyć na szkołę, zawsze to jakaś niespodzianka nas spotka ;)

Obie te okazje postanowiliśmy uczcić w niedzielę. Wyskoczyliśmy na obiad do restauracji (przecież w swoje święto nie będę stała przy garkach, bo wtedy to nie będzie święto oczywiście), a potem pojechaliśmy do teatru na musical "Czarnoksiężnik z krainy Oz". Akurat dzieciaki nie znały wcześniej tej historii, więc byli bardzo zainteresowani spektaklem.

17 marca oczywiście wypada Dzień św. Patryka. Prawdę mówiąc, gdyby cała akcja nie działa się przed domem, w którym mieszkam, wcale nie chciałoby mi się fatygować. Wolałabym się nie odrywać od książki, którą zaczęłam, ale Misia się wystroiła. Musiałam na szybkiego jeszcze flagę irlandzką odprasować, bo ona w Irlandii się urodziła to Irlandka z niej, że ojej. Adamowi misja się przeciągnęła na play station i wyszedł przed dom w połowie parady. Nie miał czego żałować, szału nie było. Kilka fotek wrzucam tu z parady, bo nic ciekawego nie mam pod ręką. Marudna i złośliwa dzisiaj jestem.

 

 

 

 

 

 

 

Jak zobaczyłam swojego dentystę (pan w zielonym) to od razu rozbolała mnie szczęka.

 

 

 

Dzisiaj w takim jestem humorze mniej więcej ;)

 

wtorek, 10 marca 2015

 

 

Dawno nie pisałam o filmach, ale i dawno nie poruszyło mnie nic szczególnego. Oczywiście wszyscy ostatnio debatowali o "Idzie" i nie powiem, kibicowałam temuż arcydziełu, ale w dyskusje czy był on (film) polski, czy antypolski doprawdy nie mam zamiaru się wdawać. Podobał mi się i już. Natomiast ujęła mnie ostatnio historia małej dziewczynki Liesel Meminger, która odkryła w sobie pasję do książek. Niby nic takiego, pasja jak każda inna, ale dziecko to na początku było analfabetką, wyśmiewaną przez kolegów i koleżanki, która być może powinna tym bardziej się zamknąć na książki, lecz tak się nie dzieje. Odkrywa cudowną moc słowa pisanego, chroni ją to od świata zewnętrznego, a ma przed czym chronić, gdyż akcja dzieje się na tle II wojny światowej. Przed obejrzeniem tego filmu zasięgnęłam opinii innych osób, niepotrzebnie, ponieważ część osób była rozczarowana powierzchownym traktowaniem wojny. Ale przecież nie o to chodziło. To jest historia tej jednej dziewczynki i tylko tego co działo się wokół niej, co mogła sama zaobserwować, a na wojnie przecież nie walczyła.

To też film o przyjazni, miłości, o tym jak w czasach próby można wydobyć dobro nawet z osoby powszechnie uważanej za bez serca. Przywraca wiarę w człowieczeństwo. Piękne zdjęcia, wzruszająca historia. Film nakręcony na podstawie bestsellera napisanego przez Markusa Zusaka. Coś mi się zdaje, że książka jest jeszcze lepsza :)

 

11:48, rowena77 , film
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 lutego 2015

 

Trzecia część zdjęć z Gran Canarii to fauna i flora z Palmitos Park. Jest to moim zdaniem skrzyżowanie Zoo z ogrodem botanicznym plus występy ze zwierzętami. Celem parku jest dostarczenie wiedzy na temat konieczności ochrony bogactwa naturalnego poprzez rozrywkę. Najbardziej widowiskowy występ można obejrzeć w delfinarium, które zajmuje 3 tys. metrów kwadratowych, zawiera 3 baseny dla 5 delfinów. Delfinarium jest rozbudowywane i w przyszłości będzie w nim pływać 9 delfinów. Zwiedzający mogą się przekonać, jak bardzo zwinne i inteligentne są te zwierzęta. Ja byłam pod ogromnym wrażeniem.

Oprócz delfinów były też pokazy ptaków egzotycznych i preriowych (między innymi orły, sokoły, sowy). Te 2 pokazy znajdowały się w amfiteatrze położonym na najwyższym punkcie parku (góry) otoczonym panoramicznym widokiem. Stąd można było obserwować akrobacje powietrzne w locie swobodnym. Ostatni pokaz jaki obejrzeliśmy to popisy cyrkowe papug.

Poza tym na terenie parku znajduje się Dom Motyli, a także Dom Storczyków, kolekcja kaktusów (niektóre osiągnęły wysokość do 4 m. ) i wiele, wiele innych ciekawych roślin. Atrakcją samą w sobie jest spacer alejkami, gdzie można obejrzeć ptaki, gady, ssaki. Niektóre wybiegi są udostępniane również zwiedzającym, dzięki czemu można z bardzo bliska obserwować zwierzęta :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 19 lutego 2015

 

Ciąg dalszy fotografii z Gran Canarii. Tym razem są to migawki z plaży Amadores. Kiedy przyjechaliśmy do Puerto Rico, było tu niewiele ludzi. Chłodna woda w Oceanie Atlantyckim zniechęca, ale z czasem amatorów kąpieli słonecznych i tych wodnych przybywało. Z każdym dniem plaża coraz bardziej się zapełniała. Miejsce to okazało się mieć o wiele więcej do zaoferowania turystom, niż początkowo sądziłam. Nawet ci, którzy oczekiwali wyjątkowych wrażeń znaleźli coś dla siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Małżonek wraca z treningu kolarskiego :)

 

 

 

A wieczorami po dniach pełnych wrażeń, graliśmy w szachy.

