niedziela, 31 marca 2013

Dotychczas to Adam zgarniał nagrody za prace plastyczne. W te ferie świąteczne wolał poświęcić czas na zdobywanie kolejnych poziomów w grach na PlayStation, niż wzięcie udziału w konkursie organizowanym przez jedną z aptek w naszej mieścinie. Przyniosłam do domu malowanki (kilka, w razie gdyby coś nie wyszło) a tu opór i zacięcie antyartystyczne u syna. Ok, zmuszać nie będę, podsunęłam więc kartki Michelle. Wybrałyśmy najlepszą i zaniosłyśmy do apteki. Za sam udział rozdawano dzieciakom czekoladowe jajka. Po kilku dniach zaskoczenie - dzwonią, żeby odebrać nagrodę. Dziewczę wygrało zestaw gier planszowych i ogromne czekoladowe jajo z batonikami w zestawie. Nagrodą podzieliła się z bratem, bo i z resztą jak tu grać w gry planszowe w pojedynkę. Na zdjęciach onieśmielona wygraną, ale nie ma co się dziwić, to jej pierwszy raz :)

 

 

 

Praca Michelle to ta środkowa z prawej strony, z różowymi zającami na zielonej łące.

 

Wesołej Wielkanocy wszystkim życzę :)

piątek, 22 marca 2013

Tak więc teraz opis tego, co się znajduje na zdjęciu w poprzednim poście.

Od góry "Biała wilczyca" Theresy Revay - historia miłosna na tle zdarzeń I połowy XX wieku. Trochę mnie zatkało kiedy dostałam już książkę do ręki, a tam napis "pokochasz tę książkę tak, jak Jeźdźca miedzianego". O rany tylko nie to. Mam nadzieję, że ta powieść się obroni bez tej rekomendacji.

Marii Nurowskiej cztery pozycje. "Imię twoje" na początek. Wiem, że to pierwsza część trylogii ukraińskiej. Jak mi się spodoba dokupię resztę. Za to "Panny i wdowy" wzięłam trzy tomy, bardzo z resztą pięknie wydane.

Tadeusza Dołęgi-Mostowicza ciąg dalszy mojej fascynacji, tym razem "Pamiętnik pani Hanki".

Dwie pozycje Romy Ligockiej. Zbiór felietonów "Wszystko z miłości" i nowa książka tej autorki "Dobre dziecko".

Trzy kolejne książki są używane i pochodzą z wymiany na Finta.pl. Tak więc "Milaczek" Magdaleny Witkiewicz zamówiłam zachęcona pozytywnymi recenzjami. Do tego "Wrzos" Marii Rodziewiczówny i "Stangret jaśnie pani" Stanisławy Fleszarowej-Muskat.

Pożyczone Grochole "Zielone drzwi" (już przeczytana) i "Makatka". Rany, jak ja dawno nie czytałam tej autorki, a ponad 10 lat będzie na pewno.

Dla dzieciaków "Pan Kuleczka" Wojciecha Widłaka kolejna część, a jakże by inaczej. Michelle go uwielbia. Do tego "Miś Uszatek" Czesława Janczarskiego i w związku z tym, że mamy "Rok Tuwima" wzięłam "Julian i Irena Tuwim dzieciom". Ta Irena to młodsza siostra Juliana, która również pisała i przekładała dla dzieci.

I kilka wycinanek dla małej, ale ma teraz zabawę, przygotowała ozdoby świąteczne.

 

czwartek, 21 marca 2013

Ależ mi się nazbierało tych książek nagle i niespodziewanie :)

Zdjęcie zamazane mi trochę wyszło, ręce mi się trzęsą, ale to akurat nie z wrażenia spowodowanego książkami, ale zwyczajnie się rozchorowałam razem z moją małą. Ostatnio kwitłyśmy u lekarza w poczekalni dwie godziny. Dobrze, że Grocholę wzięłam, to przeleciałam pół książki, i nie mam teraz poczucia straty czasu, bo w przeciwnym razie klęłabym na pewno. Akurat obie Grochole wypożyczone, więc tak boczkiem prezentuję, reszta to własność osobista. Nie mam siły jednak się rozpisywać.

wtorek, 12 marca 2013

Skoro już muszę się oderwać od książek, niech przynajmniej będzie ku temu ciekawy powód.

W sobotę występ w polskiej szkole pary z zespołu "Koniczyna"z Dublina. Podziwiam kondycję tancerzy, stroje ciężkie, a figury co poniektóre to prawie akrobatyka ;)

 

 

W niedzielę Kiermasz Wielkanocny również zorganizowany przez polską szkołę. Na zdjęciu poniżej Michelle zrobiła zakupy w postaci czekoladowych jajek. Dziewczęta w pięknych strojach czekają na gości.

 

 

A tu już degustacja polskich wielkanocnych smakołyków. Nie żałowaliśmy sobie i wrąbaliśmy pół talerza ciasta, bo czyż można się było oprzeć takim pysznościom?

