niedziela, 29 kwietnia 2012

Kiedy czytam fantastykę oczekuję od autora, że za pomocą słów przeniesie mnie w swój wymyślony świat i uwierzę że jest tak, jak mi tu pisze. Gdy czytałam wieki temu "Jurassic park" Michaela Crichtona to jeszcze przez tydzień byłam przekonana, że pod podłogą mnożą mi się dinozaury. Natomiast film, za którym swego czasu ludzie poszaleli, nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Zawsze podziwiałam i podziwiać będę autorów, którzy potrafią swoimi słowami wpłynąć na postrzeganie rzeczywistości. Niestety Siergiej  Łukjanienko nie powalił mnie swoimi wymyślonymi światami, które sobie tak równolegle z naszą rzeczywistością funkcjonują. Główny bohater Kirył Maksimow przeskrobał, nagrabił sobie w swoim świecie, potem dał nogę w inne światy. Mimo, że próbowano go zlikwidować, nieszczególnie się o niego martwiłam. Być może przeszkodą w puszczeniu wodzy fantazji było zupełnie co innego. Otóż Łukjanienko, a właściwie jego główny bohater rozpoczyna każdy rozdział spostrzeżeniami socjo- filozoficznymi z przykładami z życia wziętymi.  Tak się na tym koncentrowałam, że kiedy akcja toczyła się dalej opędzałam się od niej, jak od natrętnej muchy. To chyba nie jest książka tak do końca  dla mnie. Podejrzewam natomiast, że jeśli powstanie film na podstawie "Brudnopisu" i "Czystopisu" z efektami specjalnymi, to może mnie on powalić tak, jak "patrole" i odszczekam wszystko co tu napisałam;)

środa, 25 kwietnia 2012

Naturschutz Tierpark w Goerlitz należy do najmniejszych ogrodów zoologicznych na terenie Niemiec (zajmuje jedynie 5 ha ), ale pod względem jakości życia zwierząt do najlepszych. Znajduje się tu ok. 500 zwierząt. Szczególną atrakcją dla dzieci jest zagroda wiejska ze zwierzętami do głaskania.

O tej porze roku najciekawszym zajęciem jest obserwowanie kurczaczków :)

Można być nawet świadkiem wyklucia się takiego maleństwa. To okienko było bardzo oblegane przez dzieciaki :)

Wygrzewają się kurczaczki, wygrzewają się prosiaczki...

W ubiegłym roku Michelle na widok kucyka reagowała płaczem. W tym roku zaskoczyła wszystkich swoją odwagą i ufnością. Chętnie by wskoczyła na koń ;)

Wioska tybetańska

Na terenie ZOO znajduje się wiele gier edukacyjnych hołdujących idei - uczymy się bawiąc :)

W ten ciekawy sposób można na przykład poznać mieszkańców łąki.

Przekonaj się czy bliżej ci do człowieka czy do małpy? ;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Dzisiaj 23 kwietnia przypada Międzynarodowy Dzień Książki. Z tej okazji w sobotę w Polskiej Szkole w Carlow prezentowano liczne konkursowe prace uczniów. Oczywiście Adam również wziął udział. Wystartował w konkurencji na temat "Ulubiony bohater z książki" i namalował Pana Kleksa. Poniżej rozmiarem największa praca konkursowa. Wyniki prawdopodobnie ogłoszą dopiero za tydzień. Trzymamy kciuki :)

Poniżej prace w kategorii "Okładka książki"

A tu przepiękne zakładki do książek.

A przy okazji odbył się kiermasz książek. Oczywiście skusiłam się na jedną, a jakże by inaczej ;) Tym razem kupiłam powieść kryminalno-szpiegowską "Cmentarz w Pradze" Umberto Eco.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Dzisiaj wspominki :) W cieniu pałacu we Włosieniu (jakieś 200 - 300 m) znajduje się mój dom rodzinny. Przed wojną spełniał wiele funkcji. Była tam poczta, piekarnia, a kolejarze z pobliskiej stacji mieli tam pokoje sypialniane. Kiedyś pojawiła się pewna Niemka, która po wojnie wraz z rodziną musiała opuścić ten dom. Była wtedy małą dziewczynką. Wspominała, gdzie był ogród , szopa, albo jak były urządzone pokoje... Cóż jednak zrobić, wiatr historii dmucha ludzi w różne strony.

