czwartek, 16 grudnia 2010

Przychodzi Adam ze szkoły:

-Mamo! Zgłosiłem się do szkolnego teatrzyku! Będę grał shepherda!

-Szeee... co??? A matko jedyna, a kto to taki?

-Nie wiem, ale bardzo chciałem go zagrać! I pani się zgodziła!

-No ale co taki szeferd ... czy jak mu tam robi, co to jest za rola?

-Ja nie wiem, jak jest po polsku!

Nie dogadamy się. Biorę słownik, zaglądam....

- Co???  Będziesz pastuchem?! To o tę rolę tak zabiegałeś?! Zadziwiasz mnie.

-Tu są papiery.

Oglądam, wygląda mi to na scenariusz. Występują królowie, anioły, owce, pastuchy...

-Aaa! Więc będziesz pastuszkiem w takiej szopce bożonarodzeniowej!  A to może być, bo już się przeraziłam, że ambicji ci zabrakło. O proszę, nawet będziesz miał trochę kwestii do nauczenia. Zawsze to lepiej niż owce, bo jak tu widzę... nic się nie odzywają. No to awansowałeś, bo w tamtym roku grałeś rolę śnieżynki, więc robiłeś prawie jak za tło.

-A właśnie, że fajnie jest być śnieżynką! Można kogoś pacnąć w głowę, i ten ktoś mi nie odda!

No tak, wszystko zależy od punktu widzenia :)

  

środa, 15 grudnia 2010

Ale sobie narobiłam. Zachciało mi się nowej książki kucharskiej "Kuchnia Polska" tuż przed świętami. Nawiasem mówiąc to już moja czwarta książka o kuchni polskiej, więc można już chyba mówić o kolekcji. No i  siedziałam sfrustrowana, bo menu świąteczne ustalone, jak zwykle to samo co w tamtym roku, i jeszcze poprzednim itd., a ta książka jak wyrzut sumienia, że w jakiejś stagnacji kulinarnej żyjemy i to chyba od wieków. Wypróbowanie nowych, nieznanych przepisów na święta to też nie jest dobry pomysł, bo zwiększa się "ciśnienie" przedświąteczne, a tego bym wolała uniknąć, i pewnie każdy z domowników też. Rozwiązanie problemu przyszło samo, jak w tao Kubusia Puchatka. Przychodzi Adam i jemu menu absolutnie się nie podoba. Przenigdy nie będzie jadł pierogów z kapustą i grzybami, mam zrobić ruskie i już. Ruskie nie mogą być na wigilję, mnie nie pasują. Więc może pierogi z suszonymi śliwkami? Tak na słodko, co? Jak na słodko to może być. Ale znowu ja mam problem. Bez kiszonej kapusty i grzybów to nie wigilia, więc wybór pada na łazanki. Jak to dobrze, że kupiłam tą książkę, myślę sobie, już do wypróbowania dwa przepisy. Tylko zamiast jednej potrawy mam wtedy dwie, więc trzeba coś zredukować, bo się urobię po pachy. Sałatkę ziemniaczaną będziesz jadł? Nie lubię! Śledzie? Nie cierpię! Fuj! Więc zrobię sałatkę jarzynowo-śledziową dla mnie i dla taty, a ty się będziesz tylko oblizywał! O nie! Nigdy!- jest nieprzejednany. Może to niektórych zdziwi, że  takie rzeczy omawiam z siedmioletnim synem zamiast z mężem, ale mam to szczęście, że mój mąż zje wszystko, nawet potrawy, które lekko powiedziawszy "nie wyszły" i wszystko dlatego, aby nie robić mi przykrości. Z Adamem już tak łatwo nie jest. Dopiero po długim czasie doszliśmy w miarę do porozumienia, a na koniec rzucam: ... i pamiętaj syneczku żebyś ożenił się z Polką, bo jak z Irlandką to rosół będziesz jadł bez makaronu - śmieję się z niego :)

wtorek, 14 grudnia 2010

"Ondine"(2009) to dramat irlandzko-amerykański, który ogladałam jakieś pół roku temu. Piszę o nim, bo długo czekałam na ten film. Wiedziałam, że kręcą go w Irlandii i występuje w nim nasza polska aktorka Alicja Bachleda-Curuś, u boku Colina Farrella.

