środa, 28 października 2015

 

Nawet nie wiedziałam kiedy, a zleciało 5 lat prowadzenia bloga. Pomysł na pisanie bloga narodził się po długiej refleksji na temat umykającego czasu. Chciałam zachować sobie na pamiątkę najciekawsze wspomnienia z mojego życia. Takie, do których warto wrócić i poczytać. Obejrzeć przy okazji najlepsze zdjęcia, jakie udało mi się w tym czasie zrobić. Cieszę się oczywiście, że mogę podzielić się tym z większą ilością osób, niż tylko rodzina i znajomi :)

 

 

Z tej okazji upchnęłam pięć świeczek na kawałku ciasta, tak symbolicznie, w końcu nie co dzień jest taka okazja. Na ucztę nie mogę was zabrać, ale pomyślałam sobie, że jest to okazja do pokazania Wam zdjęć z międzynarodowej degustacji, w której miałam okazję uczestniczyć. To już moja trzecia taka degustacja w tym roku.  Przypuszczam, że  w grudniu będzie kolejna okazja popróbować dań z różnych krajów, tym razem świątecznych. A więc... co my tu mamy dobrego ? :)

 

Irlandzki chleb z miodem i deser z ryżu i rodzynek.

 

Dania polskie, ze Słowacji, Meksyku...

 

Meksykańskie grzanki, polskie pierogi z mięsem, bigos i karmelowy wafel.

 

Słowackie knedle z truskawkami.

 

 Dania hiszpańskie w tym moja ulubiona tortlilla.

 

Dania brazylijskie, arabskie, z Turcji i Włoch.

 

Była wymiana przepisów, opowiadania o tradycjach związanych z niektórymi daniami i oczywiście objadanie się pysznościami.

 

Mam nadzieję, że kolejne 5 lat "Raptularza z Irlandii" będą jeszcze ciekawsze, niż poprzednie. Czego sobie i Wam życzę :)

 

sobota, 17 października 2015

 

Nie jestem entuzjastą cyrków ze względu na tresurę zwierząt. Dałam się jednak namówić córce na występ i spędziłyśmy razem ciekawie czas. Najbardziej spodobały się nam ( o dziwo!) psy. Pani, która je trenowała miała z nimi szczególną więź. Widać było, że zwierzaki podczas  występu przede wszystkim świetnie się bawią, a potrafiły naprawdę dużo. Podziwiam też umiejętności ludzi, wygimnastykowane ciała i poczucie humoru klownów. Kilka zdjęć z ostatniej niedzieli z występu cyrku "Gerbola" :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 11 października 2015

 

Muzeum "Dublinia", jak sama nazwa wskazuje znajduje się w Dublinie :) Wystawa podzielona jest tematycznie na trzech poziomach. Na parterze znajdują się  Wikingowie. Tu można się dowiedzieć o ich trudnych wyprawach, uzbrojeniach, umiejętnościach i oczywiście o podbojach. Dla moich dzieci najciekawszą atrakcją okazał się alfabet runiczny. Na podstawie wikingowskich liter pisali swoje imiona. Fajna zabawa i jaka odkrywcza.

Pierwsze piętro przeznaczone zostało na czasy średniowieczne Dublina. Od czasów Strongbowa, aż po reformację. Oprócz najważniejszych wydarzeń z tego okresu, jak działania wojenne czy epidemie zarazy, są też weselsze akcenty, jak gry średniowieczne czy jarmark.

Drugie piętro poświęcone zostało odkryciom archeologicznym w Dublinie. Na tym piętrze nie można robić zdjęć. Przypuszczam, że to przez obecność oryginalnych przedmiotów z dawnych czasów. Mnie osobiście zainteresował krótki film, na którym można obejrzeć rozwój miasta poprzez wieki, a także reklamy filmów o akcji dziejącej się w czasach średniowiecznych. Przyznaję, że pod wpływem muzeum postanowiłam obejrzeć wszystkie sezony serialu "The Tudors". W chwili obecnej kończę oglądać czwarty sezon :)

Wracając do muzeum, na drugim piętrze znajduje się także kawiarnia i sklep z pamiątkami. Ale to jeszcze nie koniec zwiedzania. Budynek "Dublinii" dawniej był Kościołem św. Michała. Przy kościele stoi wieża, na którą można się wspiąć (96 schodów) i obejrzeć sobie przepiękny widok na współczesny Dublin. A za dodatkową opłatą można odwiedzić katedrę z XII w. przechodząc przez neogotycką bramę :)