 

czwartek, 07 marca 2013

Mam teraz blogowe rozdwojenie, toteż czasu nie znajduję, żeby przysiąść i konkretną recenzję (może to za duże słowo, lepiej będzie opinię), o przeczytanych książkach naskrobać. Blog szkolny jest bardzo ważny dla dzieci, dużo rzeczy się dzieje i będzie dziać, toteż i muszę stanąć na wysokości zadania :)

Nie mniej jednak pławię się w książkach bezwstydnie, jak na mola książkowego przystało i nie ma takich zadań do wykonania, które ostatecznie by mnie odciągnęły od czytelniczego uzależnienia. Toteż krótko jedynie napomknę o swoich książkowych podbojach.

Cudowna książka chociaż o bardzo ciężkich czasach stalinowskich "Saszeńka" Montefiore. Akurat o tym autorze piszą, że jest znawcą tych czasów, nie jedną książkę już wydał na ten temat i muszę powiedzieć, że historię życia tytułowej bohaterki na tym tle czytało mi się bardzo dobrze. Gość wie o czym pisze i potrafi to przekazać, nie tak, jak w przypadku "Jeźdźca miedzianego", gdy co chwila wywracałam oczami z żenady, że można takie rzeczy wciskać ludziom. W każdym razie "Saszeńka" jest godna polecenia, chociaż należy do kategorii ciężkich klimatów. Mnie zachwyciła.

Potem ogarnęła mnie nieprzeparta chęć na coś lekkiego, wesołego, komediowego i chwyciłam "Czy to się nagrywa?" Tomasza Pindela. Ja naprawdę przy tej pozycji turlałam się ze śmiechu, a im głębiej w książkę tym akcja coraz bardziej się rozkręca i śmiechu jest jeszcze więcej. Autor zrobił to w formie reportażu z wywiadami ludzi biorących udział w całej akcji. Najzabawniej było wtedy, gdy osoby opowiadały o tym samym zdarzeniu skrajnie różne obserwacje. Co dało mi bardzo do myślenia.

"Listy miłości" Marii Nurowskiej. Bardzo długo czaiłam się na książki tej autorki. Nęciła mnie, ale na zakup się nie zdecydowałam. W końcu trafiło mi się ją wypożyczyć i jestem zachwycona. Jest taka, jak sobie to wyobrażałam. Porusza tematy trudne, wręcz dramatyczne, ale nie aż tak, żebym po nocach nie mogła spać. Taka w sam raz. Do Nurowskiej zachwyt mój był tak duży, że zamówiłam cztery jej książki i czekam na nie z niecierpliwością :)

"Pamiętniki Heleny Trojańskiej" Amandy Elyot to też pozycja pożyczona. Ja tak niechętnie skłaniam się do greczyzny, ale to z lenistwa bo słowa greckie dość trudne są nawet do czytania w myślach, a biorąc się do tych pamiętników brałam pod uwagę, że często i gęsto będę się natykać na greckie nazewnictwo. Oczywiście natykałam się, ale w sumie bardzo gładko się to czytało i było taką ciekawą odskocznią od tego co zwykle czytam.

"Polska sztuka ludowa" to kolejna książka z serii "Ocalić od zapomnienia". Na szczęście moda na sztukę ludową nie przemija i do dziś doceniamy walory zdobnicze przedmiotów wykonanych przez twórców ludowych. W książce jest i o malarstwie, rzeźbie, zdobnictwie, jak zwykle i ta książka z tej serii opatrzona jest mnóstwem wspaniałych fotografii.

"Kiwony" to kolejna pozycja Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, którą wypatrzyłam w postaci ebooka. Jak zwykle jetem zachwycona, chociaż do głównego bohatera Józefa nie każdy by się przekonał. Zarzuca mu się bark charakteru, miękkość, brak własnego zdania, a mnie ten jego brak asertywności i chęć dogodzenia każdemu, nawet rozczulała. Zresztą autor potrafi tak nakreślić sylwetki w swoich książkach, że nawet nijacy jak Józef czy podłe charaktery wzbudzają ciekawość. I to w nim lubię najbardziej. Każdy, jaki by nie był jest w jego książkach ważny. Nieustannie szukam kolejnych powieści tego autora.

"Tour de France. Ilustrowana kronika wyścigu" kurzyła się od blisko roku i w końcu się nad nią ulitowałam. Jeżeli wcześniej miałam trochę sympatii do tego sportu, tak po tej lekturze ta sympatia wyparowała. Do jakich oszustw są ludzie zdolni, aby tylko wygrać ten wyścig to już mi się w głowie nie mieści. Było też dużo fajnych ciekawostek, ale ogólne wrażenie mi złe pozostało. Przekazałam swoje zdanie małżonkowi (kolarzowi), ale on jest z natury nieprzejmujący, pośmiał się i tyle.

A teraz jestem w połowie "Hiszpańskiego smyczka" Romano-Lax, a to bodajże ponad sześćset stronicowa powieść, więc jeszcze trochę czasu mi zajmie, zwłaszcza że nieszczególnie mi się podoba, tak momentami ciekawi, a resztę czytam nawet po kilka razy bo odlatuję gdzieś myślami. No, ale chcę wiedzieć jak się skończy więc brnę dalej...