piątek, 25 marca 2016

 

Z okazji zbliżającej się Wielkanocy, życzę wszystkim spokojnych, zdrowych i wesołych świąt , czasu na odpoczynek oraz radości z nadchodzącej wiosny.

 

 

Ps. Na zdjęciu nasze tegoroczne pisanki, barwione tradycyjnie w łupinach cebuli :)

czwartek, 17 marca 2016

 

15 marca 2016 przypadła 100-letnia rocznica ogłoszenia niepodległości przez Irlandię czyli Proclamation Day. W związku z tym we wszystkich irlandzkich szkołach został odczytany tekst Proklamacji z 1916 roku. Mój syn wziął czynny udział w obchodach tego święta. Jego klasa wystawiła sztukę o Powstaniu Wielkanocnym. Zagrał w niej rolę księdza. Kilka zdjęć ze spektaklu.

 

 

 

 

 

 

 

 

W Trinity College przetłumaczono tekst Proklamacji na 17 języków, w tym polski, dzięki czemu osoby różnych narodowości mogą lepiej zapoznać się z treścią. Republika Irlandii zapewnia swobody obywatelskie, religijne, równe prawa itd. o czym można przeczytać poniżej.

 

 

 

poniedziałek, 07 marca 2016

 

W ostatnią niedzielę zmobilizowałam rodzinkę do odwiedzenia Rancza Reilly znajdujące się niedaleko Carlow. Jest jeszcze dość chłodno, ale wkrótce ten plac zabaw zapełni się dziećmi w różnym wieku. Ranczo posiada mnóstwo sprzętu do aktywności fizycznej na świeżym powietrzu: huśtawki, zjeżdżalnie, trampoliny, piaskownice, tory przeszkód, mini golf, można się też przejechać beczkowozem. Również w budynku znajduje się teren do zabaw, a także kawiarnia z domowymi wypiekami. Ranczo jest domem dla wielu zwierząt, które można poobserwować: króliki, jaszczurki, węże, daniele, kozy, świnie, kuce, osły, indyki, kaczki, gęsi czy owce. To już nasza druga wizyta na ranczo :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 15 lutego 2016

 

Od 1 lutego mamy w Irlandii wiosnę według celtyckiego kalendarza. Potwierdza to wszędzie budząca się do życia przyroda. Długie spacery, pomimo jeszcze chłodnej aury nastrajają optymistycznie. Zdjęcia robiłam w przykościelnym parku w Tullow, a także w Altamont Gardens, gdzie odbył się niedawno "Tydzień Przebiśniega". Mam nadzieję, że szybko przyjdą ciepłe dni i będę mogła odwiedzić kilka dalszych ogrodów botanicznych, a dzieciom obiecałam wycieczkę do Pet Farm :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 07 lutego 2016

 

Wczoraj z okazji 6 urodzin Misi pojechaliśmy do "Imaginosity" w Dublinie. Jest to interaktywne muzeum dla dzieci. Najmłodsi uczą się poprzez zaangażowanie w zabawę w różnych zawodach. Można sprawdzić się jako lekarz, kasjer, kucharz, inżynier, aktor w teatrze czy jako prezenter w telewizji. Na miejscu organizowane są również warsztaty artystyczne. To była wspaniała przygoda dla naszych dzieci, dopytują się kiedy znowu tam pojedziemy :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

 

Jako miłośnik kotów, a w szczególności tego jednego jedynego, którego mam w posiadaniu, pozwalam sobie podzielić się kilkoma uwagami i tą szczególną radością, jaką się ma, mieszkając z kotem pod jednym dachem :)

Mike w swojej kociej karierze myśliwego złapał co prawda tylko dwie myszy i jednego ptaszka, ale za to podarował mi je w prezencie ( jaki kochany ), kładąc przy łóżku tak, abym po przebudzeniu "taaa dam" miała, że tak powiem śniadanie do łóżka. Oczywiście musiałam pochwalić kotka ;)

Radość po prostu...

Myśliwym może nie jest najlepszym, ale za to jest świetnym odstraszaczem myszy. Wystarczy, że "coś" zaskrobie na strychu, wrzucam tam kota na 20 minut i mam spokój z myszami na bardzo długo.

Radość po prostu...

Natchnęło mnie na kupno legowiska dla kota, ale koty uwielbiają spać gdzie chcą, a nie gdzie muszą, tak więc mój hojny pomysł nie został zaakceptowany. Kiedy tylko przestało mi na tym zależeć i zapomniałam o całej sprawie, kot stwierdził, że nowe kojo jest bardzo mięciutkie i wygodne i stało się jednym ( lecz nie jedynym ) z ulubionych miejsc do spania.

Radość po prostu...

