wtorek, 18 sierpnia 2015

 

Dostałam zaproszenie od Xpila do wzięcia udziału w zabawie, która polega na odpowiedzi na kilka pytań. Zawsze to ciekawa odmiana po na przykład pytaniu sprzed kilku dni "jak będzie wyglądać twój wymarzony ślub ?" odpowiadam: "jestem mężatką od 12 lat". Zabawa też polega na wymyśleniu nowych pytań i puszczeniu je w świat, ale moje wysiłki intelektualne są teraz skierowane w inną stronę, toteż poprzestaję tylko na odpowiedziach :)

 

1. Czy gdybyś mógł / mogła cofnąć się w czasie i zmienić jedną (i tylko jedną) decyzję, jaka byłaby to decyzja?

 

Jeśli już żałuję to tego, że nie podjęłam jakiejś decyzji lub długo zwlekałam z jej podjęciem niepotrzebnie tracąc czas. Jak to się mówi "lepiej żałować to co się zrobiło, niż żałować tego czego się nie zrobiło".

 

2. Jaka książka jest Twoim największym zawodem czytelniczym? Coś, co się wspaniale zaczynało, ale kiepsko zakończyło. Albo w jakiś inny sposób zawiodło Cię na całej linii.
 

Napaliłam się na "Cmentarz w Pradze" Umberto Eco. Męczyłam się nie wiem po co, aby w końcu przebrnąć przez tę książkę. Z chwilą, kiedy zamknęłam ostatnią stronę od razu wystawiłam ją na sprzedaż. Kompletnie nie moje klimaty.



 3. Gdybyś mógł doradzić pisarzowi w sprawie jakiejś książki, co by to było? Podaj nazwisko autora, tytuł książki oraz treść porady.

Nie śmiałabym doradzać autorom, zwłaszcza moim ulubionym, łykam wszystko i wierzę, że tak ma być :)

 

4. Czy kiedykolwiek myślałeś / myślałaś o opublikowaniu swojego bloga w formie pliku EPUB / MOBI (czyli dla e-czytników)? Jeżeli tak, w jaki sposób podszedłbyś / podeszłabyć do zagadnienia?

Nie mam takich marzeń.


 5. Czy pisząc nowy artykuł na bloga, masz w głowie "szkielet", plan, założenia, czy pozwalasz się ponieść chwili i dajesz się sobie samemu / samej zaskoczyć?

Mam dwa sposoby. Pierwszy  - jak przychodzi wena, wtedy jest pomysł i konkretne zdania mielone są w głowie do stanu nadającego się do napisania. Potem to już tylko szlifierka na edytorze. Drugi - o matko co by tu napisać, żeby do tych zdjęć pasowało. Post rodzi się w bólach;)

 

6. Jakie są tytuły dwóch najbardziej odległych od siebie książek, jakie przeczytałeś / -aś? Odległość rozumiana w sensie... w dowolnym sensie, jaki przychodzi Ci do głowy

Wspomnienia wojenne "Między wariatami" Marcina Mellera i na przykład książka kucharska "Kuchnia Polska 1001 przepisów".


7. Pisujesz w językach innych, niż polski? W jakich? Komfortowo Ci z tym?
 

Tak, piszę teksty po angielsku, ale na dzień dzisiejszy nie nadają się do publikacji. Owszem, fajnie by było pisać blog po polsku i po angielsku. Tłumaczyć swoje teksty, a przy okazji uczyć się języka. Może kiedyś....



8. Jaka jest największa wada człowieka? W sensie gatunku, nie jakiegoś indywiduum

Zawsze staram się pamiętać, że człowiek, choćby nie wiadomo jak cywilizowany, jest przede wszystkim drapieżnikiem.


9. A zaleta?

Empatia i miłość.



 10. Jeżeli czytujesz fantastykę / SF, jaki fantastyczny aspekt świata jest Twoim ulubionym? (jeśli nie czytujesz SF, nie musisz odpowiadać).

Jeśli sięgam po fantastykę, najbardziej lubię czytać o innych cywilizacjach, ewentualnie o innych wymiarach naszej rzeczywistości.

