wtorek, 30 listopada 2010

Minęła pierwsza niedziela adwentowa. Na zdjęciu (moje "dzieło") wieniec adwentowy.

Pierwsza świeca symbolizuje przebaczenie Boga nieposłuszeństwa Adama i Ewy wobec Niego.

Druga świeca to symbol wiary patriarchów Narodu Izraelskiego jako wdzięczność za dar Ziemi Obiecanej.

Trzecia świeca to radość króla Dawida, który celebruje przymierze z Bogiem.

Czwarta świeca symbolizuje nauczanie proroków głoszących przyjście Mesjasza.

Światło świec oznacza nadzieję.

Zieleń stanowi symbol trwającego życia.

Kształt kręgu to wieczność Boga, który nie ma początku ani końca.

 

Tyle treści taki mały wianek mieści...

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kilka zdjęć z ogrodu Delta w Carlow.

 

niedziela, 28 listopada 2010

Niedawno przeczytałam kolejną książkę Paula Coelho pt. "Brida", o poszukiwaniach duchowych pewnej młodej Irlandki. Paulo miał w swoim życiu doświadczenia z magią i w tej książce jest właśnie o tych próbach wytłumaczenia niewytłumaczalnego. Magia jest ciekawym tłem dla miłości, do odkrywania jej tajemnic. Można wyłuskać mnóstwo trafnych i wartych zapamiętania cytatów o tym najpiękniejszym uczuciu.

" Bo wszystkie ludzkie uczucia stają się malutkie, gdy się na nie patrzy z dystansu"

"Być człowiekiem oznacza mieć wątpliwości i mimo to iść dalej swoją drogą"

"Całe życie człowieka na Ziemi sprowadza się do poszukiwania Drugiej Połowy. Wydaje mu się, że szuka mądrości, bogactwa czy władzy, ale to nieprawda, bo wszystko co osiągnie, okaże się puste, jeśli nie uda mu się odnalezć swojej Drugiej Połowy."

"-Jak mam rozpoznać swoją Drugą Połówkę?

-Nie bojąc się ryzyka. Ryzyka porażki, odrzucenia, rozczarowań. Nigdy nie wolno nam rezygnować z poszukiwania Miłości. Ten, kto przestaje szukać, przegrywa życie."

"-Miłość nie potrzebuje takich wyrzeczeń. Prawdziwa miłość pozwala każdemu iść swoją drogą, bo to nie może w żaden sposób oddalić od siebie dwóch Połówek"

"Miłość jest ponad wszystkim, nie zna nienawiści, jedynie pomyłki."

"No i nauczyło mnie to czegoś, co pamiętam na zawsze: że jeśli spotka się coś ważnego w życiu, to nie oznacza, że musisz odrzucić wszystko inne."

piątek, 26 listopada 2010

Wczoraj był Dzień Pluszowego Misia. Adam zamiast misia uściskał swojego ulubionego pingwina, z którym przytula się od 4 lat :) Jednak najpierw to śpiworek był jego ulubioną maskotką. Przerzucał go przez ramię, nosił się z nim wszędzie i zasypiał wtulony w niego. Na początku nie było problemu, ale pózniej sprawa ze śpiworkiem się skompilkowała. No bo jak go wyprać, skoro się z nim nie rozstaje? Praliśmy go w nocy, kiedy Adam spał. Nie zawsze do rana był suchy, ale zawsze trochę czyściejszy. Z czasem już żaden proszek nie pomagał i wstyd był tylko z tym śpiworkiem. Zaczęłam chować go przed nim, a w zamian podsuwałam mu misia. Przestawił się, ale miś nie był nigdy obdarzony takim przywiązaniem, jak śpiworek. Kiedy postanowiliśmy emigrować do Irlandii, na lotnisku miś był kilkakrotnie prześwietlany, dokładnie obmacany i w pewnej chwili myślałam, że chyba go wypatroszą, bo coś mu nie chcą odpuścić. Chyba takie misie są często wykorzystywane przez przemytników, z racji niewinnego wyglądu;) W każdym razie miś szczęśliwie dotarł do Irlandii i jeszcze przez pół roku miał statut ulubionej przytulanki, aż w końcu nadeszła era lodowcowa i Adam zwariował nu punkcie pingwinów. Pingwin dość sporych rozmiarów, wiernie oglądał z nim bajki o pingwinach, zawsze towarzyszył przy zasypianiu i nadal towarzyszy mimo, że to już prawie cztery lata. Gdy jechaliśmy na wakacje do Polski, to właśnie pingwin zajął pół walizki, kosztem moich ubrań. Bez pingwina nie było mowy o podróży "będzie przerażony, jak zostanie sam w domu" przekonywał Adam. Teraz mam ten sam problem, co ze śpiworkiem. Jest tak zniszczony, że nadaje się tylko do wyrzucenia.