Ale nie o tym domu miałam pisać, ale o pałacu :)

Pałac we Włosieniu (gmina Platerówka) został wybudowany w 1720 roku przez marszałka ziemi zgorzeleckiej Hansa Gottloba von Gablenz. Na uwagę zasługują jednak lata 1931 - 1945, kiedy to majątek należał do hrabiego Maksymiliana von Sponeck, gdyż za jego sprawą w pałacu kwitło życie towarzyskie. Przyjeżdżała tu arystokracja z całych Niemiec, a także zagraniczni dyplomaci, jak irlandzki ambasador Wornoc czy brytyjski attache wojskowy Brown. Po wojnie pałac został ogołocony przez szabrowników i popadał w ruinę. Dopiero w latach 1976 - 78 wyremontowano go i zrobiono w nim hotel. Niestety niedługo cieszono się wypoczynkiem w pałacu. W 1979 roku został strawiony przez pożar. Poniżej pałac na przedwojennej pocztówce.

A tu zdjęcia z obecnego stanu. Pałac żal patrzeć niszczeje...

 

Ale jest nadzieja. Otóż nieoficjalnie Ziemia Lubańska podaje, że znalazł się inwestor, który planuje odbudować pałac. Ma tu powstać centrum hotelowo - konferencyjne. Grunt pałacowy zajmuje ok. 100 ha i przeznaczony będzie na park spacerowy i ścieżki rowerowe.

Gdyby plany te zostały zrealizowane była by to wielka szansa na rozwój dla tej gminy. Młodzi ludzie nie uciekali by stąd do dużych miast lub za granicę tak, jak my. Zawsze uważałam, że to miejsce ma ogromny potencjał. Potrzebuje tylko i aż pomysłu i funduszy.

Myślę, że gdyby odbudowano ten pałac, to już wiem gdzie co roku spędzałabym wakacje. Wiadomo, że w rodzinnych stronach :)

 

piątek, 20 kwietnia 2012

Pierwsze co się rzuca w oczy to maskotki Euro 2012 Slavek i Slavko. Nie jestem fanką piłki nożnej, ale trzymałam kciuki, aby Euro 2012 odbyło się w Polsce i na Ukrainie. Organizacja takiego przedsięwzięcia niesie ze sobą inwestycje, co już mogłam zobaczyć i przekonać się podczas podróży. Nie wiem, jak jest w innych miastach, ale we Wrocławiu nowy terminal połączony płynnie z nową autostradą były dla mnie bardzo dużym udogodnieniem. Na pewno będę oglądać otwarcie mistrzostw. Liczę na ciekawy program artystyczny :)

Na pamiątkę z Polski przytargałam 11 nowych książek, 2 stare i audiobooka.

Audiobookiem jest pierwsza pozycja na stosiku czyli "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy. Tak skrzętnie pani prezydentowa ukrywała się przed rozgłosem, a teraz tak nagle ni z tego ni z owego przemówiła, mam ochotę posłuchać co ma do powiedzenia. Pomysł kupna audiobooka zamiast książki wyszedł od męża, który podłamał się na widok jej grubości i wagi ;)

Kolejna pozycja to "Tajemnice Lubania" Janusza Skowrońskiego. Lubań to miasto, w którym urodzili się po wojnie moi rodzice, potem ja i mój syn. Więc jest to miasto dla nas szczególne i mam ochotę poznać jego rozwiązane już historyczne zagadki.

Szymona Hołowni dwie książki "Ludzie na walizkach" i "Ludzie na walizkach. Nowe historie". Zwierzenia ludzi ciężko doświadczonych przez los, pomimo tak trudnych tematów czytałam opinie, że pozytywnie nakręca. Zobaczymy.

"Klaudyna odchodzi" francuskiej kontrowersyjnej, jak na tamte czasy pisarki Colette. Tę akurat książkę odłożę na półkę, muszę najpierw zdobyć trzy jej poprzedniczki, gdyż "Klaudyna odchodzi" jest czwartą książką zamykającą cykl o życiu Klaudyny. Ktoś z Was czytał poprzednie części? Warto kupić?

I kolejny francuski autor Eric-Emmanuel Schmitt. Wcześniej nic nie czytałam tego autora, ale od dawna planowałam kupić jedną jego książkę na spróbowanie. Jak wpadłam do księgarni, chwyciłam się od razu za cztery pozycje. Mam wrażenie, że się polubię z tym filozofem i znawcą ludzkiej duszy:)

"Przypadki pani Eustaszyny" Marii Ulatowskiej to zabawne perypetie starszej pani. Bożena Dykiel powiedziała o niej, że jest napisana szlachetną polszczyzną. Jestem ogromnie ciekawa połączenia sztywnego bądź co bądź języka i humoru.

