piątek, 28 marca 2014

 

Dostałam zaproszenie na otwarcie Art  & Craft Exhibition by Local Artists, czyli po naszemu na wystawę lokalnych artystów w naszej mieścinie. No gdzieżbym miała opuścić taką imprezę zwłaszcza, że miałam nadzieję zobaczyć obrazy Davida Byrne, który tak pięknie maluje Tullow. Niestety pod tym względem się zawiodłam, nie było jego prac, ale wystawa bardzo mi się podobała.

Na wstępie wykazałam się kulturą i zapytałam o zgodę na fotografowanie. Nie wiem co mnie tknęło, bo przeważnie tego nie robię, trzymając się zasady paparazzich: fotografuję co chcę i gdzie chcę - najwyżej mnie wyniosą.  Zgodę otrzymałam z promiennym uśmiechem pani organizatorki. Przyznam, że towarzystwo, które zastałam trochę mnie onieśmieliło. Sama elita z burmistrzem na czele. Na dodatek wystawę miał zaszczycić irlandzki gwiazdor rugby Sean O'Brien, który pochodzi z Tullow, ale nie wiem czy był, bo sportowcy są dla mnie na dzień dzisiejszy poza zasięgiem zainteresowań, a ostatnio nawet i sam sport. Kiedyś ograniczałam się jeszcze do obejrzenia programu artystycznego na rozpoczęcie olimpiad, dzisiaj o olimpiadach dowiaduję się, jak już dawno pozamiatane.

Wracając do tematu. Obrazy bardzo grzeczne, idealne na powieszenie nad kominkiem. Żadnych szalonych abstrakcji. Dominowały irlandzkie pejzaże, następnie martwa natura, na niektóre sama miałam ochotę. Natomiast z rękodzieła było stoisko pań zajmujących się robieniem na drutach kocyków, ubranek, zabawek. Było dość oblegane i ciężko było dopchać się z aparatem, tyle co rzuciłam okiem. A oto kilka obrazów z tejże wystawy.

 

 

 

wtorek, 25 marca 2014

... i swoje słabości niestety ma. Tak więc jeśli uważa ktoś, że autor książek jest z lepszej gliny ulepiony, obdarzony darem czy pretendujący do miana wręcz pół-boga, albo chociażby unosi się dystansem ponad ten padół, to niestety może się zawieść, jak mnie ostatnio się ta przykrość przytrafiła. Przeczytałam kilka artykułów o zacietrzewieniu Sergieja Łukjanienko ( popularnego rosyjskiego pisarza fantasy i SF), który nawołuje do nienawiści " Od teraz nie jeżdżę na Ukrainę, nie uczestniczę w konwentach ukraińskich i zabraniam tłumaczenia moich książek na ukraiński". Wykorzysta też swoje wpływy, aby ukraińscy pisarze nie byli wydawani w Rosji. A fani ukraińscy w odwecie odsyłają mu książki, czym akurat sam pisarz niewiele się przejął. Nie zyski są dla niego najważniejsze. Swego czasu bardzo mi imponował swoim ascetyzmem. Milioner, a żyje skromnie. Ale teraz to mnie zatkało ruskie kakao. Może nie mam chęci rzucać jego książką "Czystopis", którą kiedyś wygrałam w konkursie za popisanie się znajomością rosyjskiej literatury, ale niesmak mam okrutny. Świat zwariował do reszty.

wtorek, 18 marca 2014

 

Obudziłam się w poniedziałek rano z przekonaniem, że jest to idealny dzień na odwiedziny po raz kolejny Discovery Park w Castlecomer. Taki spontan mnie naszedł, a dzień był wolny, bo to św. Patryka akurat wypadło. No więc zapakowaliśmy się w samochód i w drogę.

 

 

Kiedyś były w tym miejscu kopalnie, które zostały zamknięte w 1969 r. W tej chwili jest tu park, który obejmuje 80 ha lasów, są tu też jeziora. Park udostępniono dla publiczności od 2007 r. W budynku ( na powyższym zdjęciu) znajduje się wystawa na temat kopalń, ich historii, ciężkiej pracy górników, kiedyś pisałam o tym na blogu.  

 

 

 

Ale, że na wystawie "kopalnianej" już byliśmy, wstąpiliśmy tylko z zamiarem przekąski w restauracji. Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok prac, jak się potem okazało uczniów Castlecomer Community School. Obrazy wykonane z tekturowych pudeł.

 

 

 

 

 

A na zewnątrz wzdłuż ciągną się sklepiki oferujące rękodzieło.

 

 

Park jest głównie odwiedzany przez amatorów spacerów, są tu interesujące ścieżki, podczas których można natknąć się na rzezby. 

 

 

 

 

Oprócz tego można tu wędkować, rozłożyć się z piknikiem, a nowością jest uprawianie wspinaczki.

