niedziela, 30 czerwca 2013

Tak od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie zapisać syna do biblioteki w naszej mieścinie. Zamiary były, ale jakoś się nie składało. W końcu poszedł razem z całą klasą na wycieczkę do właśnie tejże biblioteki, która jest poniżej na zdjęciu. Tam pani zaproponowała im formularze zgłoszeniowe, ale było jedno "ale" - da formularze tylko tym, którzy na pewno będą korzystać w przyszłości ze zbiorów. I mój Adam się wyrwał, że on na pewno, że bardzo, i że przyjdzie z rodzicem zapisać się, bo uwielbia czytać książki. Szkoda, że do polskich książek tak nie ma zapału ;). No więc wyjścia nie było, jeszcze tego samego tygodnia poszliśmy i zapisałam latorośl, niech się cieszy.

Budynek na zewnątrz nowoczesny i nawet interesująco wygląda na tle rzeki. W środku lekkie rozczarowanie. Zbiory biblioteki nie są tak pokaźne, jak sobie wyobrażałam, ale okazuje się, że jest to jeden z pięciu oddziałów rozrzuconych w hrabstwie Carlow. Do biblioteki można się zapisać płacąc 10 euro wpisowego. Dzieci, studenci i emeryci korzystają za darmo. Tak więc dzieciak otrzymał kartę i z miejsca wypożyczył trzy książki Roalda Dahla, mojego ulubionego autora, którego czytam po angielsku. Jego książki dla dzieci ogarniam, gorzej mi idzie z opowiadaniami dla dorosłych. Niby wiem mniej więcej o co chodzi, ale morału, wniosków z nich nie mogę wyciągnąć. Co tylko oznacza, że mam mnóstwo pracy przed sobą, ale się nie zniechęcam.

Na razie będę korzystać z książek, które syn będzie wypożyczał. Może kiedyś i ja się zapiszę do tej biblioteki... ale teraz nie będę się wygłupiać ;)

 

 

Ps. Następny post też będzie o Tullow :)

czwartek, 27 czerwca 2013

Można by powiedzieć, że zakończyliśmy rok szkolny z fanfarami, a przynajmniej w polskiej szkole. W irlandzkiej nie ma tak fajnie, żadnych uroczystości, świadectwo przyszło pocztą w połowie czerwca. Co kraj to obyczaj. Z polskiego to Adam nie jest orłem, ani nawet sokołem wpierać nie będę, ale wykazał się konkursie plastycznym, na ilustratora wierszy Tuwima. Wykonał pracę do "Ptasiego radia". Ot ponaklejał kupę ptaszków i wyszło fajnie, zajął pierwsze miejsce i nagrodę tak wielką, że chłopak zgiął się w pół dźwigając. Mnie też się dostało za wiersz dla dzieci w konkursie dla rodziców, też pierwsze miejsce i nagrodę otrzymałam elegancką i praktyczną :)

Wiersz dla dzieci jeszcze sklecić mogę, ale dla dorosłych to raczej nie, ponieważ nie mam aż tak skomplikowanej duszy;) Mój małżonek czyta moją "twórczość", na ogół zaraz zapomina co czytał, ale jeden wierszyk utknął mu w pamięci i do dziś lubi sobie podrwić. Otóż dawno temu kupowałam gazety o ogrodnictwie, były tam krzyżówki i oprócz hasła należało wymyślić jakiś slogan reklamowy na temat ogrodnictwa. No więc wykombinowałam tak:

 

I kret i nornica

każdy się zachwyca

mym trawnikiem zielonym

równo przystrzyżonym

 

śmiejta się do woli, ale wygrałam wtedy nowoczesny, markowy sekator. I nie poprzestałam tylko na nim, bo za inne slogany wygrałam kalendarz ogrodniczy i zestaw roślin cebulowych.

Wiersze to może nie jest moja ulubiona forma ekspresji, zdecydowanie czuję się jak ryba w wodzie w prozie. Jak zaczynałam bloga miałam mnóstwo kompleksów. Wydawało mi się (a pewnie i tak było), że rodzina i znajomi czytając moje wypociny kpią ze mnie i jaja sobie robią cytując. Przestałam się przejmować kiedy stanęłam ze swoimi wypowiedziami w konkursach na lubimyczytać.pl. Tam ramię w ramię wygrywałam książki z (jak się później okazało) nawet i polonistami. Od tamtego momentu pisanie już mnie nie stresuje, chociaż blog nauczył mnie też odpowiedzialności za słowo pisane.

Namawiam gorąco dziatwę swą i nie tylko do stawania w konkursach. Przegraną też nie ma co się przejmować. Jeśli naprawdę byli od nas lepsi, brać z nich przykład i gratulować. Nie dusić zazdrości tylko szukać, próbować tego i owego i znaleźć to, w czym czujemy się świetnie :)

wtorek, 18 czerwca 2013

Tak patrząc na poprzednie posty, to plac zabaw mi się zrobił z bloga;) I dziecię młodsze wyszło na pierwszy plan. Dziecię starsze było tak obfotografowane we wczesnym dzieciństwie, że na widok mamusi z aparatem w ręku, już mu się pewnie niedobrze robi. W każdym razie pozuje tylko wtedy, gdy musi (np. komunia).

Ostatnio z małżonkiem zostaliśmy zaproszeni na akademię do polskiej szkoły z okazji Dnia Matki i Ojca, takie połączone dwa święta za jednym zamachem zaliczone. Dzieciaki były super przygotowane.

Zdjęcia debiutu naszej Michelle. Z kolegami i koleżankami z Klubu Malucha "Puchatkowo", odstawia taniec zielonych żabek. Takie maluszki są przesłodkie i z miejsca podbijają serca publiczności.

Na obejrzenie więcej zdjęć z akademii zapraszam na stronę szkoły:

 

 http://www.polskaszkolacarlow.com/kochamy-was-calym-sercem/

 

 

 

 

PS. Ostatnio mało piszę, bo dużo czytam. Jak będzie na odwrót, to więcej pisać będę. Logicznie rzecz ujmując ;)