 

11. Co należałoby zrobić, żeby poprawić sytuację czytelniczą w Polsce.

Ceny książek są bardzo wysokie. Kupuję polskie książki ok. 10 - 20 sztuk co pół roku. Gdybym mieszkała w Polsce kupowałabym tylko podręczniki dla dzieci, o książkach dla siebie mogłabym zapomnieć. Pozostałaby mi biblioteka. Pamiętam, jak byłam rok temu w Polsce, w Biedronce sprzedawano całkiem tanio książki, szły jak świeże bułeczki. Tylko czy to jest opłacalne dla pisarzy? Kiepska sprawa z tym czytelnictwem w Polsce.

                       



sobota, 08 sierpnia 2015

 

Korzystając z wakacyjnego czasu..., aczkolwiek dla mnie niezupełnie jest wakacyjny, gdyż od połowy lipca rozpoczęłam naukę, ale dobra tam, czuję się i tak, jak na wakacjach, bo lato. Tak więc korzystając z wakacyjnego czasu  udaliśmy się nad morze. Arklow to przyjemne portowe miasteczko z morskimi akcentami ( np. miniaturowe okręty na wystawach sklepowych, kotwice i inne rzeźby ustawione w parku, czy przy chodnikach). Ostatnio odbył się tu Arklow Maritime Festival  promujący miasto. Na najciekawszą atrakcję na jaką trafiłam, było zwiedzanie irlandzkiego statku wojskowego o wdzięcznym imieniu "Ciara". Przez dwa dni był on udostępniony dla publiczności, a przewodnikami po statku byli członkowie załogi. Obok kręciła się łódz Wikingów. Zwiedzanie, spacery, morze... trzeba korzystać póki jest pogoda :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 21 lipca 2015

 

Najlepszą porą roku do odwiedzenia Lawendowej Farmy jest lato, ponieważ można cieszyć się wówczas kwitnącą lawendą. Znajduje się ona na wsi Coolnagloose w hrabstwie Wexford. Rodzina, która rozwinęła tu swój interes ma w posiadaniu tę farmę od 1950 roku. W lipcu 2013 posadzono na 2 hektarach - 6500 sadzonek lawendy, która stała się motywem przewodnim farmy. Wexford Lavender Farm otwarto dla zwiedzających w ubiegłym roku. Co ciekawe uprawa roślin jest organiczna, bez udziału nawozów sztucznych, pestycydów i herbicydów. W zdrowym środowisku, na świeżym powietrzu można spacerować wśród zagonów lawendy, a następnie wybrać jedną z trzech tras w pobliskim lesie. Dzieci mają do dyspozycji nie tylko plac zabaw, ale również  ( co jest największą frajdą) mogą przejechać się beczkowozem. Oprócz tego organizowane są dla najmłodszych warsztaty rękodzielnicze, gdzie mogą tworzyć różne ozdoby z lawendy. Jest tu też kawiarnia i sklep z lawendowymi pamiątkami. Wypoczynek dla rodziny na cały dzień.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 10 lipca 2015

 

Woodstock Gardens znajduje się w hrabstwie Kilkenny, w malowniczej miejscowości Inistioge nad rzeką Nore Valley. Ogród powstał w 1740 roku i przechodził okresy rozkwitu, jak i popadał w ruinę. Od 1999 roku Rada Hrabstwa Kilkenny podjęła się ambitnego planu renowacji ogrodu i ochrony rzadkich i egzotycznych roślin. Dzięki tym działaniom powstało przyjemne miejsce dla wypoczynku i relaksu, a dla dzieci - plac zabaw :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 07 lipca 2015

 

ZOO w Dublinie znajduje się dokładnie w Phoenix Park i jest jednym z najstarszych ogrodów zoologicznych na świecie, został założony w 1831 roku.  Obejmuje ogrody, jeziora i naturalne siedliska na 28 ha. ZOO jest domem dla 400 zwierząt z całego świata. Park przyciąga ok. 1mln turystów rocznie i jest jedną z najbardziej popularnych atrakcji w Irlandii.

Ostatnio było o ZOO głośno w mediach, a to za sprawą nowej atrakcji. Prezydent Irlandii Michael D. Higgins uroczyście otwierał nowe siedlisko z basenem słonej wody dla lwów morskich.

