poniedziałek, 26 maja 2014

 

... a w zasadzie dwa zjazdy. Na pierwszy wpadliśmy na chwilę tydzień temu w Ducketts Grove zorganizowany przez klub w Carlow. Pogoda nie dopisała, mżawka od samego rana, toteż frekwencja zarówno aut, jak i odwiedzających równie mizerna. Chociaż nie znam się na motoryzacji, to bardzo lubię oglądać dawne samochody, dla samego ducha minionych czasów. Można było podziwiać okazy od tych wyprodukowanych przed wojną, aż do aut z roku 1980.

 

 

 

 

Drugi zjazd był wczoraj w Rathwood, gdzie spotkały się kluby z Tullow, Carlow i Kilkenny. Pogoda do południa całkiem dobra, potem zebrały się chmury i znowu zaczęło padać. Udało mi się zrobić znacznie więcej zdjęć.

 

 

 

 

 

 

Małżonek wypatrzył fiata, staliśmy i zachwycaliśmy się ;)

 

 

 

A małe dziewczynki najbardziej lubią samochody w motylki :)

 

czwartek, 22 maja 2014

 

Na prośbę czytelników publikuję jeszcze jedną legendę mojego autorstwa, tym razem o Lajkoniku :)

 

 LAJKONIK

 

W Krakowie Lajkonik bryka,

co roku po mieście fika.

W azjatyckie szaty przebrany,

flisak pędzi już od bramy.

 

Na koniku ozdobionym

Rynkiem Głównym zapełnionym,

buławą razy na szczęście,

rozdaje ludziskom wszędzie.

 

To na pamiątkę obrony

przed Tatarami, odważny

był każdy flisak na rzece

i też miał waleczne serce.

 

Bo napaść Tatarzy chcieli,

na Kraków się zaczaili,

wciąż marząc o łupach wielkich,

bogactwach i dobrach wszelkich.



Był Tatar wrogiem zajadłym

zdradzieckie wojska zakradły,

by na koniec na spoczynek

udać się aż pod Zwierzyniec. 
 

Odkryli plany flisacy.

Napadli na zgraję śpiących.

Miasto przed wrogiem ratując

i bohaterstwem się sławiąc.

 

I obłupiwszy się w skarby,

wdając się w rolę Azjaty,

przebierali się flisacy,

w przepiękne stroje i szaty.

 

Potem na koniach pognali,

w bramy Krakowa udali,

żarty i swawole mając,

a wśród ludzi trwogę siejąc.

 

Krakowianie żart poznali,

do burmistrza się udali.

Ten nakazał już co roku,

Lajkonika witać w rynku.

 

Teraz sobie biega, skacze,

w tradycyjne swoje harce.

Jak buławą raz przydzwoni,

to szczęście wnet cię dogoni.

 

 



wtorek, 20 maja 2014

Michelle bierze udział w konkursie międzyszkolnym "Czytam z mamą, czytam z tatą" zorganizowanym przez Polską Szkołę w Galway. Konkurs polega na przeczytaniu dziecku bajki, a potem na wykonaniu do niej ilustracji. Aby dostać się do następnego etapu w konkursie trzeba zebrać jak najwięcej lajków na facebooku, dlatego jeśli się nudzicie, to zapraszamy do głosowania :)

 

 

Michelle lat 4, ilustracja do książki "Pan Kuleczka" Wojciecha Widłaka reprezentuje Polską Społeczną Szkołę w Carlow.

Głosowanie pod linkiem:

https://www.facebook.com/318920258123377/photos/a.871627209519343.1073742098.318920258123377/871627439519320/?type=1&theater

 

poniedziałek, 19 maja 2014

... to się lubi co się ma. Jak się nie ma ogrodu, to się kombinuje inaczej, upycha zieleń w doniczkach i rozstawia gdzie się da. Ważne, że można wśród zieleni relaksować się wygrzewając w słońcu. Kot Mike już dawno przekonał się do mojej koncepcji i jest niemal stałym elementem dekoracyjnym, przynajmniej w pogodne dni ;)

 

 

W tym roku również stawiam na fiolety, biel, a także róż i odrobinę czerwieni lub bordo. Szkoda, że większość roślin będzie kwitła latem, jak mnie nie będzie. Na pociechę mam teraz bratki.

