poniedziałek, 27 czerwca 2011

Niedzielne popołudnie spędziliśmy w Zoo trzymające tylko i wyłącznie gady. Znajduje się ono w Gowran w hrabstwie Kilkenny. Na miejscu okazało się, że jest też sowa w posiadaniu tego przybytku, ale nie czepiajmy się szczegółów. O ile króliczki są przypisane małym dziewczynkom, o tyle gady to pupilki dużych chłopców ;) W Irlandii jest moda na trzymanie gekonów, jaszczurek, wężów. Ja tam wolę popatrzeć tylko z daleka. Nie zasnęłabym pod jednym dachem z przedstawicielem tegoż gatunku. W Polsce miałam w swoim życiu kilka spotkań z zaskrońcami, są niegroźne ale jak się spotyka węża to się o tym nie myśli, strach jest paraliżujący, więc zamieram, a potem spokojnie wycofuję się z terenu. Nigdy mnie nie straszyły atakiem, ale widać nie poczuły się przy spotkaniu ze mną zagrożone.

I jeszcze taka ciekawostka: w Irlandii węże nigdy nie występowały w naturze.

Kilka zdjęć z Reptile village.

 Oj chłopcze daleko to ty nie zajedziesz na tej gumie;)

Kameleona nie było zbyt trudno odnaleźdź w terrarium, w przeciwieństwie do niektórych węży.

 Dzieci miały gdzie się wyszumieć :)

 Obsługa zaprosiła nas na karmienie krokodyli, cokolwiek to miało znaczyć. Michelle była zachwycona. Dostrzegła w tym zabawę?

 Zadowolenie w oczach i uśmiech na pysku.

sobota, 25 czerwca 2011

Tak na początek wrzuciłam plakat filmu zamiast okładkę książki, ale stwierdziłam, że plakat ciekawszy. Serial ten był emitowany w Polskiej Telewizji i nie wierzę, że znajdzie się taki, który powie, że nie widział tego filmu. Ja oglądałam ten serial trzy razy i ciągle nie mam go dość. Poza tym muszę powiedzieć, że jest to dla mnie szczególny film, gdyż Zamek Czocha w którym głównie toczy się akcja, a który skrywał maszynę szyfrującą,  to moje rodzinne strony. Pierwszy raz byłam na zamku, jak miałam dwa lata, i pamiętam, że nie weszłam do środka, bo dorośli nastraszyli mnie, że chodzi tam duch Białej Damy. Z perspektywy czasu uważam, że po prostu pożałowali na bilety wstępu ;) Ostatni raz na zamku byłam 3 lata temu. Będąc w Polsce miałam okazję kupić na miejscu książkę, ale się nie zdecydowałam. Bogusław Wołoszański, jako autor wydawał mi się nudziarzem. Byłam przekonana, że jest świetnym fachowcem w temacie wojennym, ale mnie ględzenie o technicznej stronie całej tej machiny wojennej, nie jest zbyt fascynujące. O jak bardzo się myliłam. Jako powieściopisarz okazał się nie tylko świetny. W książce wytłumaczył wszystko tak gładko o szyfrach, że choć sama głowy do liczb nie mam, miałam ochotę w tym trochę podłubać, a w książce zajmowali się tym przecież wybitni matematycy. Acha, i ciekawostka taka,  jak złapie skurcz, to najszybciej się go można pozbyć wbijając w mięsień szpilkę, tak z akcji zapamiętałam :)

 A niedawno zakończyły się na Zamku Czocha zdjęcia do kolejnego filmu, o podobnej tematyce. To rosyjski serial pt. "Norymberga". Zdjęcie z planu filmu ze strony zinfo.pl. Mam nadzieję, że będę miała kiedyś okazję go zobaczyć :)

 A teraz mam w planach obejrzeć sobie serial "1920 Wojna i miłość". Nie widziałam go jeszcze, ale po pobieżnym opisie, stwierdziłam u siebie duże zainteresownie tą produkcją. Mam nadzieję, że moje przeczucie się nie myli, i będą to przyjemne wieczory na conajmniej dwóch odcinkach dziennie:)

Ps. Ten wpis jest w kategorii książka, ale równie dobrze mógłby być w kategorii film. Niestety nie mam tu opcji podwójnej, a szkoda.

