piątek, 15 grudnia 2017

Każde dziecko w Irlandii musi odwiedzić Santę przed świętami. To już taka tradycja. Santa musi wiedzieć co dzieci chcą w prezencie, i czy na pewno były grzeczne. Nieśmiali mogą szepnąć na ucho Elfowi, lub napisać list. W Kilkenny  można znaleźć Santę w ogrodzie Butler House na przeciwko Zamku Kilkenny. Cała ta atrakcja jest częścią społecznego projektu "Yulefest". Parę dni po naszej wizycie spadł śnieg, na pewno w bieli zdjęcia wyglądałyby bardziej świątecznie niż z zielonymi trawnikami ale cóż, nie zawsze jest idealnie. Ważne, że i Kilkenny przyłożyło się do świątecznej atmosfery z czego mogliśmy skorzystać :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 07 grudnia 2017

 

W ciągu grudnia w Kilkenny odbywa się "Yulefest"  podzielony na trzy tygodnie tematyczne: średniowieczny, kulturalny i artystyczny.Odwiedzilismy z naszą córką Mikołaja, a przy okazji trafiliśmy na "tydzień średniowieczny" z występami  walk grupy historycznej Deise Medieval. Jest to grupa amatorska z Waterford, chętnie przyjmująca nowych członków interesujących się tematyką średniowiecza. Starają się ożywić rzemiosło i umiejętności od wczesnego średniowiecza, obejmując epoki Wikingów i Normanów.

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 27 listopada 2017

Niedzielny spacer po Carlow w świątecznej scenerii, tuż przed seansem w kinie.

Jak widać "choineczki" pięknie przybrane :)

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 30 października 2017

 

Ostatnio bardzo przeżywaliśmy zaginięcie naszego rudego kocura. Wyszedł dwa dni przed huraganem na obchód swoich dalszych włości. Niestety nie wrócił. Postanowiliśmy dać szansę na nowe życie kotce ze schroniska Ash Animal Rescue w Rathdangan (hrabstwo Wicklow). Ma zaledwie 3,5 miesiąca i bardzo szybko się zaaklimatyzowała. Okazało się, że Maja (tak daliśmy jej na imię) bardzo lubi, jak ktoś czyta jej książki. To jak mruczenie innego kota i czuje się z nami bezpiecznie. Michelle przy okazji trenuje czytanie, zawsze to fajniej jak się ma wiernego słuchacza. Kiedyś były takie akcje w Polsce. Dzieci ze szkoły szły do schroniska poczytać mruczkom. Zysk ogromny dla obu stron. Dzieci coraz lepiej czytały, uczyły się empatii i czuły się potrzebne. Koty przyzwyczajały się do obecności człowieka zwiększając swoje szanse na adopcję.

 

 

A ten gadżet nigdy nie był zaakceptowany przez naszego poprzedniego kota. Mike uważał to chyba za ekstrawagancję, bo wolał się położyć pod kaloryferem niż w tej rurze zakładanej na kaloryfer. Maja jest bardziej nowoczesna i od razu polubiła to ciepłe i przytulne miejsce do spania i zabawy. Młodzi łykają szybciej nowości ;)

 

Nasza tradycyjna dynia, którą kupujemy zawsze na Halloween. Tym razem motywem przewodnim lampionu jest kot. Projekt mój, wykonanie małżonka. Miałam wątpliwości czy da radę wyciąć ogonek, ale poradził sobie znakomicie. W przyszłym roku narysuję wzory celtyckie. Ciekawe czy da radę ;)

 

Muszę tu jeszcze wspomnieć o akcji, którą prowadzą polskie wolontariuszki dla schronisk w Irlandii. Jeśli ktoś chciałby pomóc i dołączyć do akcji, więcej informacji można uzyskać na facebooku - grupa otwarta "Uratuj zwierzaka w Irlandii".