To nasza trzecia wizyta w dublińskim ZOO, a dla Misi pierwsza i było to dla niej duże przeżycie :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

 

... znajduje się w hrabstwie Wicklow i jest to idealne miejsce na wypoczynek dla rodziny, co sprawdziliśmy osobiście. Farma została założona i udostępniona dla publiczności w 1994 roku. Tuż przy wejściu znajduje się 350- letni dom gospodarski ze słomianą strzechą, w którym znajduje się muzeum. Można obejrzeć między innymi zabawki z minionej epoki. Farma jest wspaniałym miejscem do wypoczynku na świeżym powietrzu i blisko natury. Dzieci mogą wybiegać się na bardzo dużym placu zabaw, w otoczeniu są zagrody zwierząt gospodarskich. Można podpatrzyć konie, osły, kozy, krowy, owce, świnie, a z drobiu - kaczki, kury, gęsi. Jest tu też zagroda dla jeleni. Pod okiem opiekuna, dzieci mogą pogłaskać i pobawić się ze zwierzętami futerkowymi - królikami czy świnkami morskimi. Można również pospacerować ok 1 km ścieżką edukacyjną, gdzie co jakiś kawałek umieszczone są plansze opisujące siedliska dzikich zwierząt lub zawierające podstawowe informacje o mijanych drzewach i innej roślinności.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 10 czerwca 2015

 

... powstało w 1993 roku i jest położone w hrabstwie Wicklow. Znajduje się tu 20 pokazowych ogrodów stworzonych przez najlepszych projektantów. Są to bardzo ciekawe propozycje na urządzenie nawet niewielkiego skrawka zieleni.

Różnorodność roślin (ok. 15 tys. gatunków) ,a wśród nich oczka wodne, pergole, lustra, rzeźby, kamienne ściany, drewniane altanki, meble ogrodowe, wszystko to umiejętnie połączone tworzą cudowne miejsce na odpoczynek.

Na miejscu znajduje się centrum ogrodnicze, gdzie po zainspirowaniu można się zaopatrzyć w rośliny i przedmioty do ogrodu.

Już przy oglądaniu zdjęć czuję się zrelaksowana, a co dopiero gdybym miała chociażby jeden taki zakątek... rozmarzyłam się :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 06 czerwca 2015

 ... dokładnie 6 czerwca 2006 r. wylądowałam na tej wyspie. Ale szybko zleciało. Niewielkie miasteczko Tullow stało się moim nowym  domem. Kiedyś tętniące życiem, dziś opustoszałe. Coraz więcej ludzi stąd wyjeżdża za pracą, najczęstszym kierunkiem jest Australia. Tym bardziej cieszy mnie, że taki grajdołek nadal jest natchnieniem dla artysty. Niedawno na fejsbuku malarz David Byrne opublikował obraz  przedstawiający centrum miasta Tullow. Nie jest to dokładna mapka miasta, są tu tylko najciekawsze budynki i miejsca, które na stałe wkomponowały się w krajobraz miasteczka. Wygląda jak ilustracja do książki dla dzieci.

 Pewnie, że są piękniejsze miejsca na świecie, ale mnie dobrze jest tu :)

 

 

 

środa, 27 maja 2015

 

 ... eksplozja zieleni. Jeśli tylko pogoda pozwala, dużo spaceruję. Chłonę przyrodę i ładuję wewnętrzne akumulatory. Wychodząc za miasto, zawsze zapomnę aparatu fotograficznego, a czasem momenty zdarzają się ciekawe. Trudno, może kiedyś. Mam za to kilka fotografii z ogrodu Altamont, bo jak tam jadę, zawsze jestem przygotowana. Pod koniec ostatniej wizyty, kiedy moja rodzinka popędziła na parking pakować się do samochodu, ja skręciłam jeszcze w boczną alejkę. Grupa ludzi stała przy jednej grządce i coś tam podziwiała. Podchodzę, a tu grasują takie słodkie kurczaczki. Moja opieszałość chociaż raz została wynagrodzona ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 19 maja 2015

 

Michelle już po raz drugi startuje w konkursie "Czytaj z mamą, czytaj z tatą" organizowaną przez Polską Szkołę w Galway. W ubiegłym roku otrzymała książkę za udział w konkursie. Bardzo ją to ucieszyło i zmotywowało, aby i w tym roku wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Konkurs cieszy się popularnością wśród najmłodszych, dzięki czemu idea konkursu - czytelnictwo w języku polskim na emigracji jest coraz lepiej promowane i myślę, warto wspomnieć o tej akcji.