Plątanie się pod nogami. Koty, jak żadne inne zwierzę w drodze np. do kuchni potrafi się podstawić kilka razy. O wypadek nietrudno.  Potrafi też całym sobą zasłonić ekran w laptopie ponieważ kot jest najważniejszy. Od reguły jest też wyjątek. Mój kot, choćby nie wiadomo jak był głodny, nie przeszkadza w czytaniu książki. Położy się obok i grzecznie czeka.... kiedy nic... zasypia... dalej nic....zaczyna ciamkać koc... dalej nic... spojrzy żałośnie i zamiauczy... dalej nic... no dobra w czytaniu też potrafi przeszkadzać i prędzej czy później trzeba wstać i nakarmić kota. Staram się tylko tę czynność wykonać przed czytaniem, wtedy jest idealnym kotem dla mola książkowego. Położy się w nogach i grzeje jak termofor.

Radość po prostu...

Kot potrafi zarekomendować człowieka innemu kotu. Kotka sąsiadki bardzo nieufna i bojaźliwa, kiedy przyłapała mnie z moim kotem na mizianiu, jakkolwiek to brzmi ;), stwierdziła, że jestem w porządku człowiek i też chce się pomiziać. Szczególnie bywa natarczywa, kiedy sąsiedzi wyjeżdżają i mam ją karmić. Wtedy dzikuska zmienia się w potulnego kociaka. Wychodzę z tego cała oblepiona białą sierścią.

Radość po prostu...

I ostatnia radość, nie tyle moja, co moich dzieci. Są różne koty i różnie reagują na piszczących małych ludzi. Mój jest uosobieniem buddy siedzącego w pozycji kwiatu lotosu. Mistrzu cierpliwości. Nic go nie ruszy. Znosi z pokorą wszelkie pomysły. Może być dzidziusiem i grzecznie spać w wózku dla lalek, potrzebny zajączek wielkanocny, nie ma sprawy, opaska z uszami na głowę i już mamy zająca. Idealny też, jako kompan do play station.

I jak tu go nie kochać...? :)

 

 

 

poniedziałek, 04 stycznia 2016

 

Bardzo miło i przyjemnie spędziłam ten świąteczny czas z rodziną. Przede wszystkim dobrze się przygotowałam i zaopatrzyłam w świąteczne filmy, potrawy wyszły mi pyszne, a książki tradycyjnie dostałam pod choinkę. Jedynie na co mogłabym narzekać to huragany, jakie się przetoczyły przez Irlandię, ale i tak nie planowałam żadnych dalszych wycieczek. Kiedy się już uspokoiło wyskoczyliśmy na dłuższy spacer do Rathwood, gdzie można poobserwować sobie zwierzęta. Kilka zdjęć ze spaceru...

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 23 grudnia 2015

 

Pomimo przedświątecznej krzątaniny, znalazłam chwilę, aby wrzucić kilka zdjęć z wizyty u św. Mikołaja. Pod ścianą leżą pełne worki listów od grzecznych dzieci. Elfy zabawiają dzieci w poczekalni... a Mikołaj z każdym dzieckiem porozmawia i obdaruje prezentem  :)

 

 

 

 

 

 

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim, niech te najbliższe dni będą najlepszym czasem na refleksję i podsumowania. Gdziekolwiek i jakkolwiek będziecie spędzali ten magiczny czas, niech będą to chwile spokoju, radości i miłości. A w Nowy 2016 Rok wejdźcie z energią, optymizmem i nadzieją... :)

 

 

piątek, 18 grudnia 2015

 

Jak tak dalej pójdzie, to chyba zamieszkam w Visual Art & The George Bernard Shaw Theatre, tak często tu bywam ;) W listopadzie  byłam na pięknym balecie pt. "Coppelia". Balet w  listopadzie to już moja tradycja. Ostatnio, po trzech godzinach ćwiczeń gramatycznych z angielskiego zorganizowano mojej grupie wyskok do Visual obejrzeć galerię. Potem wykonaliśmy szkice - bardzo relaksujące zajęcie. W najbliższą niedzielę z moją rodzinką jedziemy na spektakl dla dzieci "Piękna i Bestia". Dzisiaj jednak opiszę program kulinarny, który odbył się w Visual, a  na który dostałam niedawno zaproszenie.

Otóż irlandzka Top Chef Kuchni Catherine Fulvio zaprezentowała świąteczne, tradycyjne potrawy gotując na żywo. Program prowadziła prezenterka Colette Fitzpatrick dyskutując z Catherine i czterema gośćmi- ekspertami. Spotkanie miało na celu promocję lokalnych produktów żywnościowych z hrabstwa Carlow, z których wykonano potrawy. Sponsorem i inicjatorem tego wydarzenia było miasto Carlow, a występ był częścią programu Carlow Food Tourism Project.