 

 

Tak więc zażyliśmy ruchu łącząc z doznaniami artystycznymi :)

niedziela, 16 marca 2014

 

O ileż przyjemniej się teraz spaceruje, jak się temperatura trochę podniosła. W ogrodzie Altamont kwiatów niewiele, jeszcze gołe drzewa i krzewy, ale wkrótce  będzie tu cała paleta barw. Oto zdjęcia z wczorajszej wycieczki.

 

 

 

 

 

 

 

 

A w drodze powrotnej zachwycające niebo :)

środa, 12 marca 2014

 

 

Moja kolejna przeczytana książka Marii Nurowskiej to "Miłośnica". Tajna agentka polskiej armii podziemnej, a potem brytyjskiego wywiadu Krystyna Skarbek, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Cieszę się, że dzięki tej powieści miałam okazję poznać tę niezwykłą postać. Bohaterskie czyny, przeplatają się z jej podbojami miłosnymi. Nie była piękna, ale jej magnetyzm sprawiał, że przyciągała do siebie ludzi. Pisarka na podstawie dokumentacji nie tylko opisuje jej życie, ale także próbuje zgłębić jej psychikę. Z jednej strony nie znała strachu przed niebezpieczeństwem, wręcz uwielbiała wojnę, mogła się wykazać, być podziwiana, a z drugiej strony nie chciała z nikim wiązać się na stałe, odrzucała małżeństwo, dzieci, nie chciała zobowiązań. Można przypuszczać, że jako agentka nie chciała narażać bliskich, ale po wojnie nie zmieniła się. Jej lekkomyślne traktowanie uczuć innych doprowadziło ją do tragicznej śmierci...

Pisarka dodała do swojej powieści dodatki z pamiętnika, które na potrzeby swojej książki sama wymyśliła. Było to ciekawe, ale osobiście uważam, że nie pasowało do tej postaci. Agenci nie zostawiają za sobą śladów. Mimo to pamiętnik był bardzo przekonujący, posłużył autorce do odkrywania przed czytelnikiem złożoności psychiki Krystyny :)

niedziela, 09 marca 2014

Wiele lat temu widok irlandzkiego, tradycyjnego śniadania zwanego tutaj Full Irish Breakfast przerażał mnie. Kanapka tudzież płatki z mlekiem to ok, ale ta bomba kaloryczna, jaką tu serwują samym widokiem przytłaczała mnie, a co dopiero mówić o konsumpcji. Trochę czasu jednak minęło i okazuje się, że wszystko można oswoić. Po takim śniadaniu, co prawda nie mam już chęci na obiad, ale to już mało ważne. Czasem można trafić na różne promocje i w tym przypadku po zakupie jednego śniadania, drugie dostaliśmy gratis, a to już nie pierwsza taka okazja, z której skorzystaliśmy. Trafialiśmy też kiedyś na ofertę: do śniadania picie za darmo.

Co zawiera full - wypas irlandzkie śniadanko?

Smażone, wieprzowe kiełbaski, plastry bekonu, plastry białego i czarnego puddingu (coś w rodzaju kaszanki), jajko sadzone, pieczony pomidor i/lub pieczarki, fasolka w sosie pomidorowym, na zdjęciu mamy też rybę w panierce ( to dodatek akurat tej restauracji), do tego tosty lub chleb sodowy. Lubię też ten chleb z dżemem pomarańczowym, to też taka tutejsza tradycja. Oczywiście do tego kawa lub herbata z mlekiem.

 

 

A latem to już tylko sałatka owocowa ;)

poniedziałek, 03 marca 2014

Jakiś czas temu szalał u nas huragan Darwin, który skutecznie rozmontował mój drewniany taras. Mój kot jako pierwszy, mową ciała, zasygnalizował mi , że coś się stało i koniecznie muszę to zobaczyć. Połowa tarasu w częściach, ale zniszczeń w roślinach nie ma. Naprawy planowane na przyszły tydzień, jeśli wierzyć mężczyznom i ich słowom. I pomimo tego całego bałaganu wyrosły, jakby nigdy nic żonkile. Bo przyszedł ich czas, i kwitną ze swoją zapowiedzią nadchodzącej wiosny.

 

 

 

A ja sobie czytam nieśpiesznie kolejną książkę Romy Ligockiej " Tylko ja sama". Trochę żałuję, że nie ma mnie teraz w Polsce, ponieważ 6 marca Roma ma spotkanie autorskie w Zgorzelcu, ale trudno, nie można być wszędzie.

Tak naprawdę to obłożyłam się jeszcze kilkoma innymi książkami, chociaż autorzy przeważnie ci sami, ulubieni.

Mam takie marzenie, które gdy przymierzam się do realizacji, to zaraz wynajduję sobie mnóstwo innych zajęć w celu odwrócenia uwagi, by się za nie nie zabrać. Toteż postanawiam sobie nie rzucać się na głęboką wodę, ale małymi krokami dążyć do celu, bo inaczej nie ruszę się nigdy z miejsca :)