W tym roku ulubioną książką Misi są "Przygody kota Filemona" Marka Nejmana i Sławomira Grabowskiego. Toteż i na zdjęciu z tą właśnie książką i w towarzystwie swojego kociego ulubieńca. Zarówno czytanie książki, jak i praca plastyczna ze wsparciem rodzica ( w ramach regulaminu), bo  najcenniejsze w tym konkursie jest właśnie wspólnie spędzony czas i zaangażowanie dziecka i rodzica.

 

 

Dla wszystkich oczywiste jest, że czytanie z mamą lub tatą pozytywnie wpływa na rozwój dziecka, ale mnie ostatnio zainteresował pewien projekt dziecięcego czytania kotom żyjącym w schroniskach nazwany "Książkowi Kumple", który wystartował w miejscowości Birdsboro w Pensylwanii. Projekt poparty przez amerykańskich naukowców, którzy udowadniają obopólne korzyści z czytania dzieci dla zwierzaków. Pomysł ten sprawdza się również w Polsce w bydgoskim schronisku. W wybrany dzień 3 uczniów zabiera ze sobą książki z biblioteki szkolnej i idzie do schroniska. Na miejscu czytają wśród kocich towarzyszy. Dzieci uczą się płynnie czytać w obecności słuchacza, który nie poprawia, nie ocenia, nie krytykuje. Kontakt z kotem poprawia nastrój, obniża poziom lęku, co czyni proces nauki przyjemnym i bardziej komfortowym. Koty to indywidualiści, dzieci uczą się przy nich rozwijać własny indywidualizm, a przy okazji też uczą się szanowania czyjejś przestrzeni. Zwierzęta natomiast czują się bardziej zadbane, kochane. Takie spotkania są początkiem przyjaźni, a być może w przyszłości i adopcji. Miarowy dźwięk głosu wpływa kojąco na samopoczucie kotów. Przełamują strach do ludzi, co zwiększa ich szansę na adopcję. Pewne jest jedno, że obie strony dostają ogromną dawkę miłości i bliskości.

 

 

Nasz kot Mike tydzień temu miał operację łapki, mimo wszystko humor obojgu dopisuje i wspólne czytanie jest źródłem radości :)

 

czwartek, 07 maja 2015

 

Kilmacurragh leży we wschodniej części hrabstwa Wicklow. W centrum ogrodu stoi dom w stylu królowej Anny, ale niestety jest on w ruinie po serii pożarów. Była to siedziba rodziny Acton od 1700 do 1940 roku. W chwili obecnej ogród jest zarządzany przez Narodowy Ogród Botaniczny.

Miałam okazję być tu kilka lat temu, ale w okresie letnim. Na miejscu zorientowałam się, że jest tu bardzo liczna kolekcja różaneczników. Aby docenić ich urodę należało pojawić się tutaj w kwietniu/maju, kiedy to rośliny zaczną pięknie kwitnąć, tak więc przyjechałam tu po raz drugi specjalnie dla różaneczników. Kwaśna gleba, umiarkowana zima, częste opady to idealne warunki dla tej grupy roślin. Wiele z tych krzewów osiągnęły rozmiary dużego drzewa. Spacerując nie tylko można podziwiać kwiaty na gałęziach, równie malowniczo i romantycznie wyglądają ścieżki usłane z płatków.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 02 maja 2015

... które miałam okazję ostatnio przeczytać. Niewątpliwą zaletą posiadania potomstwa jest czytanie im bajek. Mogę też bezkarnie sama czytać bajki mając przy okazji wymówkę, iż sprawdzam zawartość, aby potem nie było, że przekazuję treści niewłaściwe ;) Bajki są dla mnie odskocznią od książek dla dorosłych. Szczególnie kiedy jestem pod wrażeniem pewnego dzieła, targana przez różne emocje, nie jestem jeszcze gotowa wejść w świat nowej książki. Wtedy literatura dziecięca pomaga nabrać dystansu. Często zaskakuje mnie prostota przekazywania rzeczy ważnych, a jakże w natłoku spraw i zajęć zapomnianych lub pomijanych przez rodziców. A przecież  niezbędnych do rozwoju młodego człowieka. Książki dyskretnie  przypominają o tym, co w życiu najważniejsze...