-Adam nie sądzisz, że jesteś już za stary na tego pingwina. Chyba czas go wyrzucić.

-Przyjaciół się nie wyrzuca- odpowiada.

 Tylko dlatego jeszcze znoszę obecność tego pingwina. Nakrywam go kocem, żeby nie rzucał się w oczy i zapominam w ten sposób, że wogóle tam jest. A Michelle nie ma jeszcze ulubionej zabawki. Mam już upatrzoną lalę na gwiazdkę zrobioną z materiału, żaden tam plastik, bo kto wie, może stanie się jej przytulanką-zasypianką.

środa, 24 listopada 2010

Ostatnio miałam bardzo ciekawe zakupy do kuchni. Znalazłam fartuch kuchenny w koty. Nie byle jakie to koty, bo bardzo cenionej artystki Rosiny Wachtmeister. Urodziła się w Wiedniu, studiowała w Brazylii, a teraz mieszka i tworzy we Włoszech. Rzeczywistość wyraża promieniującymi kolorami swoich prac. Jej ulubionym tematem są koty, gdyż jest ich wielką miłośniczką. Tu można podziwiać więcej jej prac

http://www.rosina-wachtmeister.de/index_en.html

 a tak wygląda mój optymistycznie nastrajający fartuch kuchenny w koty Rosiny :)

Moja zielona herbata w końcu doczekała się odpowiedniego pojemnika, a i cukier też na tym skorzystał. Stara angielska firma "Arthur Wood" założona w 1884 roku produkuje jak najbardziej nowoczesne naczynia kuchenne. Bardzo podobają mi się te delikatne motywy roślinne i oliwkowa zieleń pokrywek. Chciałabym mieć w podobnym kolorze całą kuchnię.

 

No i ostatnim ciekawym zakupem, przynajmniej jak na Irlandię, chociaż jak na Polskę też, był dżem z rokitnika pospolitego. Kiedy przypadkiem znalazłam go wśród innych dżemów od razu pomyślałam, że to rokitnik. Na słoiku rosyjska nazwa brzmi "oblepicha" i niewiele mi to mówiło. Postanowiłam zaryzykować. Kupiłam, a potem sprawdziłam na necie, co to takiego. Miałam rację - to rokitnik, zwany w Rosji oblepichą lub ananasem syberyjskim. W Polsce jest to roślina chroniona, stąd moja niewiedza, że rokitnik jest jadalny i bardzo zdrowy. Zawiera dużo witamin i mikroelementów, opóznia efekty starzenia, wzmacnia wzrok (świetnie, coś dla mnie), wzmacnia odporność na promieniowanie radioaktywne (na pewno w Rosji bardzo przydatna właściwość), oczywiście leczy różnorakie choroby, o których pisać tu nie będę, dodam tylko jako ciekawostkę, że w starożytnej Grecji rokitnikiem karmiono konie, aby miały błyszcząca sierść, a podczas I wojny światowej w Rosji suszone owoce stosowane były zamiast pigułek z witaminą C.

A jak smakował? Dżem jest robiony fabrycznie, a to nie to samo co domowy. Mimo to był całkiem smaczny z naleśnikami. A tak wygląda rokitnik w naturze.

