środa, 27 lutego 2013

... w końcu w Irlandii zaczyna się od 1 lutego, więc nie jest to żądanie zbyt wygórowane. Nie ma tak fajnie, jak słoneczko to trochę cieplej, ale pożegnanie z kurtkami zimowymi trzeba jeszcze odwlec. Młodsze moje dziecię uparcie szuka wiosny w postaci kwiatków wszelakich :)

 

 

 

czwartek, 21 lutego 2013

 

"Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich" to rozwinięcie jednego z wątków "Cukierni pod Amorem". Kto jednak nie czytał tej trzytomowej powieści, nie odczuje braku wiedzy, ani dyskomfortu z tego powodu. Mało tego, Róża będzie z pewnością zachętą do zaznajomienia się z Cukiernią i jej bohaterami.

Tak, jak w Cukierni mamy tu przeplatankę rozdziałową. Raz cofamy się do historii (w tym przypadku XIX-wieczny Paryż), raz jesteśmy w Polsce w czasach współczesnych. Uważam, że pani Małgorzata jest mistrzynią w opisach, które nigdy nie nudzą, a wciągają w magiczny klimat także i tej książki. Jest jedną z nielicznych autorek/autorów, których opisy chłonę i nigdy nie mam dość. W przypadku Róży z jednej strony przygnębiające realia życia ubogich mieszczan Paryża, z drugiej strony przepych i zepsucie wyższych sfer, a w tym wszystkim tytułowa Róża, która walczy o przetrwanie, a później o siebie, swoje miejsce w świecie. Oczywiście bardziej mi przypadła do gustu część historyczna, niż współczesna, ale obie poprzeplatane części tworzą spójną całość zwłaszcza, że obie bohaterki mają wspólny mianownik w postaci toksycznych matek. Nie jest im łatwo przeciąć tę pępowinę, ale są zdeterminowane stać się osobami niezależnymi materialnie i przede wszystkim emocjonalnie...

Ech... szkoda tylko, że na tom drugi będę musiała cierpliwie poczekać aż do jesieni.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Teatrzyk kukiełkowy nr 2 zaliczyliśmy. Z naszej czwórki najlepiej się bawił małżonek. Co chwila wybuchał śmiechem. I pomyśleć, że tak się zapierał i nie chciał iść. A to przecież duże dziecko jest, do dzisiaj ogląda mangi. Zdjęć na przedstawieniu nie robiłam, nie chciałam w tych ciemnościach błyskać fleszem i przeszkadzać innym w oglądaniu. W każdym razie wszyscy fajnie się bawiliśmy i na przyszłość będę miała na uwadze przedstawienia dla dzieci. W ubiegłym roku wystawiali "Królową Sniegu". Nie lubię tej bajki akurat i nie poszliśmy, a potem okropnie żałowałam. Piękne kostiumy mieli...

Dzieci i małżonek swoją atrakcję mieli, ale nie byłabym sobą, gdybym nie zaglądnęła do galerii (w tym samym budynku - Visual arts). Akurat była nowa wystawa, prace artysty Tadhga Mc Sweeney, który mieszka i pracuje w Carlow. Wystawa składała się z kilku rzeźb wykonanych z materiałów pochodzących z recyklingu. Muszę przyznać, że już byłam na tylu wystawach, gdzie używano do sztuki, że tak brzydko powiem - śmieci, że naprawdę trudno mnie już czymś zaskoczyć i powalić. Tak więc jakiegoś oszałamiającego wrażenia nie doznałam, ale ogólnie przyjemnie było pooglądać takie drewniane budowle.

wtorek, 12 lutego 2013

...gdyż mój laptop jest teraz w rękach fachowców, do nie mam pojęcia kiedy. Korzystając z cudzego, na prędce piszę kilka zdań (swój teren w końcu trzeba zaznaczyć przynajmniej raz na jakiś czas).

Przerwa w blogowaniu to nie przerwa w życiu. Mimo, żem zapomniana przez boga i ludzi, oddaję się temu co uwielbiam najbardziej, a więc szerokopojętemu czytelnictwu (książki, ebooki, audiobooki).

Ostatnio pisałam, że jestem pod wpływem Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, zaliczyłam "Znachora", obejrzałam film-klasyk już zresztą. Widziałam go kiedyś, ale prawie go nie pamiętałam, więc warto było sobie go przypomnieć. Książka bardziej działała mi na wyobrażnię, przy filmie już się nudziłam. Potem zaliczyłam audiobook "Profesora Wilczura" kontynuację "Znachora", a że puszczałam go przed spaniem, małżonek mimochodem też "podsłuchiwał". Dusiliśmy sie ze śmiechu pod kołdrą, żeby dzieciaka nie obudzić. Te momenty, jak Wasyl oświadczał się Donce, albo inne chłopskie rozmówki to w wykonaniu Ryszarda Nadrowskiego jakby się "Samych swoich" oglądało :)

Potem zaliczyłam "Tost. Historia chłopięcego głodu" słynnego kucharza Nigela Slatera, którą to książkę wygrałam w konkursie, ale zanim przystąpiłam do tegoż konkursu, obejrzałam film, na podstawie książki. Tak więc wyjątkowo uważam, że film był ciut lepszy od książki, ale książka też niczego sobie.

Następnie oddałam się fantastyce Jerzego Żuławskiego. Wpierw zaliczyłam "Na srebrnym globie" i o rany...  jak ja przeżywałam losy tych biedaków na Księżycu. Wspaniała książka,  film też jest na jej podstawie, ale piszą o nim, że ciężki i jakoś się nie palę do niego. Natomiast kontynuacja książki czyli "Zwycięzca" to dla mnie porażka. Przeczytałam do połowy i stwierdziłam, że mam dość tej rzezni.

Kolejny audiobook to "Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, fajna, recenzję przydało by się napisać.

"Wezwanie do miłości" Anthony de Mello to kolejna porażka. Miałam wielkie oczekiwania, a tylko potwierdził to, co pisał w "Przebudzeniu". Szkoda było pieniędzy na zakup utrwalenia materiału, bo tak ją odebrałam.

A teraz przepadłam dla jednej wspaniałej powieści "Saszeńki" Montefiore. To cud, że się od niej oderwałam. Piszę, ale myślami jestem teraz z główną bohaterką. Nie wiem co będzie, jak ją skończę, kac chyba jakiś czy co?;)

Tak więc nie ma mnie dla nikogo...