wtorek, 30 września 2014

 

... wrzesień dla tego bloga był bardzo gorący. A to za sprawą portalu informacyjnego gazeta.pl, który zareklamował jeden z moich wpisów "Syndrom emigranta". Normalnie jak dostukam do 5 tys. wejść tygodniowo, to mogę uznać, że jest dobrze, a tu po ok 2 tys. wchodziło dziennie. No ale już mam spokój, i to mnie cieszy - święty spokój,  bo popularność też ma ciemną stronę medalu i trzeba na przykład opędzać się od trolli rzucających mięchem. Z tego też powodu nie zabieram głosu na żadnych forach gdziekolwiek. Człowiek się tylko wybrudzi, a nic nie zwojuje. U mnie moderacja komentarzy włączona i pilnuję, aby kulturka była.

Przede wszystkim jednak muszę podziękować tym, którzy zechcieli podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z emigracją ze mną i z innymi czytelnikami. Jest to temat rzeka i wielu z Was bardzo się rozpisało, co daje pewien obraz na temat emigracji. Przeważają wypowiedzi, że lepiej się żyje poza granicami kraju, ale Polskę w sercu nadal się nosi. Jakby nie było cieszę się, że mamy tę wolność wyboru i możemy zdecydować, gdzie jest nasze miejsce na świecie :)

Dla tych co nie widzieli wpis "Syndrom emigranta" lub chcą poczytać powstałe forum zapraszam na:

 

http://rowena7.blox.pl/2014/07/Syndrom-emigranta.html

poniedziałek, 22 września 2014

 

Mój kot jest na mnie obrażony. Nie wypuszam go dzisiaj na dwór, bo ma wizytę u veta. Nie będę później biegać po okolicy i szukać. Mogłabym się założyć, żebym go nie znalazła. Koty wyczuwają takie rzeczy. Pomimo focha, co jakiś czas miauczy i prowadzi mnie do zamkniętego lufcika, którym zawsze wychodzi. Rozumiemy się świetnie, ale dziś rżnę głupa i udaję, że nie wiem o co chodzi. Tak więc dzisiaj na 100% podpadnę.

 

 

Słońce dopisuje, w wolne chwile przysiadam na tarasie. Nie było tu zbyt pięknie, gdy wróciłam z wakacji. Małżonek nie sprawdził się jako ogrodnik. Większość roślin uschła. Za to miałam pretekst do nowych zakupów w centrum opgrodniczym. Bez szaleństw, tylko wrzosy i bratki drobnokwiatowe, ale wystarczyło , żeby przywrócić jako taki wygląd. Na wiosnę zrobię większy rozmach ;)

 

 

 

Podczas pobytu w Polsce zauważyłam, że jest moda na phalaenopsis. Jest to roślina z rodziny orchideowatych. W wielu domach na parapetach stoją tylko i wyłacznie te kwiaty. Doszłam do wniosku, że nie są one tak trudne w uprawie, skoro są aż tak popularne. Na parapecie znalazłam miejsce dla jednego okazu, nawiasem mówiąc po tym jak mój kot jako kociak zrobił naturalną selekcję i zdewastował jedną z roślin.

Długo szukałam rośliny, która miałaby ciekawe ubarwienie, byle białymi bym się nie zadowoliła. W sklepie zauroczył mnie ten oto okaz na zdjęciu o pięknych bordowych kropkach.

W tle asparagus, ten sam którego dodaje się do wiązanek. Było z nim kiepsko (niemożliwy kot i jego możliwości), ale odpowiednie przycięcie i nawóz zdziałały cuda.

 

 

 

 

Rozbita donica, nic nie szkodzi  ją też można zagospodarować. Zdjęcie zrobione w ogrodzie Altamont. Muszę zapamiętać ten pomysł, bo jak się ma kota... resztę dopowiedzcie sobie sami ;)

 

 

 



niedziela, 14 września 2014

 

Miałam niedawno okazję być w Dublinie na wystawie "S jak Solidarność" zorganizowaną w Centrum for Creative Practices. Fotografie pochodzą ze zbiorów Europejskiego Centrum Solidarności z Gdańska, i zostały udostępnione do obejrzenia wyspiarskiej społeczności. I tu muszę zaznaczyć, że nie tylko Polacy interesowali się powstaniem Solidarności i drogą do obalenia komunizmu w Polsce i Europie Srodkowej, ale także Irlandczycy i reprezentanci wielu innych narodowości. Wieczór przebiegł w bardzo miłej atmosferze przy lampce wina, polskim bigosie, tudzież i innych smakołykach. Klub Historyczny im. Hrabiny Markiewiczowej (swoją drogą bardzo ciekawa postać, ale o niej może innym razem) zaserwował garść ciekawostek z tego okresu, zabawnie podsumowając, że tak naprawdę w tym wszystkim chodziło o kiełbasę, a w zasadzie jej brak w sklepach ;) Odbył się również koncert muzyczny z piosenkami Jacka Kaczmarskiego. Kilka zdjęć z tego spotkania :)