 

poniedziałek, 22 listopada 2010

Jak każdy film Quentina Tarantino, tak i komediodramat "Bękarty wojny" warty jest obejrzenia chociażby ze względu na interesujące dialogi. Było kilka ciekawych i poruszających scen, jak w domu farmera SS szuka ukrywających się Żydów, czy scena w knajpie przy grze w kartach. Najbardziej podoba mi się u tego reżysera sposób przedstawiania kobiet. Nie są to bezwolne marionetki, które mają za zadanie ładnie wyglądać, uśmiechać się i robić za tło dla głównego bohatera, jak w wielu innych filmach sensacyjnych. Kobiety w jego filmach niekoniecznie są pięknościami, ale mają w sobie to coś co przykuwa uwagę i tak samo, jak mężczyzni chcą zemsty za wyrządzone krzywdy. I tak jest w tym filmie. Spodobały mi się dwa plakaty pań z tego filmu. Jak widać nawet z bronią można wyglądać czarująco ;)

 

12:19, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 listopada 2010

Paulo Coelho to jeden z moich ulubionych pisarzy. Kilka cytatów z "Alchemika":

"Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości"

"Kiedy widzimy ciagle tych samych ludzi- tak jak w seminarium- stają się oni w końcu częścią naszego życia. A skoro są już częścią naszego życia, to chcą je zmieniać. Jeśli nie stajemy się tacy, jak tego oczekiwali, są niezadowoleni. Ponieważ ludziom wydaje się, że wiedzą dokładnie, jak powinno wyglądać nasze życie. Natomiast nikt nie wie, w jaki sposób powinien przeżyć własne życie."

"Strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie."

"Z moimi owcami byłem szczęśliwy, a ludzie widząc, że nadchodzę, gościli mnie chętnie- myślał chłopiec z goryczą.- Dziś jestem smutny i nieszczęśliwy. Co mam począć? Stanę się zgorzkniały i stracę zaufanie do ludzi, bo zawiódł mnie jeden człowiek. Będę ział nienawiścią do tych, co odnalezli swoje skarby, bo ja sam nie dotarłem do swojego. I zawsze będę dbał o tę odrobinę, którą posiadam, bo jestem za maluczki, by mieć cały świat"

"Twoje serce jest żywe. Słuchaj dalej, co ci powie."

 

sobota, 20 listopada 2010

Film "Kołysanka" (2010) Juliusza Machulskiego to połączenie humoru z elementami grozy. Rodzina wampirów tuła się po świecie, aż w końcu osiada na mazurskiej wsi. Od tamtej pory w tajemniczych okolicznościach znikają ludzie. Sprawą zajmuje się miejscowa policja, która czeka, aż wszystko samo się wyjaśni. Makarewicze chociaż są wampirami żyją wśród ludzi, wtapiają sie w wiejskie otoczenie, żyją jak każda rodzina ze swoimi problemami i na swój sposób rozwiązują te problemy. Mimo, że nie cierpię filmów o wampirach, ta historia jest wyjątkiem. Zabawna, a jednocześnie wciągająca historia. No i te plenery polskiej wsi, te wiatraki, chaty drewniane, krzyż przydrożny - przepiękne :)

 

 

11:31, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 listopada 2010

Kiedyś znalazłam w "Polskiej Gazecie" przetłumaczony irlandzki wiersz z czasów średniowiecza nieznanego autora. Brzmi bardziej, jak modlitwa.

Jestem z Wyspy Zielonej

ręką Boga stworzonej

z Irlandii

Panie dziękczynienie

przyjm za to stworzenie

przyjdz i tańcz z nami

lasami

polami

Irlandii

środa, 17 listopada 2010

W górach Wicklow znajduje się bardzo interesująca farma. Są tu celtyckie labirynty z żywopłotu i żwirowych ścieżek. Oprócz tego jest Muzeum Butelki i Muzeum Rolnictwa, a także tradycyjna wiejska herbaciarnia, w której można spróbować  na przykład ciasta cytrynowego. Nie brakuje tu zwierząt fermowych, które chętnie dawały się głaskać i pozowały zwiedzającym do zdjęć :)

 

 

 

Muzeum Butelki  na zewnątrz i na dolnym zdjęciu w środku.

 

Miły konik chętnie dawał głaskać się dzieciom :)

poniedziałek, 15 listopada 2010

-Mamo! Ząb mi się rusza!

-Pokaż. No rzeczywiście. Trzeba go szybko wyrwać, żeby mógł rosnąć następny.

-O nie!!! Ja nie chcę!!! Będzie bolało!!!

- Za taki ząb Wróżka Zębowa da ci pieniążek.

-Co?!- zainteresował się.