 Rzecz dzieje się w irlandzkim porcie w niewielkim miasteczku. Pewnego dnia rybak wyławia z morza tajemniczą dziewczynę, która nie chce nic o osobie powiedzieć, i ukrywa się przed ludzmi. Odkrywa ją w końcu córka rybaka, która jest kaleką. Wierzy, że dziewczyna jest mityczną nimfą Ondine, która jest w stanie ją uleczyć. Niestety "nimfę" dogania mroczna przeszłość.

 Film ten bez efektów specjalnych, przeplata rzeczywistość z baśnią, dzięki czemu łatwiej w nią uwierzyć. Historia o miłości, wierze i nadziei, którą warto zobaczyć. Irlandzkie krajobrazy, wybrzeże, morze, tradycyjne małomiasteczkowe budownictwo, specyficzna tutejsza pogoda, wszystko to składa się na szczególny klimat tego filmu. Nadziwić się też nie mogę, jak Alicja mogła się przełamać i siedzieć w tej zimnej wodzie nawet po kilka godzin. Brrr... No i te włosy. Potargana przez wiatr, zmoczona deszczem, morską wodą, a i tak wyglądała zjawiskowo. Zazdroszczę, choć być może to zasługa stylistów. W każdym razie zachwyciła mnie swoją naturalną, słowiańską urodą w tym filmie.

Ps. ale jak to pisałam, to nie widziałam jeszcze tej reklamy szamponu, w której występuje Alicja hehe

12:30, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 grudnia 2010

Kilka zdjęć z centrum handlowego w Carlow, świąteczne dekoracje, no i oczywiście św. Mikołaj, którego wczoraj nasze dzieci obstąpiły:) Prezenty od Mikołaja leżą już pod choinką, ciekawe czy dotrwają nienaruszone do świąt;)

  

piątek, 10 grudnia 2010

Rano uporałam sie w końcu z kartkami świątecznymi. Pomimo tych wszystkich sms-ów, emaili i całej tej komputeryzacji i tak mam wielki sentyment do składania życzeń w tradycyjny sposób, czyli przez wysyłanie kartek pocztą. Tak więc najbliższa rodzina dostanie od naszej małej rodzinki jak zwykle kartki, pozostali niech oczekują wieści internetowych;)

Powoli zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Po drugiej stronie ulicy zawieszono głośnik z nadającym od kilku dni "radiem lokalnym". Czy chcę, czy nie chcę muszę słuchać i wczuwać się w atmosferę świąt. Nawet lubię posłuchać tradycyjną muzykę irlandzką, ale resztę repertuaru raczej bym sobie w domowym zaciszu nie zaserwowała. Mam nadzieję, że ten głośnik to nie na stałe, inaczej się wyprowadzam.

Acha, bym zapomniała. Moje dzieciaczki się cieszą, jutro jadą do Carlow z wizytą u św. Mikołaja. Trzeba tam szybciej się udać, bo przed świętami będą ogromne kolejki, a moje łobuzy do cierpliwych nie należą.

środa, 08 grudnia 2010

Pieczenie świątecznych pierników to już nasza grudniowa tradycja rodzinna. Dla Adama to niezła zabawa. Michelle na pewno do nas dołączy za rok, jak będzie większa (ma teraz 10 miesięcy), ale w objadaniu się piernikami nie pozostawała w tyle;)

Przepis pochodzi z książki kucharskiej "Kuchnia Polska. Przepisy dawne i nowe", ale został przeze mnie zmodyfikowany. Podwoiłam ilość składników, bo dla takich łasuchów trzeba zrobić więcej, a i tak będzie za mało.

PRZEPIS NA PIERNIKI

3 szklanki mąki

1 szklanka miodu

6 łyżek wody

2 łyżki przyprawy do piernika

4 dag masła

1/2 szklanki cukru

2 jajka

2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej

Miód zrumienić z przyprawą do pierników, dodać 2 łyżki wody. Rozpuszczony i przestudzony tłuszcz wymieszać z przesianą mąką, cukrem i sodą oczyszczoną rozpuszczoną w 4 łyżkach wody. Dodać miód, jajka i zagnieść ciasto. W razie potrzeby dodawać mąki. Owinąć folią i włożyć na godzinę do lodówki. Nastepnie na stolnicy posypanej mąką rozwałkować ciasto na placek półcentymetrowej grubości. Foremkami wykrawać ciasteczka i piec bardzo krótko w piekarniku nagrzanym do 240 stopni.

