środa, 30 października 2013

... wczoraj upłynęło od założenia tego bloga, znaczy się urodziny były, ale zaprzątają moją uwagę inne rzeczy, stąd tylko taka wzmianka, a nie celebracja święta.

Ostatnio wypatrzyłam jeden obraz. Nie znam autora, a wielka szkoda. W każdym razie wypisz wymaluj na obrazie córa moja ukochana, jak się patrzy. Nie mogłam się zdecydować na zakup, bo też i nie wiedziałam, czy to co widzę małżonek też ujrzy swymi oczętami, bo może zwidy mam czy coś. W nocy spać nie mogłam, rozemocjonowana, bo może ten obraz ktoś sprzątnie mi przed nosem, zanim padnie nasza decyzja. Na drugi dzień wchodzimy do sklepu i z daleka widzę, że obrazu już nie ma. Rzuciłam się przekładać i szukać wśród stosu ustawionych pod ścianą dzieł, i jest! Ostatni, kiedy już straciłam nadzieję. Rzuciłam tylko w stronę małżonka "przecież to nasza Misia", i pobiegłam dokonać zakupu. W każdym razie, jak dziewczę wyrośnie, nam pozostanie fajna pamiątka :)

 

piątek, 18 października 2013

Ostatnio byliśmy na wystawie w Visual Centre w Carlow. Tym razem było muzycznie i zaskakująco.

 

 

Na miejscu kilka rzeźb - instrumentów, które wykonano z metalu. Zdjęcie przedstawia skrzypce, na których raczej się zagrać nie da, ale wygląda to ciekawie.

 

 

Te poustawiane głośniki zastępują tradycyjny chór. Otóż każdy głośnik to jeden głos. Kiedy się tak siedzi w środku ma się niesamowite wrażenie, że wokół stoją ludzie i śpiewają. Można też posłuchać jednego z "chórzystów" podchodząc do głośnika i wysłuchując głównie jego partię, a pozostałych słuchać w tle. Chór też śpiewa mniejszymi grupkami. Interesujący pomysł :)

A na zewnątrz jesień...

 

A poza tym wypatrzyłam, że wkrótce będzie występować irlandzki balet ze sztuką "Carmen". Nigdy nie byłam na balecie, więc będzie to mój pierwszy raz. Nie mogę się doczekać :)

Zdjęcie ze strony Visual.

czwartek, 10 października 2013

Po pierwsze okazało się, że mój kot to kocur, a nie jak wcześniej myśleliśmy, że kotka. Pomylili się też poprzedni właściciele. A więc pierwsza porażka hodowlana zaliczona - czyli nieumiejętność rozpoznania płci ;) W momencie kiedy kot zaczął intensywnie się rozwijać, zaczęliśmy coś podejrzewać. Ostateczną ocenę wydała pani weterynarz. Kocur rośnie, że hej! Częściej bywa, że ktoś wpiera, że to samiec, a po jakimś czasie wysypują się kocięta, ale u nas zonk był właśnie taki;)

Tak więc na gwałt trzeba było zmienić kotu imię z Maja na Mike. Zaszczepiłam go na pięć chorób, a i tak dostał infekcji ucha i teraz pompuję pieniądze w lekarstwa. Na dodatek kot nie cierpi wizyt u weterynarza. Jak widzi, że wyciągam transporter, od razu ucieka pod łóżko i przycupnięty czeka co dalej. Normalnie jest wesoły, towarzyski, przyjazny, rodzinny itd, ale jak ma iść do veta, od razu dzikus. U lekarza nie można go znowuż wyciągnąć z transportera. Trzeba go wyłuskać, jak ślimaka z muszli. Potem się wyrywa i próbuje się schować gdzieś na moich rękach, wpycha głowę pod moją pachę. Całym ciałem krzyczy "zabierz mnie od tej baby". I pomyśleć, że za te tortury jeszcze trzeba tyle płacić. No ale co zrobić, jak trzeba to trzeba.

Uwielbiam mojego kota, bo jak wierny pies czeka zawsze na mnie po powrocie do domu z miną radosną. I fakt, jest bardzo cierpliwy na dręczenie małego dziecka. Misia pociągnie go za ogon,wsadzi palec w oko i nawet nie miauknie, pozwala na wszystko. Zabawa z kotem należy do jej ulubionych. I pomyśleć, że jeszcze niedawno miała alergię na sierść. Dzisiaj nie ma żadnych objawów :)

piątek, 04 października 2013

 Drugim Parkiem jest Walt Disney Studios Park. Po wejściu wita nas pomnik Myszki Miki.

 

 

W centrum stoi mysz z Waltem. W tym oto parku chodziliśmy do kina, teatru i na efekty specjalne. Zaliczyliśmy też obowiązkowo karuzele.

 

 

Tę ekipę sprzątającą chętnie zabrałabym do domu ;)

 

 

Coś mi małżonka capnęło ;)

 

 

Goofy sam wybierał osoby z tłumu, z którymi zgadzał się robić pamiątkowe zdjęcie. Wskazał na Misię, ja z Adamem tak na doczepkę.

 

 

W Studio Park nie zabrakło parady.

 

 

Kotek ;)

 

 

Tak więc na tym kończę cykl zdjęć z Disneylandu, które są dla nas fajną pamiątką. Tych atrakcji było znacznie więcej, niż mam uwiecznione na zdjęciach. Podsumowując bawiliśmy się przednio :)