 

 

Zbójowate spojrzenie, ale to największy pieszczoch pod słońcem :)

 

 

A ogród z prawdziwego zdarzenia możemy podziwiać w Altamont. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżam wygląda inaczej, gdyż coraz to inne rośliny zakwitają. Teraz to już feeria barw.

 

 

 

 

 

 

czwartek, 15 maja 2014

...które ostatnio miałam okazję przeczytać, a które warto polecić szczególnie dla znudzonych klasyką typu Śnieżka, Czerwony Kapturek tudzież na przykład taki Piotruś Pan. Nie mam nic przeciwko tym pozycjom, ale nie jestem w stanie bez końca czytać w koło to samo. Trochę też ubolewam nad poezją dla dzieci, gdyż mam wrażenie, iż jest ona zdominowana przez Tuwima i Brzechwę. Zawsze potrzebuję świeżych historii, nowych bohaterów, z którymi moje dzieciaki łatwo by się identyfikowały. Ale żeby nie było, do klasyki również sięgam - po polskie baśnie i legendy, gdzie obok tych najbardziej znanych przewijają się nieznane, które dla mnie osobiście są jak nowości.

Dwie pierwsze pozycje to w zasadzie serie książek, którymi zachwyca się moja rodzinka od lat i kolekcjonujemy je z zapałem. Toteż chętnie do nich wracamy.

 

 1. "PAN KULECZKA" - WOJCIECH WIDŁAK

. 

Do "Pana Kuleczki" jesteśmy przywiązani od 10 lat i na początku nie były to książki, a opowiadania publikowane w miesięczniku "Dziecko", które czytałam synowi. Dopiero znacznie później zaczęto wydawać książki i do dziś udało nam się skompletować wszystkie. Drugi też rok z rzędu posiadamy kalendarz z Panem Kuleczką. Jest to ciepła i mądra książka o rodzinie skierowana dla rodziny. Pan Kuleczka jest tu postacią, która opiekuje i czuwa nad swoimi podopiecznymi. Pomimo różnych osobowości i wynikających z tego konfliktów, udaje mu się zawsze załagodzić sytuację i pogodzić zwaśnionych. Te historie są również o takich drobnych radościach życia codziennego, które warto celebrować, a także o tym jak wielką wartością jest czas spędzony razem. Dużym plusem książki są piękne ilustracje autorstwa Elżbiety Wasiuczyńskiej, która przekazuje ciepły klimat historyjek. Idealna dla najmłodszych czytelników.

 

2.  "CHARLIE I FABRYKA CZEKOLADEK" - ROALD DAHL

Roald Dahl napisał kilkanaście książek dla dzieci. Chyba najbardziej znana to "Charlie i fabryka czekolady", na której podstawie nakręcono film. Z przykrością musze stwierdzić, że już tylko kilka jego książek mam do zaliczenia, większość już przeczytałam i wszystkie w języku angielskim. I chociaż nie należę do najpilniejszych uczniów tego języka, to książki Dahla uwielbiam. Oczywiście w Polsce na rynku wydawniczym są od dawna tłumaczenia, tak więc można je zdobyć. Co je wyróżnia od innych to: pomysłowość, absurd i humor, a wszystko to uwieńczone morałem.

 

3. "BAŚNIE I LEGENDY POLSKIE" - PRACA ZBIOROWA

Zbiór polskich baśni i legend, które każdy młody Polak powinien znać. Oprócz popularnych autorów (Konopnicka, Kraszewski), niewątpliwie wielką zaletą są piękne ilustracje pani Magdaleny Kozieł-Nowak, dzięki czemu każda strona zachwyca i zabiera czytelnika w cudowny, magiczny świat baśni. Warto zapoznać się z mądrością ludową przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

 

4. "DYNASTIA MIZIOŁKÓW" - JOANNA OLECH

Myślę, że nie ma takiej osoby, której by nie rozśmieszyła ta książka i choćby dlatego warto ją przeczytać. Dobre lekarstwo na wszystkie smutki. Mimo nieciekawej okładki, w środku wizualnie jest lepiej. Książka ma formę pamiętnika, co sprawia, że szybko się ją czyta. Dla dzieci 10+ szczególnie polecam, bo spotykają się z podobnymi problemami na co dzień, tylko przypuszczam, że nie aż w takiej ilości w ciągu jednego dnia. Starsi też będą się świetnie bawić. Zawiera też dużo trudnych wyrazów, co myślę, że zachęci do korzystania ze słownika.

