niedziela, 22 grudnia 2013

 Zawsze co roku o tej porze szopki bożonarodzeniowe zachwycają, ale w tym roku szczególnie podziwiam wełniane szopki robione na drutach. Z pewnością są czaso i pracochłonne, ale dla wprawionych pań w tej dziedzinie, to pewnie drobiazg. Ja niestety nie mogę się pochwalić takimi zdolnościami manualnymi, toteż nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziwiać innych.

Po prostu cudne :)

 

 

 

 

 

Wszystkim blogerom i czytającym blogi życzę pogodnych, zdrowych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, szczęśliwego Nowego Roku, aby we wszystkim Wam się darzyło :)

 

 

 

                                                                                                   rowena77

środa, 18 grudnia 2013

Jestem już na takim etapie ewolucji blogowej, że nie zwracam szczególnej uwagi  na statystyki. Mało tego, nie przykładam się tak, jak dawniej i nie piszę często i gęsto, ponieważ moja wirtualna aktywność jest podzielona na dwa blogi. Drugi pod adresem:

 http://www.polskaszkolacarlow.com/blog/

 

Tym bardziej zaskakują mnie takie wyróżnienia, jak ostatnio. Blox wrzucił linka do Raptularza na swojej głównej stronie w rubryce "polecane". A za cóż mnie taki zaszczyt spotkał to nie mam pojęcia.

 

Nieważne, bo najważniejsze dla mnie teraz to delektowanie się stosikiem książkowym, który sobie zafundowałam z okazji świąt.

Miałam ochotę na Nurowską i padło na "Miłośnicę" o tajnej agentce polskiej armii podziemnej. Wydanie kieszonkowe- kierowałam się ceną.

Następna to "Rajska Jabłoń" Poli Gojawiczyńskiej dalsze losy bohaterek "Dziewcząt z Nowolipek. Tutaj to już ewidentnie kierowałam się ceną, bo zapłaciłam jakieś 2,50 zł, czyli przeliczając na euro to prawie nic.

"Monopol na zbawienie" Szymona Hołowni - z humorem o chrześcijaństwie to tylko on tak potrafi. Uwielbiam go.

Kalendarz i "Kurs szczęścia" Beaty Pawlikowskiej, te jej otwarte i pozytywne nastawienie do ludzi i życia, ciągle się od niej uczę, może coś z tego będzie;)

Roma Ligocka i dwie książki, których jeszcze nie miałam: "Wolna miłość" i "Tylko ja sama". Jak dobrze pójdzie to spędzę trzeci Sylwester pod rząd z jej książką w ręku :)

Oczywiście obowiązkowo muszę zaliczyć którąś z książek Marii Rodziewiczówny. Zdobyłam "Między ustami a brzegiem pucharu" na wymianie finta.pl.

Dwie książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza "Prokurator Alicja Horn" (zaskoczyła mnie grubością) i "Czeki bez pokrycia".

"Lekcja stylu" Jolanty Kwaśniewskiej - już przeczytałam połowę i dzięki niej już mam kreację na święta. Mała czarna + perły, klasyka, kiecka modna od 80 lat.

A święta mam zamiar spędzić z "Elżbietą I Królową Piratów" Susan Ronald, to moja ulubiona postać historyczna. Czytam o niej wszystko co mi wpadnie w ręce i filmami też nie pogardzam :)

A dla dzieci ostatnia brakująca część "Pana Kuleczki" Wojciecha Widłaka i kalendarz na 2014.

 

 

piątek, 06 grudnia 2013

Ostatnio odrzuciłam dwie książki pod rząd. Pierwsza wykończyła mnie skokami w czasoprzestrzeni, wytrwałam do połowy i się poddałam. Druga podpadła z powodu głównej bohaterki i narratora w jednym, a autorem książki jest mężczyzna i tu nastąpił dla mnie problem. Kobiety tak nie myślą, nie postrzegają świata, i było to dla mnie nie do przełknięcia. A przecież, jak czytam Dołęgę-Mostowicza i jego "Pamiętnik Pani Hanki", to łykam wszystko, ona jest dla mnie prawdziwa. Wniosek nasuwa mi się jeden: są tacy co potrafią i tacy co się lepiej niech nie zabierają. Tytułów i autorów książek dla mnie nie do przełknięcia celowo nie podaję, a nuż jeszcze się narażę ich fanom;)

 

Miałam takę chętkę poczytać Sapkowskiego, już dawno nie miałam nic jego produkcji w rękach, ale z braku laku napatoczył się Jacek Komuda, który między innymi był autorem scenariusza do gry komputerowej "Wiedźmin". Tytuł dzieła to "Wilcze gniazdo", a rzecz dzieje się na Ukrainie w XVII wieku. Tłuką się w tym czasach niespokojnych i szlachta i kozacy, i inne typy spod ciemnej gwiazdy. No rzec by można nie za bardzo dla mnie, bo o rzezi nie lubię, zwłaszcza po "Pamiętnikach" Paska, jestem nawet bardzo na nie. Do tego ostatniego zniechęciłam się też anachronizmami, ale to przecież nie jego wina. Nam współcześni czyli Sapkowski, a od teraz dla mnie i Komuda potrafią położyć, jak na talerzu historię wartką, i nie przytłaczającą.

 

 

 

A o czym "Wilcze gniazdo"? A o młodym, biednym szlachcicu Godeonie Sienieńskim, który przyjechał na Ukrainę po spadek po stryju. Sąsiedzi z góry go już nienawidzą i kombinują, jak go tu przepędzić. Główny bohater nie chce z nikim się wadzić, chce spokojnie uprawiać swoją ziemię, niestety będzie musiał pokazać swoją siłę, ale też i spryt, którym udowodni, że wart jest swojego miejsca na ziemi. Historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron, w żadnym rozdziale się nie nudziłam, akcja toczy się wartko. Przeplata się też wątek miłosny, są też śmieszne sytuacje. W każdym razie dzieje się i dzieje, tego oczekiwałam i otrzymałam. Oczywiście nie trzeba się zniechęcać tak od razu tym zakapiorem na okładce, takich podobnych twarzy na ilustracjach w książce jest kilka, autorstwa Huberta Czajkowskiego (swoją drogą, ma chłop wyobraźnię), ale gdybym miała polecić książkę w tym okresie historycznym, to właśnie "Wilcze gniazdo" zaraz po "Trylogii" Sienkiewicza :)