 

 

Dzisiaj mamy pochmurny i deszczowy dzień w Irlandii. Ogrzewam się myślą o słonecznych, kanaryjskich plażach :)

 

poniedziałek, 16 lutego 2015

 

Przez całą zimę byłam w miarę zdrowa, a kiedy przyszło mi jechać na wakacje, to się rozchorowałam na dobre. W dzień wyjazdu obudziłam się ze spuchniętą twarzą, bólem głowy i zapchanym nosem. Jednym słowem - zatoki. Poczłapałam do najbliższego marketu i zaopatrzyłam się w tabletki przeciwbólowe. Zapakowałam się w drogę praktycznie w kawałkach. Moje obawy, jak zniosę pobyt okazały się na szczęście bezpodstawne. Gran Canaria zaopiekowała się mną wyjątkowo czule. Klimat wyspy postawił mnie na nogi w dwa dni i obeszło się bez tabletek. Nie mogę jednak polecić tego miejsca jako uzdrowisko, ponieważ mąż dostał alergii, a kiedy wracaliśmy, na lotnisku spotkaliśmy przeziębionych Polaków z temperaturą. W góry wybrali się bez kurtek. Ale dosyć o chorobach.

Gran Canaria okazała się wyspą pełną przeciwieństw, dzięki czemu jest miejscem fascynującym. Poszarpane klify łączą się z piaszczystymi plażami. Wyniosłe góry poprzecinane są zacisznymi dolinami. Miasta prowadzące gwarne, nocne życie na wybrzeżach i ciche, ospałe wioski w górach. Roślinność również ciekawa. Kontrastujące ze sobą kwitnące bugenwille, delikatne wachlarze palm i nastroszone kaktusy, mięsiste liście roślin z rodziny gruboszowatych. W miastach i kompleksach wypoczynkowych roślinność jest sztucznie nawadniana.

Klimat bardzo suchy. Temperatura łagodna o tej porze roku. Ok. 20 stopni w dzień i 17 w nocy. Dla mnie w sam raz. Nie jestem zwolennikiem opalania się, spędzałam czas bardziej aktywnie - wędrówki i fotografowanie. Dzięki temu uniknęłam oparzeń słonecznych, a mimo to trochę się opaliłam. W sumie zrobiłam blisko 500 zdjęć. Teraz trudny wybór, które opublikować. Postanowiłam temat Gran Canarii podzielić na 3 części. Dzisiaj część I - Puerto Rico, czyli port, plaża, życie miejskie, a także hotel Bahia Blanca, w którym się zatrzymaliśmy. Zdjęcia robione zarówno w dzień, jak i w nocy. Fotografowanie to muszę przyznać było tam moje ulubione zajęcie, ale Gran Canaria to bardzo wdzięczny temat do robienia fotek :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 03 lutego 2015

 

Nie żebym narzekała na irlandzką zimę, bo to pikuś w porównaniu do tego co doświadczałam w Polsce, ale chłodno jakoś i nieprzyjemnie. Przymrozki w nocy, w dzień 3 - 5 stopni. W górach śnieg, ale w dolinach jak zawsze zielono. 

Na zdjęciu widok na górę Keadeen ( 655 n.p.m.).

 

 

 

A tu szersza perspektywa, oprócz góry Keadeen, po lewej stronie Spinans Hill. A na pierwszym planie nawet jakieś krzaczory kwitną na żółto, wiosna znaczy się blisko. Jak przyświeci słońce to bajka.

 

 

Teraz jednak planuję wyjechać  na Wyspy Kanaryjskie, a dokładnie na Gran Canarię. Wakacje w lutym z dwóch powodów. Małżonek jedzie trenować kolarstwo ze swoim klubem, będzie się szykować do sezonu, a ja chciałabym w wiosnę i lato nie wybierać się za granicę. Nastawiona jestem na zwiedzanie Irlandii, a dokładnie mam w planie głównie ogrody.

Nigdy jeszcze nie wyjeżdżałam tak daleko, więc jestem lekko podekscytowana. Mam nadzieję, że zrobię mnóstwo ciekawych zdjęć w Puerto Rico. Zaczynam pakować walizki ... , a po powrocie powinna być już wiosna w Irlandii :)

 

 

wtorek, 27 stycznia 2015

 

W niedzielę miałam przyjemność spotkać się z artystycznymi duszami, a do tego w bardzo interesującym miejscu, które już od dawna miałam zamiar sfotografować. Przy hotelu i tradycyjnym, irlandzkim barze "Dinn Ri" w Carlow znajdował się kiedyś ogródek piwny. Niedawno wyremontowano to miejsce i zmieniono całkowicie wystrój, którym jestem zauroczona. Stary, francuski styl nadał niezwykły klimat tarasowi. Ceglane ściany, tonacja pastelowa, rośliny poupychane w doniczkach, poduszki i inne drobiazgi tworzą przytulny i rustykalny charakter. Zainspirowałam się niektórymi pomysłami np. koniecznie muszę sobie sprawić regał na rośliny i drobiazgi na swój taras. Też chcę posiadać taki przyjemny zakątek do wypoczynku.

W dzień jest tu słonecznie, a wieczorami zapalane są lampiony i świece. Można też podziwiać gwiazdy przez oszklony dach. Rozmarzyłam się...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

17:56, rowena77
Link Komentarze (2) »