Dla moich dzieci skromnie, tylko jedna książka i już tłumaczę dlaczego. Otóż Adam ma teraz możliwość wypożyczania polskich książek dla dzieci w szkolnej bibliotece. Ostatnio polonijna szkoła w Carlow dostała fundusze i biblioteka wzbogaciła się o wiele książek. Co tydzień, dwa, syn biega tam wypożyczać i nie nadążam już z czytaniem. A co kupiłam? "Pamiętnik Czarnego Noska" Janiny Porazińskiej o misiu z przedwojennego tygodnika dla dzieci "Słonko". Tak naprawdę szukałam kolejnych części "Pana Kuleczki" Wojciecha Widłaka, ale nigdzie nie znalazłam. Natomiast wpadł mi w oko ten Czarny Nosek z powodu szaty graficznej. Miałam takie przeczucie, że ilustratorka jest wspólna dla tych książek, aczkolwiek nie wiedziałam tego na pewno. W domu okazało się, że miałam rację. Elżbieta Wasiuczyńska jest autorką  pięknych ilustracji zarówno Pana Kuleczki, jak i Czarnego Noska, ale miałam nosa;)

A dla mojego męża za aktywność kolarską też nagroda się należy. Będzie sobie teraz czytał i oglądał "Tour de France. Ilustrowana kronika wyścigu".

Poniżej sfotografowałam dekorację ścienną zachęcającą do odwiedzenia księgarni w centrum handlowym w Zgorzelcu. Mnie szczególnie zachęcać nie trzeba, ale ściana na której wszyscy są zaczytani była bardzo interesująca :)

 

czwartek, 19 kwietnia 2012

Jakby nie ta męcząca i kosztowna podróż, to można było by częściej odwiedzać Polskę, ale niestety nie ma tak fajnie. Szczęśliwie dotarliśmy do domu i nasze rzeczy też. Obyło się bez dopłat, niepotrzebnie tak panikowałam. Mimo, że jest to blog z Irlandii powrzucam tu trochę zdjęć z Polski od czasu do czasu. Muszę jeszcze po przeżywać swoje rodzinne strony :)

Tytuł poniższego zdjęcia: Dziedziczka na włościach wyskoczyła na polowanie. Szczęśliwie żadne zwierzę nie ucierpiało. Bo ja to nigdy się nie nudzę;)

środa, 18 kwietnia 2012

Plan na dziś : pakowanie, upychanie, załadowanie się w walizki. Jak upchnąć teraz ten stos książek? Na dodatek dostaliśmy kupę prezentów od rodziny i co zrobić, żeby nadbagażu nie płacić na lotnisku ?

Po południu wyjeżdżamy, odlatujemy wieczorem.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Wczoraj Lubań, dzisiaj zaliczyliśmy Zgorzelec.

Muzeum Łużyckie niestety zamknięte :(

Dom niemieckiego filozofa Jakuba Boehme zamknięty :(

Tylko wystawa w MDK na temat wędrówek gatunków otwarta :)

No i dwie księgarnie zaliczone i książki z nich wyniesione;)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Choćbym chciała to nie mam ani chwili, żeby usiąść z książką w ręku (odwiedzanie rodziny, wizyta na cmentarzu).

W ramach rekompensaty robię zapasy książkowe. Dzisiaj kupiłam kolejne trzy pozycje. Same nowości wydawnicze. Szczegóły po powrocie.

A poza tym myślałam, że się popłaczę kiedy zobaczyłam swoją ulubioną starą księgarnię przerobioną na odzieżowy. To skandal! Mama kupowała mi tam bajeczki i myślałam, że swoim dzieciakom też tam kupię. A tu zamiast rodzinnej tradycji - szok!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Nie tylko z Polski z Niemiec też, jak szaleć to szaleć :) Ale po kolei.

Wesele udało się w 100%. Zadowolona jestem jak nie wiem co. Byłam w drużynie panny młodej. Zgrani, zwarci i gotowi udzielaliśmy się w konkursach i na parkiecie. Kuzynka powinna być z nas dumna;) Zdjęć nie robiłam, liczę na fotografie profesjonalisty. Naprawdę bardzo zabawnego mieli fotografa. Specjalnie czekał i atakował obiektywem ludzi w takich momentach, w których człowiek niekoniecznie chciałby być uwieczniony (ocieranie potu z czoła chusteczką, wpychanie do buzi ciasta, pijąc wódkę, poprawiając się). Przewiduję, że śmiechu będzie kupa przy oglądaniu.