Proponowany i przygotowany przez Fulvio obiad bożonarodzeniowy to: pierś z indyka nadziewana farszem z boczku, pieczarków z sosem masala, powidła z jabłek, żurawiny i imbiru, kapusta brukselka z parmezanem, pieczone ziemniaki, a na deser biszkopt z kremem i gruszkami w syropie. Cudowny zapach się roznosił po sali, ale zaszczyt degustacji dostąpili tylko eksperci, którzy następnie wyrazili swoją opinię. Natomiast każdy z uczestników spotkania otrzymał plik przepisów tychże dań.

Catherine Fulvio wydała kilka książek kulinarnych i prowadzi kulinarny program telewizyjny, a także posiada szkołę kulinarną. Jej pasja do gotowania jest bardzo inspirująca, a ja szczególnie przed świętami potrzebuję dodatkowej motywacji do przygotowania potraw świątecznych. Dzisiaj jeszcze na luzie, będę robić pierniczki z moją córeczką. Mamy zamiar świetnie się bawić podczas pieczenia i dekorowania :)

 

 

 

 

 

piątek, 11 grudnia 2015

 

Aby wewnętrznie się wyciszyć i duchowo przygotować do świąt Bożego Narodzenia, pojechaliśmy do Knock w hrabstwie Mayo. Jest to moja druga pielgrzymka do tego świętego miejsca. Przyjeżdżają tu pielgrzymi z całego kraju i z zagranicy. Knock jest miejscem szczególnym dla Irlandczyków tak, jak Częstochowa dla Polaków.

Wszystko zaczęło się tutaj 21 sierpnia 1879 r., wtedy to piętnaście osób było świadkami objawienia się Matki Bożej, św. Józefa i św. Jana Ewangelisty. Przez dwie godziny, w strugach deszczu, przy ścianie Kościoła Parafialnego w Knock odmawiano różaniec do cudownego zjawiska. Miejsce to zostało uznane przez Kościół Rzymsko-Katolicki za święte.

30 września 1979 r. przybył z pielgrzymką do Knock papież Jan Paweł II. W podarunku przekazał matce Bożej złotą różę, która została umieszczona w ścianie kościoła i można ją obejrzeć z za szyby.

Miejsce to ciągle się rozrasta odpowiadając na potrzeby osób przybywających z pielgrzymką. Poniżej piękna, nowoczesna bazylika.

 

 

 

 

 

 

Kaplica, w której odbywa się spowiedź.

 

Stary kościół, który stał się miejscem objawienia.

 

 

Tylna ściana kościoła, na której obserwowano objawienie, zostało obudowane i powstała nowa kaplica.

 

Wodę święconą ze źródła można zaczerpnąć po naciśnięciu okrągłego przycisku na łódce. Takich źródeł jest kilka w rzędzie.

 

Po lewej w gablocie, złota róża od papieża Jana Pawła II.

 

Tęcza - dla mnie osobiście symbol nadziei na lepsze jutro.

 

 

niedziela, 06 grudnia 2015

 

Prawdę mówiąc byłam przerażona, kiedy mając trzy latka dowiedziałam się, że rzekomo stary pan z długą brodą przyszedł w nocy i położył mi na poduszce prezent. Czekoladki były pyszne, zwłaszcza w tamtym zaopatrzeniowo kiepskim czasie, ale "fakt", że obcy facet zakradł się i chodził w nocy po domu i wszyscy się z tego powodu cieszą, jakoś nie mogłam ogarnąć. To było sprzeczne samo w sobie. Obserwując już moje dzieci widzę podobieństwo. Niski wiek dziecka oznacza płacz na widok pana z białą brodą i czerwoną kapotą. Im starszy wiek tym znośniej. Adam jest teraz na etapie "nie wierzę w św. Mikołaja, wiem że to przebieraniec, ale prezent mi się należy, bo to taki zwyczaj". Nie przyjmuje do wiadomości, że mógłby dostać na przykład rózgę;) Misia marzy i dopytuje się o Santa Claus już od wakacji. Nie może się doczekać spotkania z Mikołajem, prezentów i tego magicznego czasu świątecznego.