 

 

 

sobota, 30 września 2017

 

Ogród Altamont odwiedzam często i pomimo to zawsze mnie czymś ciekawym zaskoczy. Wydawałoby się, że co roku kwitną o określonej porze te same rośliny, ale kiedy przeglądam zdjęcia z poprzednich lat, zawsze jestem zaskoczona różnorodnością tego ogrodu. Ostanio moją szczególną uwagę zwracają hortensje, gdyż jestem posiadaczką dwóch doniczkowych egzemplarzy, które wyjątkowo pięknie zakwitły w tym roku. Nie mam co prawda ogrodu, ale nie martwię się tym, ponieważ mam okazję zobaczyć słynne, stare, irlandzkie ogrody. Poniżej zdjęcia z niedzielnego spaceru :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 17 września 2017

 

Kilfane Glen - ten romantyczny ogród leży w hrabstwie Kilkenny. Założony w 1790 roku posiada mnóstwo leśnych ścieżek otoczonych starymi drzewami i paprociami sadzonymi tu w XVIII w. Malownicze mosty, wartki strumień, wodospad, rzeźby czy wiejski domek ze słomianą strzechą zwany orne dodają mu uroku.

Ogród wpisany jest jako irlandzki ogród dziedzictwa narodowego i został uhonorowany w 1993 roku przez Komisję Unii Europejskiej ds. Kultury. Niestety można go obejrzeć tylko w lipcu i w sierpniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 03 września 2017

 

W ostatni dzień naszych wakacji w Polsce zjechaliśmy z gór i w południe byliśmy we Wrocławiu, skąd późnym wieczorem mieliśmy lot do Dublina. Naszą ostatnią atrakcją było ZOO, gdzie spędziliśmy ponad 4 godziny, ale naprawdę jest tam mnóstwo do zwiedzania. 

Niedawno powstało tam pierwsze oceanarium w Polsce nazwane Afrykarium (połączenie słów Afryka i Akwarium), gdzie zaprezentowano różnorodne ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym Afryki. I tak z Morza Czerwonego jest tu 60 gatunków ryb, Afrykę Wschodnią reprezentują nie tylko ryby ale też hipopotamy nilowe, mrówkojady czy golce. W przeźroczystym, 18 metrowym tunelu można podziwiać żółwie zielone, rekiny czy płaszczki pochodzące z Kanału Mozambickiego, a z Wybrzeża Szkieletów są tu kotiki afrykańskie, pingwiny przylądkowe, meduzy i mureny. Z dżungli nad rzeką Kongo mamy tutaj krokodyle, manaty i ptaki.

Oprócz zwierząt z Afryki jest tu też mnóstwo zwierząt z innych części świata, a wizyta we wrocławskim ZOO to niezwykłe doświadczenie. Do dziś pamiętam swoją pierwszą wizytę z babcią i dziadkiem, kiedy miałam 5 lat. Pamiętam jakim ogromnym przeżyciem było stwierdzenie, że te wszystkie żyrafy, słonie, wielbłądy i krokodyle istnieją naprawdę, a nie tylko w TV. Cieszę się, że i moje dzieci mogły zobaczyć wrocławskie ZOO, i chociaż nie jest to pierwsze ZOO, które widzieli, to zgodnie stwierdzili, że było najciekawsze :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 25 sierpnia 2017

 

Miasto Kudowa - Zdrój samo w sobie jest duża atrakcją, a poza tym jest bardzo dobrą bazą na wycieczki po okolicy. Położone na pograniczu Gór Stołowych, o łagodnym klimacie, od zachodniej strony graniczy z Czechami. W centrum miasta znajduje się przepiękny Park Zdrojowy. Na jego terenie jest Pijalnia Wód Mineralnych z salą koncertową i halą spacerową. Można się zrelaksować spacerując pośród palm, fontann, kwitnących rabat, popijając wodę mineralną. Są tu trzy źródła lecznicze: Marchlewski i Sniadecki, które znajdują się w budynku pijalni (za drobną opłatą), i źródło Moniuszko na zewnątrz w Parku Zdrojowym (bez opłaty).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na powyższym zdjęciu po lewej stronie, ten mały budynek to Kaplica Czaszek w Czermnej (dzielnica Kudowy - Zdrój). Kaplica ta jest jedną z trzech tego rodzaju w Europie. Wewnątrz wyłożona czaszkami i piszczelami ludzi, którzy zginęli w czasie wojny trzydziestoletniej oraz od zarazy. W kaplicy nie można robić zdjęć i dostosowałam się do tego zalecenia. Ale jest wiele zdjęć ołtarza w Internecie. Warto odwiedzić to niezwykłe miejsce będąc w Kudowie - Zdrój. Jest ono symbolem przemijalności życia.