-Wyrwany ząb wciskasz pod poduszkę, a w nocy Zębowa Wróżka zabiera go i kładzie pieniążek.

-A po co jej taki ząb?

-A myślisz, że dlaczego wróżki są takie piękne? Robią te swoje eliksiry młodości i wiecznej urody, ale żeby je zrobić potrzebują na przykład udko żaby, skrzydełko nietoperza, pazur sowy i ząb małego dziecka. Kiedyś wystarczyło, że się taka przyczaiła i jak dziecku wypadał ząb, szybko go łapała i w nogi. Przez wieki dzieci się jednak zorientowały, że wróżki potrzebują mlecznych zębów do eliksirów i zarządały zapłaty. Wiadomo, po co wyrzucać coś, na czym można zarobić. Nawet małe dzieci to wiedzą.

-A ile taka wróżka płaci za jeden ząb?- dopytuje się.

-Tego nie wiem. Możliwe, że za duży dorodny okaz płaci więcej. Za zepsuty dziecko na pewno dostanie marne grosze. Eliksir może nie wyjść z takiego byle jakiego zęba, a urodę diabli wzięli.

 -A ty ile dostałaś za swoje zęby?

-Nic.

-Jak to nic?!

-Nikt mi nie powiedział, że dzieci podpisały umowę z wróżkami. Wyrwany ząb po prostu wyrzucałam. Ty wiesz ile ja pieniędzy straciłam?!

-I co! Obca baba przyjdzie w nocy do mojego pokoju i będzie mi grzebała w  łóżku, tak?!

-No coś ty! Wróżki nie robią takich rzeczy, przecież są wróżkami! Od czego mają czary. Jak ząb znajdzie się pod poduszką, machają swoją czarodziejską różdżką, wypowiadają zaklęcie iii... jest zamiana. Ona ma ząb, a ty pieniądz.

-A skąd będzie wiedziała, że ząb jest już pod poduszką?

Ja chyba oszaleję, co on taki dociekliwy się zrobił?

-Myślę, że to działa na zasadzie GPS-a. Wróżka namierza ząb przez satelitę.

-No a jeżeli ząb mi wypadnie i no wiesz, gdzieś się zapodzieje?

-Wtedy wróżka nie zapłaci. Pomyśli, że był ci niepotrzebny i go wyrzuciłeś.

-O nie! I co ja wtedy zrobię?!

-Wtedy to ja ci zapłacę , bo lamentów nie bedzie końca!!!

Kiedy Adam położył swój z trudem wyrwany ząb pod poduszkę, nastąpiła "cudowna zamiana", stwierdził wtedy:

-Wiesz mamo, to było takie magiczne i takie prawdziwe!

Dodam, że informację o  istnieniu Zębowej Wróżki sprawdził. Zapytał sąsiada, starego Irlandczyka, czy to prawda z tą wróżką i ten potwierdził. W szkole pochwalił się nauczycielce, że stracił pierwszego zęba, a ta zapytała czy Zębowa Wróżka dała mu pieniążek. Uwiarygodnili tym moją historię, a w szczegóły na szczęście się nie wdawali. Wygląda na to, że wszyscy dorośli sa w tym "spisku" tak, jak ze św. Mikołajem ;)

piątek, 12 listopada 2010

Niedawno oglądałam piękny dramat francusko-polsko-szwedzki. "Handlarz cudów"(2009) to historia przyjazni Polaka alkoholika i dwójki dagestańskich dzieci-uchodzców. Podróż przez pół Europy odmienia ich życie, a cuda jak widać się zdarzają. Borys Szyc jak zawsze nie zawiedzie swoją świetną grą aktorską. Jest też wątek religijny, co mnie jeszcze bardziej przekonuje do tego filmu. Będę oglądać ten film nie raz. Naprawdę polecam.

11:35, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 listopada 2010

 

Cieszę się, że z naszą córcią wszystko już dobrze. Przez ostatnie pół roku lekarze podejrzewali u niej małogłowie, ale główka rośnie i jest w normie, a reszta ciała w górnej granicy normy. Michelle rozwija się świetnie. W piątym miesiącu usiadła, w szóstym stanęła z podparciem, a w dziewiątym chodzi. Bardzo bystre z niej dziewczę i wszędzie jej pełno. Kupiłam małego aniołka "na szczęście" dla mojej małej Michelle :) 

 

Adam wczoraj przyszedł ze szkoły i oznajmił:

-Wiesz w szkole jest taka akcja. Robimy prezenty dla dzieci z Albanii. To znaczy rodzice kupują zabawki, a my mamy przynieść. Bo oni tam nie mają Mikołaja i no wiesz, trzeba im pomóc.