W tym roku pierwszym Swiętym Mikołajem, którego mieliśmy okazję zobaczyć był ten z Leighlinbridge. Szczególna postać, ponieważ zamiast przylecieć saniami zaprzęgniętymi w renifery, przyleciał do nas helikopterem.  :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 01 grudnia 2015

 

Kolejna rodzinna firma rękodzielnicza w hrabstwie Kilkenny :) Jerpoint Glass Studio zostało założone w 1979 r. przez Keitha i Kathleen Leadbetter. Wytwarza się tu ręcznie szklane przedmioty, które można nabyć obok w sklepie lub przez internet. Jest to rodzinny interes, prowadzony od ponad trzydziestu lat. Członkowie rodziny Leadbetter nie tylko zarabiają, ale też realizują się artystycznie w tworzeniu waz, dzbanów, kul, kielichów itd. Oto kilka zdjęć ze studia podczas pracy, a także gotowy towar do sprzedaży w sklepie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 27 listopada 2015

 

W starym, pięknym młynie pochodzącym z 1503r. we wsi Bennettsbridge obok rzeki Nore ( hrabstwo Kilkenny), znajduje się fabryka ceramiki "Nicholas Mosse Pottery". Tym różni się od innych fabryk, że każde naczynie jest wykonywane ręcznie. Wszystko zaczęło się od małego Nicka, który w wieku 7 lat zachwycił się pięknem i możliwościami gliny, potem szlifował swój warsztat w Harrow w Anglii. Nicholas ożenił się z amerykańską artystką Susan i razem założyli ceramiczny biznes. Wzory są zarówno tradycyjne, pochodzące nawet z XVIII w. ale również nowe, które tworzy Susan Mosse, a inspirację czerpie z roślin otaczających ją we wsi Bennettsbridge. Wspaniale było poobserwować ludzi, którzy tworzą z pasją piękne, tradycyjne naczynia, zwłaszcza teraz, w czasach masowej produkcji. Warto docenić takie fabryki-perełki, jak Nicholas Mosse Pottery.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 24 listopada 2015

 

Zimno, jak to w listopadzie. W internecie też chłodem wieje. Byle otworzyć jakąś stronę portalu informacyjnego, a tam terroryzm i bombardowania. A ze sobą coś zrobić trzeba, aby nie chłonąć tego aż tak na maksa, bo nie da się żyć.

Listopad to jeden z najlepszych miesięcy nadających się do czytania książek. Ale to zajęcie przesłoniła mi teraz szkoła angielskiego. Ostatnio robiłam prezentację  na temat interesującego budynku ze swojego kraju. Wybrałam Zamek Królewski w Warszawie, pokazałam nie tylko zdjęcia kiedy zamek jest piękny i okazały, ale też zdjęcia, gdy go Niemcy palili i to co po nim zostało, czyli ruiny. Na koniec jak feniks z popiołów - pięknie odbudowany. Miałam tylko mały zgrzyt. W tekście, którego się potem nauczyłam, napisałam, że to "Nazi Germans" sfajczyli nam zamek, ale nauczycielka uważała, że lepiej będzie, gdy powiem samo Nazis. Na próbach trzymałam się wersji nauczycielki, ale jak przyszło do prezentacji wymsknęła mi się pierwotna wersja. Widać tak miało być. Nie sprawdzałam czy na sali byli Niemcy i jak się ewentualnie poczuli. Ogólnie z prezentacji jestem bardzo zadowolona, a choćby dlatego, że mimo iż nie jestem gadułą, raczej mrukiem bym powiedziała, to jak się trzeba zmobilizować nie tylko po polsku, ale i po angielsku mogę powiedzieć coś ciekawego publicznie. Ciągle dowiaduję się czegoś nowego o sobie...

Temat Zamku Królewskiego tak mnie natchnął, że zapragnęłam go zobaczyć osobiście. Bo prawda jest taka, że nigdy nie byłam w Warszawie i może czas najwyższy się tam wybrać. Sprawdzałam już ceny lotów i hotele na wiosnę i pomysł bardzo mi się spodobał. Do zabukowania powstrzymuje mnie sytuacja, która się teraz dzieje w Europie, chociaż w Polsce na szczęście spokojnie, ale co będzie za parę miesięcy? Nie chcę popadać w paranoję, ale trzeba zakładać też, że bezpieczniej będzie siedzieć w domu niż podróżować.

Póki co pocieszam się jutrzejszą wycieczką szkolną do Kilkenny, a także pielgrzymką do Knock w przyszłą niedzielę. A miałam siedzieć w domu i czytać... Książki patrzą na mnie z wyrzutem, a nie powinny bo w czasie huraganów byłam im wierna ;)

 

poniedziałek, 02 listopada 2015

 

Korzystając z całkiem przyjemnej i w miarę ciepłej jesieni, starałam się uchwycić te drobne szczególiki wokół siebie, które składają się na tę porę roku. Musiałam się spieszyć, zanim wiatr zerwie wszystkie liście z drzew. Najpierw odbyłam dużo spacerów bez aparatu, potem już wiedziałam co chcę "uwiecznić" i do dzieła. Miłą niespodzianką była pajęczyna na łące, którą przypadkiem zobaczyłam, ale zdarzyło się i fiasko, gdy rozszczebiotana córa spłoszyła mi wiewiórkę. W każdym razie delektujemy się ostatnimi ciepłymi dniami, a szeleszczące liście pod nogami to fajna zabawa :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33