 

 

 

 

 

 

środa, 10 września 2014

 

I ostatni post z wakakcji z cyklu "pocztówka z Polski". Tym razem proponuję wspiąć się wysoko, bo na Wieżę Bracką w Lubaniu. Przez pewien czas była tam księgarnia, co jest dla mnie szczególnie miłym wspomnieniem z dzieciństwa. Potem ją zlikwidowano. Teraz miasto udostępnia turystom obejrzenie tego zabytku, z czego chętnie skorzystaliśmy.

 

 

 

Widok z wieży rozciąga się na cały Lubań.

 

 

 

Schody prowadzące na szczyt wieży.

 

 

 

Wieża Bracka wdzięcznym tematem w malarstwie.

 

 

 

 

 

Na jednej z tablic informacyjnych, znalazłam opis wieży, może nieco pompatyczny, ale zawierający cenne informacje. Pozwolę go sobie zacytować.

 

"Wieża Bracka to najstarsza , najbardziej okazała i niewątpliwie jedna z najciekawszych budowli w Lubaniu. Minęło już 690 lat, od kiedy rozpoczęto jej budowę. Przez 7 wieków była ona świadkiem wzlotów i upadków naszego miasta. Widziała 9 okrutnych wojen. Jako jedyna budowla w nienaruszonym stanie przetrwała 4 ogromne lubańskie pożary. Już przed wiekami lubaniacy byli z niej dumni. Stała się ona symbolem ich miasta. Tak jest i dzisiaj. Dlatego też budowli tej należy się ogromny szacunek. Powinniśmy ją traktować jako bardzo cenne regionalne dziedzictwo, przekazane naszemu i kolejnym pokoleniom przez dawnych mieszkańców Lubania."



 

piątek, 05 września 2014

 

Ciąg dalszy wspomnień z Polski, ale znowu będzie o Niemiaszkach ;)

Jeżdżąc rowerem zawędrowałam na Czubatkę, najwyższe wzniesienie w okolicy Włosienia. W miejscu tym w czasie II wojny światowej był skład broni i wartownia. Kiedy Niemcy się z tego miejsca ewakuowali, wysadzili wejście do składu. Podobno są tu tunele, prowadzące do wsi, ale nikt dotąd nie podjął się tego zbadać. Na zdjęciu widok z Czubatki.

 

 

 

Mam chyba jakiś radar w odnajdywaniu atrakcji turystycznych, bo parę dni później będąc w Lubaniu trafiłam na wystawę "Schron". Otóż Stowarzyszenie Miłośników Górnych Łużyc zgromadziło eksponaty  i zdjęcia z czasów II wojny światowej, a wszystko to można było obejrzeć w podziemnym schronie przeciwlotniczym, oczywiście w towarzystwie przewodnika. Tunel mierzy ok.100 metrów. W trakcie prezentacji można było się dowiedzieć o ostatnim sukcesie Wermachtu, czyli o bitwie pancernej o Lubań. Wygrana bitwa podbudowała morale Niemcom, ale ostatecznie  nie miała znaczenia, bo wojnę i tak przegrali.

 

 

 

Tajne zakłady GEMA - WERKE produkujące aparaturę radiolokacyjną (zdjęcie przedwojenne). Dla Rosjan - główny cel do zdobycia.

 

 

 

Obóz Lubańskiej Służby Pracy Rzeszy pod Kamienną Górą 1937 r.

 

 

 

Zniszczony w lutym/marcu 1945 r. lubański Rynek. Widok w kierunku ul Wrocławskiej. Zdjęcie zrobione w kwietniu 1945 r.

 

 

 

 

 

Widok na zniszczone zabudowania klasztoru Zakonu Sióstr Magdalenek i kościół  świętej Trójcy.

 

 

 

 

 

Jak powiedział nasz przewodnik "Wojna to nie czterej pancerni, albo Hans Kloss. Wojna to śmierć, krew i zniszczenie". Obyśmy nie musieli tego nigdy doświadczać.