Dziś się nie lenimy, a że mamy blisko do granicy niemieckiej szybki wyskok do Tierpark (to takie ZOO) w Goerlitz. Dzieci nie braliśmy na wesele, więc trzeba im to było jakoś wynagrodzić. Potem jeszcze na kawkę i desery do centrum handlowego, ale już w Zgorzelcu. Chyba nie będę oryginalna jeśli napiszę, że przechodząc koło księgarni, jakaś tajemna siła pociągnęła mnie do środka, a wyskoczyłam już jako dumna posiadaczka kolejnej książki i dla odmiany audiobooka. Posłuchać też dobra rzecz).

Plan na dziś: wykonany.

sobota, 14 kwietnia 2012

Rano byłam na układaniu włosów. Fryzura jest według fantazji mojej fryzjerki. Cala noc nie spala, myśląc nad swoim dziełem. Ja to lubię dawać ludziom takie wyzwania ;)

Plan na dziś: wspaniale bawić się na weselu mojej kuzynki :)

piątek, 13 kwietnia 2012

Wczoraj mąż z dzieciakami na "audiencji" u swojej rodziny, a ja spędzałam czas po swojemu. Miałam się chwycić za książkę, ale ostatecznie wyskoczyłam z bratem i jego dziewczyną do centrum handlowego. Ostatni dzwonek, żeby kupić brakujące części garderoby na wesele. Nie byłabym sobą, gdybym nie zahaczyła o księgarnię. Wyszłam bogatsza o dwie książki. Po niedzieli idę na podbój kolejnych księgarń;)

Dzisiaj wyciągnęłam dzieciaki na spacer do pobliskiego parku, gdzie jeszcze sterczą ruiny pałacu. Potem na fajny plac zabaw, który niedawno postawiono.

Plan na dziś: cała czwórka umówiona u fryzjera.

Ps. zdjęcia i opisy po powrocie.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Wczoraj wieczorem wylądowaliśmy na lotnisku we Wrocławiu. Lekko dezorientacja, czy to na pewno tu??? Od 11 marca został oddany do użytku nowy terminal. Ale tam teraz pięknie. Przynajmniej jakiś pożytek z tego całego Euro :) Na dzień dobry wypróbowaliśmy lotniskową restaurację "Krawczyk". Ceny jak w Irlandii.

Plan na dziś: leniuchowanie, trzeba dojść do siebie po wczorajszej, podróżniczej eskapadzie. Mama zasypała mnie książkami,  pewnie nie wytrzymam i na jedna się skuszę :)

wtorek, 10 kwietnia 2012

Piąty rok z rzędu mój małżonek wymyślił sobie, że zamiast spędzać Wielkanoc z rodziną woli się przez trzy dni wyhasać w terenie na świeżym powietrzu. Przyznaję, że za pierwszym razem ostro vetowałam, ale potem machnęłam już ręką. To już u nas rodzinne, że każdy się gdzieś sprawdza: Adam w konkursach plastycznych, ja w pisaniu, a mąż w kolarstwie. Ewentualne porażki nas wcale nie łamią, liczy się fajna zabawa. Nie traktujemy tego super poważnie. Ważne, żeby ciekawie spędzać czas.

W tym roku mąż jeździ dla klubu Slipstream C.C. Gorey. W trzydniowym wyścigu wzięło udział 187 zawodników. W klasyfikacji generalnej udało mu się zająć 10 miejsce. Duma rodzinę rozpiera :)

Nie mogłam się oprzeć i buchnęłam kilka zdjęć z netu na pamiątkę;)

Tutaj na pierwszym planie w czarnych barwach.

Pociąg (drugi w prawym rzędzie)

Drugi od prawej.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Ta książka znalazła się w zacnym gronie moich ulubienic. Zapowiadam, że przynajmniej raz w roku obowiązkowo będę do niej wracać, śledzenie tej historii przychodziło mi z nieukrywaną przyjemnością. Nie jest to tania historia romansu chłopaka ze szkoły średniej do nauczycielki, jakby można było sądzić na początku.

