piątek, 27 listopada 2015

 

W starym, pięknym młynie pochodzącym z 1503r. we wsi Bennettsbridge obok rzeki Nore ( hrabstwo Kilkenny), znajduje się fabryka ceramiki "Nicholas Mosse Pottery". Tym różni się od innych fabryk, że każde naczynie jest wykonywane ręcznie. Wszystko zaczęło się od małego Nicka, który w wieku 7 lat zachwycił się pięknem i możliwościami gliny, potem szlifował swój warsztat w Harrow w Anglii. Nicholas ożenił się z amerykańską artystką Susan i razem założyli ceramiczny biznes. Wzory są zarówno tradycyjne, pochodzące nawet z XVIII w. ale również nowe, które tworzy Susan Mosse, a inspirację czerpie z roślin otaczających ją we wsi Bennettsbridge. Wspaniale było poobserwować ludzi, którzy tworzą z pasją piękne, tradycyjne naczynia, zwłaszcza teraz, w czasach masowej produkcji. Warto docenić takie fabryki-perełki, jak Nicholas Mosse Pottery.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 24 listopada 2015

 

Zimno, jak to w listopadzie. W internecie też chłodem wieje. Byle otworzyć jakąś stronę portalu informacyjnego, a tam terroryzm i bombardowania. A ze sobą coś zrobić trzeba, aby nie chłonąć tego aż tak na maksa, bo nie da się żyć.

Listopad to jeden z najlepszych miesięcy nadających się do czytania książek. Ale to zajęcie przesłoniła mi teraz szkoła angielskiego. Ostatnio robiłam prezentację  na temat interesującego budynku ze swojego kraju. Wybrałam Zamek Królewski w Warszawie, pokazałam nie tylko zdjęcia kiedy zamek jest piękny i okazały, ale też zdjęcia, gdy go Niemcy palili i to co po nim zostało, czyli ruiny. Na koniec jak feniks z popiołów - pięknie odbudowany. Miałam tylko mały zgrzyt. W tekście, którego się potem nauczyłam, napisałam, że to "Nazi Germans" sfajczyli nam zamek, ale nauczycielka uważała, że lepiej będzie, gdy powiem samo Nazis. Na próbach trzymałam się wersji nauczycielki, ale jak przyszło do prezentacji wymsknęła mi się pierwotna wersja. Widać tak miało być. Nie sprawdzałam czy na sali byli Niemcy i jak się ewentualnie poczuli. Ogólnie z prezentacji jestem bardzo zadowolona, a choćby dlatego, że mimo iż nie jestem gadułą, raczej mrukiem bym powiedziała, to jak się trzeba zmobilizować nie tylko po polsku, ale i po angielsku mogę powiedzieć coś ciekawego publicznie. Ciągle dowiaduję się czegoś nowego o sobie...

Temat Zamku Królewskiego tak mnie natchnął, że zapragnęłam go zobaczyć osobiście. Bo prawda jest taka, że nigdy nie byłam w Warszawie i może czas najwyższy się tam wybrać. Sprawdzałam już ceny lotów i hotele na wiosnę i pomysł bardzo mi się spodobał. Do zabukowania powstrzymuje mnie sytuacja, która się teraz dzieje w Europie, chociaż w Polsce na szczęście spokojnie, ale co będzie za parę miesięcy? Nie chcę popadać w paranoję, ale trzeba zakładać też, że bezpieczniej będzie siedzieć w domu niż podróżować.

Póki co pocieszam się jutrzejszą wycieczką szkolną do Kilkenny, a także pielgrzymką do Knock w przyszłą niedzielę. A miałam siedzieć w domu i czytać... Książki patrzą na mnie z wyrzutem, a nie powinny bo w czasie huraganów byłam im wierna ;)

 

poniedziałek, 02 listopada 2015

 

Korzystając z całkiem przyjemnej i w miarę ciepłej jesieni, starałam się uchwycić te drobne szczególiki wokół siebie, które składają się na tę porę roku. Musiałam się spieszyć, zanim wiatr zerwie wszystkie liście z drzew. Najpierw odbyłam dużo spacerów bez aparatu, potem już wiedziałam co chcę "uwiecznić" i do dzieła. Miłą niespodzianką była pajęczyna na łące, którą przypadkiem zobaczyłam, ale zdarzyło się i fiasko, gdy rozszczebiotana córa spłoszyła mi wiewiórkę. W każdym razie delektujemy się ostatnimi ciepłymi dniami, a szeleszczące liście pod nogami to fajna zabawa :)