Nie mogę się oprzeć i chciałabym w pierwszej kolejności polecić pozycję wydaną przez Naszą Księgarnię. Wydawnictwo to ciągle wydaje nowe tomy różnych uznanych autorów, iż nie nadążam z kupowaniem. Co mogę wypożyczyć - robię to, bo naprawdę warto. Książki są pięknie oprawione, przygotowane ze starannością i dbałością o szatę graficzną, co dla najmłodszych jest równie istotne, jak ich treść. Kolekcja takich książek estetycznie wygląda na półce.  Dla mnie ważne jest też ich objętość, a zawierają blisko 300 stron, tak więc z każdą spędzi się wiele ciekawych wieczorów. Bardzo ciekawym i trafionym pomysłem jest wznowienie bajek z malutkich książeczek z serii "Poczytaj mi mamo". Teraz są zebrane w księgi. Do tego najlepsi poeci i bajkopisarze dla dzieci w kolejnych księgach, jak "Jan Brzechwa dzieciom", "Julian i Irena Tuwim dzieciom", "Ludwik Jerzy Kern dzieciom" i wiele, wiele innych. Ostatnio kupiłam "Grzegorz Kasdepke dzieciom" i tę poniżej "Przygody kota Filemona". Bardzo chciałam kupić w merlinie "Ks.Twardowski dzieciom", ale pewnie przez zbliżający się okres komunii jest niedostępna. Zresztą nie dziwię się, bo byłby to piękny prezent dla dziecka z tej okazji.

  "Przygody kota Filemona" - Sławomir Grabowski, Marek Nejman

 Mając dziewczynkę w domu i kota, oczywiste jest, że wszelkie książki z kotami są mile widziane, a nawet wyczekiwane. Bajki w TV o rezolutnym kocie Filemonie, były towarzyszami mojego dzieciństwa, tak więc z radością sięgnęłam po książkę, cofając się do dawnych, beztroskich czasów. Jakże bezpiecznie można się poczuć w małym domku na wsi, gdzie jest babcia i dziadek, a życie toczy się w swoim wolnym rytmem. Każdy maluch może identyfikować się z ciekawskim kotkiem Filemonem. Bo jak poznać świat? Tak, jak on - pytając i doświadczając, a przy okazji świetnie się bawiąc :)

 

  "Biały kieł" - Jack London



 

Ależ byłam zła, że nie dane mi było poznać tę książkę w latach szkolnych. Przygody wilka ( z domieszką krwi psa), jego walka o przetrwanie, surowa przyroda, okrutni ludzie, ale też i ci dobrzy. Powieść ta moim zdaniem szczególnie rozwija empatię, ponieważ ilość cierpienia jakie znosi dzielnie główny bohater Biały Kieł jest ogromna, a mimo to każdy czytelnik w duchu myśli " nie poddawaj się".  Biorąc pod uwagę trudniejszy język i okrutne czasem sceny, polecam tę pozycję starszym dzieciom. Jest też wersja filmowa, w łagodniejszej wersji.

 

  Jego wysokość Longin" - Marcin Prokop



 

Palec pod budkę... kto się urodził w latach 70 - tych. Będzie to dla tych osób sentymentalna podróż  do czasów "peerelowskich", a dla obecnych dzieci niezwykła podróż w przeszłość swoich rodziców. Podwórkowe zabawy, gdzie głównym centrum rozrywki stanowił trzepak. W sklepach nie było nic ciekawego, za to oranżada w proszku - to była frajda, domowa czekolada robiona przez mamę - też. I rower złożony z różnych części przez tatę. Głównym bohaterem jest Longin z racji bardzo dużego wzrostu. Łobuz ten nie ma jednak żadnych kompleksów, ma ogromny dystans do siebie i dowcipnie opowiada o swoich jakże emocjonujących przygodach. Przyznaje się nie tylko do wygłupów, ale też do wymyślonego przez siebie przyjaciela, a także do pierwszych sympatii. Oczywiście Marcin Prokop pisze w tej książce o sobie i swoich doświadczeniach :)

 

 

 "Wielka Księga Uczuć" - Grzegorz Kasdepke

 