 

5."OPOWIEŚĆ O BŁĘKITNYM PSIE" - BEATA MAJCHRZAK 

 ... czyli o rzeczach trudnych dla dzieci, tego podtytułu nie zauważyłam, dopiero w trakcie czytania sama mi się nasunęła taka myśl "jak pięknie to napisane, o takich trudnych sprawach". Bo nie jest łatwo mówić o niskim poczuciu wartości, kalectwie, chorobach, przemijaniu, śmierci, a tu tak wspaniale opisane jest życie "nieidealnych" przyjaciół, a nad nimi wszystkimi czuwa wielki Niebieski Pies, który każdego przytuli, pocieszy i wytłumaczy.

 

6. "KOSMICZNI ODKRYWCY" - GRAŻYNA BĄKIEWICZ

Franio i jego babcia wyruszają w podróż kosmiczną. Odkrywają nowe planety i poznają coraz to niezwyklejszych mieszkańców. Okazuje się, że różnice w wyglądzie nie są przeszkodą w zaprzyjaznianiu się, a nawet kosmiczni piraci, którzy posiadają paskudne charaktery, potrafią zaopiekować się psem Frania.  Widać z każdego można wydobyć dobro, a babcia jest w tym niezastąpiona, wszystkich też częstuje pierogami trafiając przez żołądek do serca. Po powrocie otrzyma mnóstwo pocztówek z kosmosu, a każda z prośbą o przepis na pierogi.

 

7. "KOCHAM POLSKĘ. HISTORIA POLSKI DLA NASZYCH DZIECI" - JOANNA WIELICZKA-SZAREK, JAROSŁAW SZAREK.

Pięknie  ilustrowana historia Polski w pigułce. Poprzez poznanie dziejów, bohaterów narodowych i tradycji, książka rozbudza w dzieciach miłość do Ojczyzny. Dzięki tej pozycji młody czytelnik staje się świadomym i dumnym ze swojego pochodzenia Polakiem.

 

8. "POLSKIE LEGENDY - WERSJA POLSKO-ANGIELSKA"

Polskie legendy w wersji polsko-angielskiej okazały się dla mnie bardzo przydatne. Dzięki tej książce mogłam zapoznać swojego irlandzkiego sąsiada z treścią książki i mieć pewność, iż wszystko zrozumie. Po każdej legendzie pytał się czy to prawdziwa historia czy zmyślona, a z tym było różnie. Wspaniałe ilustracje, a także słownik polsko-angielskich słówek przy każdej historyjce był bardzo przydatny, gdyż mogłam przy okazji potrenować i utrwalić słówka. Syn poszedł na łatwiznę i przeczytał tylko wersję angielską:)

 

9. "WIERSZE DO PODUCHY" - MAŁGORZATA STRZAŁKOWSKA

Dla maluszków na dobranoc, ciepła, pogodna, pełna dobrego humoru. Wprowadza w klimat do zasypiania, po takiej lekturze dzieci na pewno mają miłe sny. Książka oprócz cudownych, nastrajających ilustracji, jest bardzo estetycznie wydana. Posiada miękką okładkę z gąbki, jeśli ktoś lubi się przytulać do książki, to "Wiersze do poduchy" idealnie się do tego nadają.

 

 10. "CO TY MÓWISZ ? " - ANETA ZAŁAZIŃSKA, MICHAŁ RUSINEK

Tutaj są dwie równoległe książki. Historie współczesne z życia Zosi, która w szkole i w domu próbuje dobrze komunikować się z innymi. Na części dolnej stron znajduje się komiks o czasach starożytnych (kolebki retoryki). I tak dowiadujemy się o magii słów, o  posługiwaniu się sztuką mówienia. Odpowiada na pytania: jak przekonać innych do swoich racji,  pokonać stres przed publicznym wystąpieniem, poznać różnicę między słowem mówionym, a pisanym i wiele innych ciekawych zagadnień. Myślę, że ta książka może być przydatna bez względu na wiek, bo któż by nie chciał świetnie i skutecznie władać językiem.