-Dobrze.

-Ale myślę, że będzie problem z tym prezentem.

-Jaki?

-Bo jak zrobisz prezent dla tego dziecka z Albanii, to mnie zrobi się przykro, no i też będę chciał prezent, więc będziesz musiała zrobić dwa prezenty.

-Ale w Irlandii jest Mikołaj, więc chyba poczekasz na swój prezent na święta.

-To za długo.

-Dawanie prezentów jest tak samo fajne, jak dostawanie.

-Co!?

Chyba jestem z innej bajki...

 

Urodziny spędziłam tak, jak lubię. Bez niepotrzebnego zgiełku. Chociaż nie, była jedna afera. Mąż kupił mi torta dzień przed urodzinami, a na drugi dzień tort znikął w tajemniczych okolicznościach. W końcu Adam się przyznał do zjedzenia ciasta (dobrze, że nie przepadam za słodyczami). Siedział potem w restauracji z miną męczennika nad swoim tagiatelle. Podłubał tylko widelcem, chyba nie czuł się dobrze po takiej ilości cukru. Zamówiłam sobie łososia w sosie pomarańczowym. Był bardzo dobry. Potem w domu wertowałam w książkach szukając przepisu na takowy, albo chociaż podobny. Znalazłam, ale obawiam się, że to już wyższa szkoła jazdy. Obejrzałam w ten dzień trochę obrazów, i mężowi też się podobały. Jeden nawet chciałby kupić, ale cena nie mała, no i gdzie byśmy go powiesili? A prezent, jak było do przewidzenia nie dotarł na czas. Do dziś jeszcze nie dotarł. Jedenaście polskich książek, w tym trzy dla dzieci, reszta dla mnie.

 

Dzwonię do mamy. Opowiadam jej, że ostatnio coś mnie naszło przypomnieć sobie serial Północ - Południe (1985). Słabo go pamiętałam z dzieciństwa, przebłyski jakieś. To był pierwszy film z Patrikiem Swayze, jaki widziałam. Tato lubił oglądać filmy z jego udziałem. Patrik zmarł trzy dni przed moim tatą...

wtorek, 09 listopada 2010

Kilka zdjęć dzikich koni z gór Blackstairs.

 

 

 

 

 

 

niedziela, 07 listopada 2010

Były dwie siostry: Noc i Śmierć,

Śmierć większa, a Noc mniejsza,

Noc była piękna jak sen a Śmierć,

Śmierć była jeszcze piękniejsza -

 

Hej nonny no! haj nonny ho!

Śmierć była jeszcze piękniejsza.

 

Usługiwały te siostry dwie

w gospodzie koło rzeczki.

Przyszedł podróżny i woła: -Hej!

Usłużcie mi szynkareczki-

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Usłużcie mi, szynkareczki-

 

Więc zaraz lekko podbiegła Noc,

ta mniejsza, wiecie ta modra,

Nalała. Gość się popatrzył w szkło

-zacny- powiada - kordiał

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

- zacny - powiada - kordiał.

 

Lecz zaraz potem podbiegła Śmierć

podbiegiem jeszcze lżejszym,

podróżny cmok! A kielich brzdęk!

Bo kordiał był zacniejszy.

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Bo kordiał był zacniejszy.

 

Spełnił podróżny kielich do dna

i już nie mówił z nikim

widząc, że druga siostra ma

dużo piękniejsze kolczyki.

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Dużo piękniejsze kolczyki.

 

Taką balladę w słotny czas

w oberży "Trzy korony"

Śpiewał mi haj! W Dublinie raz

John Burton, John nad Johny -

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

John Burton, John nad Johny -

 

Dublin to z balladami kram,

niejedną się tam złowi.

Więc to, com ja usłyszał tam,

powtarzam Krakowowi -

 

Hej nonny no! Haj nonny ho!

Powtarzam Krakowowi.