wtorek, 21 czerwca 2011

Książki moje kochane w końcu nadeszły, ale zadowolona jestem tak na 90 %, bo "Twierdza szyfrów" miała być w okładce filmowej, a nie jest, to zła jestem. Lepiej mieć na książce facjatę przystojnego Małaszyńskiego, niż grobową twarz Wołoszańskiego, a tu mnie się tak perfidnie pomylili, no nie wytrzymam;)

Nie wszystkie książki są dla mnie. Ostatnia od dołu dla mojego męża "Program mistrza" Armstronga. Szkoda, że nie wybrał jego biografii, to bym też poczytała. Może następnym razem zamówimy. A "Baśnie śląskie" Gustawa Morcinka dla moich dzieciaków, ale jeszcze będą musiały poczekać z tą książką, bo jesteśmy dopiero w połowie grubaśnej księgi "Baśni norweskich", i tu muszę dodać, że niektóre zakończenia, są jak dla mnie rozbrajające, śmiać mi się chce, jak to czytam: 

"Rozłościła się wtedy stara czarownica, tak że pękła ze złości, a długonosa księżniczka i małe trolle na pewno też pękły, bo od tej pory nigdy o nich nie słyszałem"

"Tak więc Askeladden dostał królewnę i odbyło się wesele. A na tym weselu pito co niemiara, bo pić umieli wszyscy, nawet jeśli nie potrafili wjechać na szklaną górę"

"A gdy się wdali w rozmowę, wyszło na jaw, że to baby wszystko uknuły. Udali się więc do domu i zrobili to, co mogli najmądrzejszego. A gdyby ktoś chciał wiedzieć co, niech zapyta brzozowej rózgi"

"A wszyscy razem pili i ucztowali hucznie i długo, bo hulać potrafi każdy, choćby nie umiał uwolnić królewskich córek. Jeśli nie zapili się na śmierć, to jeszcze piją i hulają w najlepsze."

Sama jestem ciekawa, czym dalej ta książka mnie zaskoczy:)

I jeszcze jedno zdjęcie na koniec. Mąż widzi w tej rzeźbie uderzające podobieństwo do mnie ;) Ale że z książką to się zgodzę :)

sobota, 18 czerwca 2011

Pogoda w czerwcu nas nie rozpieszcza w Irlandii, toteż trzeba zobaczyć, co tam nowego mają w galerii?

Adam udzielał się plastycznie. Zostawił dla galerii na pamiątkę rysunek przedstawiający naszą rodzinę oglądającą obrazy.

 

czwartek, 16 czerwca 2011

 

Ech... chyba za bardzo przywiązuję się do rzeczy. Po czterech latach małżonek stwierdził, że czas wymienić rower na lepszy model. Tyle razem przeszli w boju, a tu nagle taka decyzja, nie mogę tego zrozumieć. Wystawił go na aukcję i niebieski rowerek fruuuu... do Finlandii zdzierać się na tamtejszych drogach. No przykro mi było, jak zapakował go w pudło i poniósł do kuriera. Dla mnie ta rzecz miała już swoją historię, chociaż nie ja na nim jeździłam. Raz tylko na niego wsiadłam, i kazałam się ściągnąć. Ale mąż uparcie twierdzi, że w interesach nie ma sentymentów. Nie sądziłam, że będzie mi tak żal...

Ps. a zdjęcie nie moje, mąż gdzieś skubnął z jakiejś strony, ale to ostatnie z tym rowerem, to tak postanowiłam tu wrzucić na pamiątkę.

  

środa, 15 czerwca 2011

Ale mnie duma rozpiera z powodu Adama. Zdał testy końcowe bardzo dobrze, a nic kompletnie się do nich nie przygotowywał. Wiedziałam, że będzie miał takie testy na koniec roku, ale daty nie znałam. I dobrze, bo bym go w książki zagoniła, co miało by odwrotny skutek. Ma podobnie jak ja przekorną duszę. Pod presją nic by nie zdziałał, a tak na luzie wszystko napisał, i jeszcze koledze dla żartu podawał złe wyniki, złośliwiec jeden.

 

Ostatnio bardzo go poruszyła bajka "Matki w mackach Marsa", stwierdził:

- To takie straszne i smutne, że nie mogłem tego oglądać. Naprawdę nie chciałbym mamo, żeby ciebie coś takiego spotkało.