Zbiór opowiadań o nauczycielce przedszkola pani Miłce, pajacyku i grupie przedszkolaków, którzy przeżywają różne uczucia : zazdrość, wstyd, strach, tęsknota, gniew, wstręt, nuda, poczucie krzywdy, radość, miłość, nienawiść, pogarda, smutek, poczucie winy, szczęście. Autor opowiada w przystępny dla malucha sposób, aby mógł sam rozpoznać jakich doświadcza uczuć i jak sobie z nimi poradzić. Cenne wskazówki są nie tylko dla dzieci, ale też i dla dorosłych, którzy mogą, a nawet powinni wspierać swoje dziecko, szczególnie w trudnych sytuacjach. Książka też daje odpowiedz na jakże intrygujące pytanie : skąd się biorą dzieci? :)

 

środa, 22 kwietnia 2015

 

Burtown House znajduje się w Athy w hrabstwie Kildare. Wybudowany został w 1710 roku. Obecnie jest domem dla czterech pokoleń rodziny Fennell. Na miejscu znajduje się galeria z obrazami nie tylko członków rodziny, ale także lokalnych twórców. Dom w stylu gregoriańskim z pięknym, starym ogrodem, udostępnionym dla zwiedzających przez większą część roku. Czynna jest też kawiarnia "Gallery Cafe", gdzie w otoczeniu obrazów można wypić kawę i zjeść ciasto. Obecnie w parku można też podziwiać rzeźby Eileen MacDonagh, której dzieła pamiętam jeszcze z wystawy w Visual Arts w Carlow.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prace Eileen MacDonagh, na pierwszym planie "Freckled Stone", a na drugim "Windows"

 

 

 

Poniżej "Ogham Stones". 

 

 

 

"Stone Circle"

 

 

 

"From Another Constellation"

 

 

środa, 08 kwietnia 2015

 

Doczekałam się cudnej, słonecznej wiosny i korzystając z ciepłych dni rozpoczęłam cykl zwiedzania irlandzkich ogrodów. Ogród Altamont nie liczę, ponieważ mam go pod nosem, zwiedzam go od lat o każdej porze roku i praktycznie już niczym mnie nie zaskoczy. Czas zobaczyć coś nowego. Wybór padł na Mount Usher Gardens w hrabstwie Wicklow. Ogród ten leży nad rzeką Vartry i zajmuje 8 ha. Posiada 4500 różnych drzew, krzewów i innych roślin. Miejsce te tworzyło 4 pokolenia rodziny Walpole. Swój naturalny styl zawdzięcza wpływowi najsłynniejszego, irlandzkiego ogrodnika Williama Robinsona. Centrum uwagi w ogrodzie przykuwa rzeka, której brzegi połączone są wiszącymi mostami. Jest to idealne miejsce do spacerów dla rodzin z dziećmi, a także dla miłośników roślin i zapalonych ogrodników. Oprócz ogrodu, są sklepy z żywnością, odzieżą, drobiazgami do domu, a także kawiarnia z przyjemną obsługą. Na pamiątkę mam zdjęcia :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 02 kwietnia 2015

 

Aby wprowadzić się w wielkanocny nastrój, pojechaliśmy do Rathwood na "Wielkanocny Pociąg". Taka oferta dla dzieciaków. Pociągiem wożą po parku, a przy okazji trzeba odszukać części złotego Magicznego Jaja. Potem dzieci ruszyły z wiaderkami na łąkę szukać pisanek, które następnie wrzucano do specjalnej maszyny. Czary mary i wyskakują z drugiej strony wielkie czekoladowe jaja, po jednym dla każdego malucha. W cenie biletu również koktajl czekoladowy i uszy zająca na głowę. Super radocha.

Kiedy bukowałam miejsca, nie chciało mi się specjalnie zakładać konta, więc skorzystałam z logowania przez facebook. Zapomniałam tylko, że ja nie jestem tam pod imieniem i nazwiskiem, tylko pod nazwą "Raptularza z Irlandii Rowena". Po wydrukowaniu wyszedł z tego taki kwiatek. Nikt się nie dziwił. Ważne , że zapłacone. Można by rzec, że tożsamość wirtualna wypłynęła w realu i stała się moim drugim "ja".  :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najserdeczniejsze życzenia zdrowej, radosnej i spokojnej Wielkanocy, smacznego jajka, mokrego dyngusa oraz samych miłych chwil w rodzinnym gronie :)

 



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33