Niektórzy myślą, że jest to autobiograficzna książka, jednocześnie podważając genialność głównego bohatera. Ja jednak nie chciałam wymyślać własnej wersji, więc poczytałam sobie wywiady z tym autorem i dowiedziałam się, że Madame to postać wymyślona, a chłopak, który jest jednocześnie narratorem w powieści to tylko w jakiejś części Antoni Libera, bo tak naprawdę był nieśmiałym uczniem, więc ta jego butność jest naciągana. Trzeba jednak przyznać autorowi, że stworzył wspaniałą postać. Kobiety się nim zachwycą, a zakompleksieni mężczyźni go znienawidzą.  Ja powiem tak: nie mam ochoty czytać o nieudacznikach, alkoholikach, narkomanach, postaciach miotających się i przeżywających swoje własne bóle egzystencjonalne,  z których tyle wynika, że człowiek jest słaby. Zdecydowanie we współczesnej polskiej literaturze jest  mało bohaterów, którzy pomimo tych bóli swoją postawą nakręcają czytającego do działania, do wzięcia swoich losów w swoje ręce? Dlaczego jest tak mało geniuszy w książkach? Wolimy się identyfikować z miernotą, albo poczuć się w takim zestawieniu odrobinę lepszymi? Antoni Libera zafascynował mnie swoim językiem i omamił elokwencją tego chłopaka. Zrobił to w wielkim stylu i w sposób mistrzowski.

Chłopak z "Madame" jest przekonany, że urodził się za późno. Wszystko co ciekawe wydarzyło się wcześniej, a teraz nuda i nic się nie dzieje. Nie załamuje rąk, a że ma duszę artystyczną zakłada zespół jazzowy. Kariera zespołu trwała krótko, ale jego koniec przeszedł do "nieoficjalnej" historii szkoły. Potem wymyśla kółko teatralne. Niby sukces, ale po nim już tylko żenada. Za co by się chłopak nie wziął był w tym najlepszy, ale co z tego, jak czasy nie ku temu. Zafascynował się nauczycielką francuskiego i w tym też był lepszy od kolegów. Zimna i niedostępna, dla niego stała się źródłem wiedzy o peerelowskim świecie. Im więcej się o niej dowiadywał, tym Madame z Królowej Sniegu zmieniała się w postać z tragedią rodzinną w tle, i dramatyzm tej postaci hamował jego zapędy zdobywcy. Nawet gdy odkrył, że został wykorzystany do ucieczki z kraju, nie zdradza jej. W sensie duchowym z chłopca zmienia się w mężczyznę.

Madame radzi na koniec chłopakowi "uciekaj stąd" tak, jak ona to robi. Po latach narrator pisze, jako trzydziestoparolatek odczuwający żal, że nie posłuchał tej rady. Przekonuje się na własnej skórze, czym jest karcące ramię sprawiedliwości ludowej. Pisarz zmuszany jest układać się z cenzurą, jeśli w ogóle chce być wydawany. Nie ma złudzeń, gdzie żyje i czym jest władza i jak się rozprawia z inteligencją. Przyznaje rację tym, którzy postanowili wyrwać się z tego świata za wszelką cenę, aby tylko zachować siebie i żyć w zgodzie z prawdą w sobie. Ale żeby nie było, że to taki ciężki twór, dodam że prawie cała książka jest utrzymana w tonie ironiczno-żartobliwym, dopiero na koniec autora dopada smutna refleksja "czuję, że dalsze trwanie na tym tonącym okręcie grozi - nawet nie śmiercią, ale wyjałowieniem; uwikłaniem się w coś, co pustoszy wewnętrznie". Nadchodzą ciężkie czasy, stan wojenny i narrator przekonuje się, że życie w "ciekawych" czasach wcale nie jest takie ekscytujące. W danej chwili nie jest panem swojego losu, mimo tego nie traci nadziei. Książkę tę traktuje, jak list w butelce.

Czasy się już dawno zmieniły i być może ta książka dla wielu jest nieaktualna, a przez to niewarta uwagi. Nic bardziej mylnego. Do tamtych ciężkich lat trzeba wracać po to, by wynieść z tego lekcję życia. Jest jeszcze wiele krajów na świecie, gdzie prawa człowieka są nadal łamane paradoksalnie - zgodnie z prawem.

Ale żeby nie zakończyć tak pesymistycznie dodam tu jeszcze ciekawostkę, którą wyczytałam w jednym z wywiadów z Liberą. Otóż zapytany, w jakim kraju chciałby zamieszkać odpowiedział, że w... Irlandii :)

 
1 , 2