Wzruszające :)

niedziela, 12 czerwca 2011

Od 2 lipca 1903 roku odbywa się wyścig samochodowy Gordona Bennetta. Trasa przebiega przez hrabstwa Carlow, Kildare i Laois. Pojazdy pochodzą z przed 1939 roku, więc jest na co popatrzeć, a przy okazji można przenieść się w czasie;) W piątek przez cały dzień przybywały do Tullow auta, zbierając się pod hotelem Mount Wolseley, a nazajutrz z rana udały się w dalszą drogę.

I kilka interesujących detali.

 

 A to ulubione zdjęcie Michelle. Za każdym razem jak je ogląda, pokazuje palcem na misia i się śmieje.

 

piątek, 10 czerwca 2011

Tak sobie czekam i czekam na książki z Merlina, i sobie jeszcze trochę poczekam. Zachciało mi się "Gulaszu z Turula", a dostępna dopiero od 9 czerwca, więc wstrzymano zamówienie do tego czasu, a  jakoś nie mogłam zrezygnować z tej książki. Zresztą mam już kolejną listę książek upragnionych. W trakcie uciążliwego oczekiwania podczytuję blogi i prasę. Wpadł mi w ręce miesięcznik "Pani" Małgorzaty Domagalik, którą doceniłam dawno temu czytając kilka jej książek o kobietach, a potem odkryłam, że jest redaktor naczelną tej gazety. Ciepła, kobieca, z dyskretną elegancją i życiową mądrością, mój ideał kobiety. Toteż wiem, że zawartość pisma, będzie dla mnie jak najbardziej satysfakcjonujący. W numerze czerwcowym same miłe niespodzianki. Na dobry początek teksty  Paula Coelho i Krystyny Jandy. Dalej wywiad z prezydentową Anną Komorowską, o której wiedziałam tylko tyle, że jest matką pięciorga dzieci. No i właśnie, jak sobie radziła z taką gromadką. Koleżanka pani Ani śmiała się opowiadając, jak to prasowała pieluszki dla dziecka, i narzekała, jaka jest przemęczona, a pani Ania na to "musisz sobie szybko sprawić następne dziecko, trzecie już w gazetę zawiniesz". Coś w tym jest. Też się trzęsłam z pierwszym dzieciakiem, przy drugim już większy luz, na trzecie pewno ledwo rzuciłabym okiem heh. Dalej artykuł "Z mężem mi do twarzy",a w nim zwierzenia znanych mężatek, z których wynika jasno, że człowiek może być szczęśliwy we dwójkę, pod warunkiem, że dojrzeje do związku, kocha mądrze, i nie odbywa się to kosztem siebie samego. Wywiad Małgorzaty Domagalik z Andrzejem Sewerynem, którego ostatnio oglądałam w "Różyczce", też było ciekawie poczytać. Felieton Romy Ligockiej, trochę wspomnień o swojej matce, która jednocześnie była jej najlepszą przyjaciółką, skłonił mnie do zadzwonienia do swojej rodzicielki, z którą też mam świetny kontakt, i mam nadzieję, że z Michelle też będzie mnie łączyć tyle wspólnych spraw:) Co do Romy to ostatnio zapisałam sobie na listę książek upragnionych jej "Kobietę w podróży", wcześniej czytałam "Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku", i pomimo tylu lat nadal tę książkę bardzo dobrze pamiętam. Co jeszcze mi się podobało? Teksty psychologiczne, zawsze mnie interesują, o czym by nie było. Za to w dziale "Kuchnia z pasją" sushi chyba mnie prześladuje. Zachęta do kuchni japońskiej przez Tadeusza Pióro była całkiem do rzeczy, ale jak przeczytałam cytuję "lecz opanowanie sztuki robienia ryżu do sushi zajmuje przeciętnie 10 lat, i to pod warunkiem, że kucharz niczym innym poza ryżem się nie zajmuje" to wymiękłam. No i te przepisy. Da się to pewnie zjeść, ale bez ochów, achów, i ale pycha. Nie czytam horoskopów, ale tym razem się skusiłam. Mam zadbać o zdrowie. No to się wziełam, i na razie nic z tego nie wyszło. Pobiegłam do nazwijmy to po polsku ośrodka zdrowia, żeby zapisać się na testy krwi. Nic z tego, najpierw musi mnie zbadać lekarz i stwierdzić czy skierować mnie na badanie. Ot tak sobie z własnego widzi mi się nie mogę naciągnąć sobie państwa na koszty. Ciekawe, że małżonek kilka miesięcy temu robił takie testy, bez żadnej konsultacji z lekarzem (urok osobisty czy jak?). No więc siedzę teraz i myślę, jaki to powód podać byle był prawdopodobny, bo kłamać nie umię, zacznę się mieszać, to się pokapuje i spławi mnie doktorek, jak nic.