 

czwartek, 08 maja 2014

 

... tak się tęskniło mi ostatnio, toteż decyzja zapadła i na całe wakacje z dzieciakami do Polski w rodzinne strony jadę. Do mamusi na wieś, na zieloną trawkę i żeby słonka cieplejszego zażyć, bo te irlandzkie deszcze robią się już dla mnie nieznośne. Sama myśl o ciepłym (mam nadzieję) lecie, jest bardzo pokrzepiająca i radośnie nastawiająca.

Poza tym ważne sprawy mnie też wzywają, które należało czas najwyższy załatwić, a ja sobie tak lekko odkładam na świętego nigdy. No i najważniejsze wydarzenie to brat mi się żeni, więc stawić się należy całą rodziną. Mąż co prawda zostaje w Irlandii, ale dojedzie na ostatnie dwa tygodnie i załapie się na ślub.

Myślałam, że syn się nie zgodzi na ten wyjazd, gdyż uzależniony od konsoli, ale nie było problemu. Upewnił się tylko na skype czy babcia zrobi rosół i pierogi w wersji ruskie lub z truskawkami i zaakceptował pomysł. Zaskoczył mnie tylko, że taki z niego smakosz i gotów poświęcić swoje rozrywki. Kto by pomyślał.

A co do atrakcji to już sobie wynajdziemy: będziemy zwiedzać okolicę, uczestniczyć w miejscowych wydarzeniach kulturalnych, no i biblioteka, która praktycznie znajduje się rzut beretem od rodzinnego domu, a w niej rarytaski, na które miałam już dawno chęć, mam tylko nadzieję, że będą dostępne. Zakupy książkowe też planuję, bo zaopatrzenie solidne na zimę muszę zrobić.

Tralala hopsasa i dzieciaki w końcu wyhasają się dowoli :)

 

 

niedziela, 04 maja 2014

Tak przez te majowe święta ckni mi się za Polską.  Z tej okazji publikuję jeden z wierszy dla dzieci mojego autorstwa. "Legenda o zaczarowanych gołębiach", które to gołębie urzędują na stałe na krakowskim rynku. Książę, o którym mowa piastował w XIII wieku i zwał się dokładnie Henryk IV Prawy. Przeczesałam swoje zbiory ze zdjęciami i na tę okazję wyszukałam fotografie z rzeźbami rycerzy :)

 

 

 

LEGENDA O ZACZAROWANYCH GOŁĘBIACH 

 

Henryk IV książę wielki

chciał dobrobyt zrobić wszelki

zjednać wszystkie księstwa ziemie

i wzbogacić własne mienie.



Na króla się koronować,

ale jak miał to dokonać?

Kiedy w skarbcu brak pieniędzy,

a rycerstwo – obraz nędzy?

 

Z pomocą doń wróżka przyszła,

i zaklęcie wymówiła,

rycerstwo księciu oddane,

w gołębie zaczarowane.

 

Obsiadły kościół Mariacki

biorąc kamyczki w swe dzióbki,

złoto na ziemie zrzucały,

całe dukaty spadały.

 

Księcia służba niesie kosze,

toż to przecież nie są grosze?

Raptem pan stał się bogaty

i na misję ma dukaty.

 

 Co mu tam z pieniędzy teraz,

gdy zabrakło wojska naraz.

Nie ma rycerzy mocnych już,

tylko ptaki na rynku, tuż.

 

Wróżka głową pokiwała

Księciu szansę drugą dała:

niech do Rzymu on pojedzie

papieża zjednać do siebie.

 

Papież go pobłogosławi,

wtedy czary się naprawi.

Wojsko znowu się przemieni,

z ptaków na wojaków zmieni.

 

Książę rady tej wysłuchał,

lecz niestety nie posłuchał.

W hulaszcze życie się wdawał,

pieniędzy mnóstwo wydawał. 

 

Stracił tak wszystkie dukaty

na swawole i na uczty,

zabawy, dary też może,

aż puste zostały kosze.

 

Nie wrócił on do Krakowa,

taka była wola Boga,

a ta drużyna zaklęta,

wciąż czeka na swego księcia.

 

I tak na rynku latają,

okruchy chleba zbierają,

wojska nikomu nieznane,

w gołębie zaczarowane.