Pierniki w niedługi czas po upieczeniu robią sie twarde, miękną dopiero po kilku dniach. Przechowuje się je w zamkniętych puszkach wyłożonych papierem.

SMACZNEGO :)

 

12:24, rowena77
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 grudnia 2010

Film polsko-czeski "Wino truskawkowe" został zrealizowany na podstawie książki "Opowieści galicyjskie" Andrzeja Stasiuka.  Nowy policjant przyjeżdża objąć posadę na prowincjonalnej wiosce. Chce tu zapomnieć o tragicznej przeszłości i rozpocząć nowe życie. Poznaje nowy świat rządzący się swoimi prawami, na który policja niewiele ma wpływu. Wiejskie plenery, przyroda jest tłem dla miłości, zdrady, morderstwa. Wszystko się zmienia tak, jak w przyrodzie i wszystko jest ze sobą połączone w naturalny sposób w jedność. Nawet życie pozagrobowe ma tu swoje spokojne miejsce do egzystencji. Piękna ta Galicja...

11:32, rowena77 , film
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 grudnia 2010

Dla jednych to kicz, dla innych ciekawy element wystroju bożonarodzeniowego. Mnie się podobają i musiałam koniecznie uwiecznić na zdjęciach kilka  tych miniaturowych i czarodziejskich domków :)

 

 

 

piątek, 03 grudnia 2010

Pogawędka z Adamem na wczorajszym spacerze:

-...a bo ja robię najładniejsze zdjęcia na całym świecie, nikt takich ładnych zdjęć nie robi, bo tylko ja tak dobrze znam się na tym aparacie..., jak ktoś zobaczy moje zdjęcie to od razu powie "O! To Adam takie fajne zdjęcie zrobił!"..., bo jestem najlepszy, wieeesz?

-Wiem! Adam dziecko zlituj się i zrób w końcu to zdjęcie!- niecierpliwię się.

-Nie mogę! Murzyn mi zasłania!

-Co ci zasłania?!

-Krzaki! Nie widzisz?

Jeszcze kilka zdjęć z tamtego spaceru. Niestety moich, bo na Adama zdjęcia mnie nie stać;)

 

czwartek, 02 grudnia 2010

Dziś z synem powędrowaliśmy z aparatami po Tullow. Śnieg zaczyna powoli topnieć, więc może tak prędko nie będzie okazji do zimowo-śniegowych zdjęć. Póki co jest biało, zimno i... bajkowo :)

 Poniżej szkoła Adama.

 

środa, 01 grudnia 2010

Irlandię śniegiem zawiało. Niecodzienny to widok, bo śnieg tutaj to rzadkość. Życie w mieście zwolniło tempo. Szkoły pozamykane, dzieci się cieszą, jakby święta przyszły wcześniej. Kilka zdjęć z ogrodu w zimowej szacie.

 

wtorek, 30 listopada 2010

Minęła pierwsza niedziela adwentowa. Na zdjęciu (moje "dzieło") wieniec adwentowy.

Pierwsza świeca symbolizuje przebaczenie Boga nieposłuszeństwa Adama i Ewy wobec Niego.

Druga świeca to symbol wiary patriarchów Narodu Izraelskiego jako wdzięczność za dar Ziemi Obiecanej.

Trzecia świeca to radość króla Dawida, który celebruje przymierze z Bogiem.

Czwarta świeca symbolizuje nauczanie proroków głoszących przyjście Mesjasza.

Światło świec oznacza nadzieję.

Zieleń stanowi symbol trwającego życia.

Kształt kręgu to wieczność Boga, który nie ma początku ani końca.

 

Tyle treści taki mały wianek mieści...

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kilka zdjęć z ogrodu Delta w Carlow.

 

niedziela, 28 listopada 2010

Niedawno przeczytałam kolejną książkę Paula Coelho pt. "Brida", o poszukiwaniach duchowych pewnej młodej Irlandki. Paulo miał w swoim życiu doświadczenia z magią i w tej książce jest właśnie o tych próbach wytłumaczenia niewytłumaczalnego. Magia jest ciekawym tłem dla miłości, do odkrywania jej tajemnic. Można wyłuskać mnóstwo trafnych i wartych zapamiętania cytatów o tym najpiękniejszym uczuciu.