niedziela, 05 czerwca 2011

Kolejna farma dla dzieci. Ta znajduje się w Courteencurragh koło Gorey w hrabstwie Wexford. Już na wejściu kawiarenka utrzymana w wiejskim klimacie.

Przejażdżka specjalnym wozem strażackim to jedna z atrakcji farmy. Cóż mogę dodać, wytrzęsło nami porządnie na tych polnych wertepach, ale sami się w końcu prosiliśmy heh.

Dojenie sztucznej krowy nie jest łatwizną, ale Adam w pełni zaangażował się w to zadanie.

Przodował też w karmieniu zwierząt.

Michelle nawiązywała nowe przyjaźnie...

...by po chwili przyjaźń mocno nadszarpnąć.

 

A na obiad to już chyba pozostaje nam potrawka z królika lub królik w sosie własnym ;)

 

czwartek, 02 czerwca 2011

Kilka filmów godnych uwagi i polecenia. Na początek thriller psychologiczny "Czarny Łabędź" (2010).

Rzecz dzieje się w środowisku tancerzy. Młoda i zdolna baletnica Nina dostaje główną rolę Królowej Łabędzi, zatraca się w tej roli i nie odróżnia spektaklu od rzeczywistości. Nie jest jej lekko, próby baletu są bardzo ciężkie, rywalizuje z nową koleżanką Lily, która może odebrać jej wymarzoną rolę, a w domu czeka na nią toksyczna matka. Nina odkrywa swoją mroczną stronę osobowości. Chwilami też nie wiedziałam co jest realne, a co dziejące się w jej wyobraźni i tak, jak Nina co chwila gubiłam się i odnajdywałam w tym filmie.

 

Kolejny film to "Miasto złodziei" (2010)- dramat, kryminał, romans i thriller w jednym.

Pewnej szajki złodziei okradającej banki nikt dotąd nie złapał na gorącym uczynku. Jednym z członków gangu jest Dough McRay, którego matka porzuciła za dziecka, i teraz nie wchodzi w bliskie realacje z ludźmi. Sytuacja się zmienia, gdy podczas jednego napadu biorą za zakładniczkę pracownicę banku. Wypuszczają ją, ale kobieta żyje wciągłym strachu. Potem poznaje mężczyznę i zaczyna się z nim spotykać, ale nie wie, że to ten sam człowiek, który ją przetrzymywał.

 

"Fighter - kochaj i walcz" (2007) to duński film o dziewczynie z tureckiej rodziny żyjącej w Danii, której pasją jest kung fu. Jest tak dobra, że powinna trenować w klubie dla zawodowców. Musiałaby jednak trenować z mężczyznami, i to spotyka się z niezrozumieniem muzułmańskiej rodziny. Mimo to potajemnie zapisuje się do klubu, co ma katastrofalne skutki nie tylko dla niej, ale i dla najbliższych.

 

Dramat "Niepokonani" (2010) został oparty na książce Sławomira Rawicza pt. "Długi marsz". W latach pięćdziesiątych książka ta zdobyła ogromną popularność na Zachodzie, i została wydana w wielu językach.  W  1940 roku kilku więźniów uciekło z sowiedzkiego łagru, przeszli przez rok na piechotę kawał Syberii, Mongolię, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, aż do Indii. Była to jedna z najbardziej zuchwałych ucieczek, jaką poznał świat. Na koniec pokazano kilka ujęć historycznych o rozprzestrzenianiu się reżimu komunistycznego, i jego upadku dzięki "Solidarności". W takich momentach czuję dumę, że jestem Polką :)

 

12:04, rowena77 , film
Link Dodaj komentarz »