" Bo wszystkie ludzkie uczucia stają się malutkie, gdy się na nie patrzy z dystansu"

"Być człowiekiem oznacza mieć wątpliwości i mimo to iść dalej swoją drogą"

"Całe życie człowieka na Ziemi sprowadza się do poszukiwania Drugiej Połowy. Wydaje mu się, że szuka mądrości, bogactwa czy władzy, ale to nieprawda, bo wszystko co osiągnie, okaże się puste, jeśli nie uda mu się odnalezć swojej Drugiej Połowy."

"-Jak mam rozpoznać swoją Drugą Połówkę?

-Nie bojąc się ryzyka. Ryzyka porażki, odrzucenia, rozczarowań. Nigdy nie wolno nam rezygnować z poszukiwania Miłości. Ten, kto przestaje szukać, przegrywa życie."

"-Miłość nie potrzebuje takich wyrzeczeń. Prawdziwa miłość pozwala każdemu iść swoją drogą, bo to nie może w żaden sposób oddalić od siebie dwóch Połówek"

"Miłość jest ponad wszystkim, nie zna nienawiści, jedynie pomyłki."

"No i nauczyło mnie to czegoś, co pamiętam na zawsze: że jeśli spotka się coś ważnego w życiu, to nie oznacza, że musisz odrzucić wszystko inne."

piątek, 26 listopada 2010

Wczoraj był Dzień Pluszowego Misia. Adam zamiast misia uściskał swojego ulubionego pingwina, z którym przytula się od 4 lat :) Jednak najpierw to śpiworek był jego ulubioną maskotką. Przerzucał go przez ramię, nosił się z nim wszędzie i zasypiał wtulony w niego. Na początku nie było problemu, ale pózniej sprawa ze śpiworkiem się skompilkowała. No bo jak go wyprać, skoro się z nim nie rozstaje? Praliśmy go w nocy, kiedy Adam spał. Nie zawsze do rana był suchy, ale zawsze trochę czyściejszy. Z czasem już żaden proszek nie pomagał i wstyd był tylko z tym śpiworkiem. Zaczęłam chować go przed nim, a w zamian podsuwałam mu misia. Przestawił się, ale miś nie był nigdy obdarzony takim przywiązaniem, jak śpiworek. Kiedy postanowiliśmy emigrować do Irlandii, na lotnisku miś był kilkakrotnie prześwietlany, dokładnie obmacany i w pewnej chwili myślałam, że chyba go wypatroszą, bo coś mu nie chcą odpuścić. Chyba takie misie są często wykorzystywane przez przemytników, z racji niewinnego wyglądu;) W każdym razie miś szczęśliwie dotarł do Irlandii i jeszcze przez pół roku miał statut ulubionej przytulanki, aż w końcu nadeszła era lodowcowa i Adam zwariował nu punkcie pingwinów. Pingwin dość sporych rozmiarów, wiernie oglądał z nim bajki o pingwinach, zawsze towarzyszył przy zasypianiu i nadal towarzyszy mimo, że to już prawie cztery lata. Gdy jechaliśmy na wakacje do Polski, to właśnie pingwin zajął pół walizki, kosztem moich ubrań. Bez pingwina nie było mowy o podróży "będzie przerażony, jak zostanie sam w domu" przekonywał Adam. Teraz mam ten sam problem, co ze śpiworkiem. Jest tak zniszczony, że nadaje się tylko do wyrzucenia.

-Adam nie sądzisz, że jesteś już za stary na tego pingwina. Chyba czas go wyrzucić.

-Przyjaciół się nie wyrzuca- odpowiada.

 Tylko dlatego jeszcze znoszę obecność tego pingwina. Nakrywam go kocem, żeby nie rzucał się w oczy i zapominam w ten sposób, że wogóle tam jest. A Michelle nie ma jeszcze ulubionej zabawki. Mam już upatrzoną lalę na gwiazdkę zrobioną z materiału, żaden tam plastik, bo kto wie, może stanie się jej przytulanką-zasypianką.