 

piątek, 18 sierpnia 2017

 

Będąc w Kudowie Zdrój o czym będzie w następnym wpisie, zajrzeliśmy do Pstrążnej, wiejskiej dzielnicy tego miasta. Tam znajduje się Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego czyli Skansen w Pstrążnej, działa on od 1984 r. Położony na malowniczym wzgórzu posiada zabytkowe obiekty drewnianej architektury ludowej. Na szczycie wzgórza stoi wiatrak, z tego też miejsca rozpościera się piękny widok na cały Skansen. Zbudowano tu też amfiteatr ludowy, gdzie odbywają się okoliczne uroczystości. W każdy domu można obejrzeć sprzęty i przedmioty używane w XVIII, XIX i na początku XX w. a także wystawy rękodzieła, rzemiosła artystycznego czy malarstwa. Uroku dodają temu miejscu ule, a także obecność zwierząt takich, jak owce i kozy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

 

Na bazaltowym, powulkanicznym wzgórzu (389 m n.p.m.) w malowniczej scenerii znajduje się Zamek Grodziec, który jest z jedną z najpiękniejszych rezydencji gotycko-renesansowych w Polsce. Ze względu na urodę stał się planem filmowym do wielu produkcji polskich i zagranicznych. Tu kręcono między innymi "Przyłbice i kaptury" czy "Wiedźmina". Zamek przyciąga wielu turystów bogatym kalendarzem imprez ( majówka, piknik rodzinny , turnieje rycerskie, jarmark bożonarodzeniowy i wiele innych). Kilka zdjęć z tego urokliwego miejsca :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 30 lipca 2017

 

Podczas pobytu w Polsce odwiedziliśmy kilka interesujących muzeów.

Pierwsze to Muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu, poświęcone trylogii Sylwestra Chęcińskiego "Sami swoi", "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć". Można tam obejrzeć rekwizyty wykorzystane przy kręceniu filmu jak: granat do świątecznego ubrania czy fragment płota,  przy którym kłócili się bohaterowie. Muzeum jest w posiadaniu pierwszej kopii filmu "Sami swoi", z której był odtwarzany podczas prapremiery w 1967 r. Oprócz muzeum warto też obejrzeć rynek Lubomierza, gdzie były kręcone niektóre sceny.

 

 

 

 

 

Następne to Muzeum Miejskie w Bolesławcu, a dokładnie Dział Ceramiki Bolesławieckiej. Zbiory są tam gromadzone od 1967 r. i obecnie muzeum  posiada 6 tys. eksponatów. Jest największą tego typu kolekcją na świecie. Na ekspozycji stałej można obejrzeć najstarsze naczynia z XV, XVI i XVII w. wydobyte w 2007 r. Z 18 tys. fragmentów ceramiki udało się odtworzyć 101 naczyń: garnki, dzbany, misy i talerze.

 

 

 

W muzeum prezentowana jest kopia Wielkiego Garnca Mistrza Joppego. To ceramiczne naczynie, uznawane za największe na świecie, powstało w 1753 r.i mierzyło ponad 2 m wysokości i prawie 2000 litrów pojemności.

 

 

 

Poniżej wystawa przed jednym z bolesławieckich sklepów, gdzie kupiliśmy pamiątki z ceramiki.

 

 

 

Kolejne to Muzeum Łużyckie w Zgorzelcu, które rozpoczęło działalność w 2007 roku z inicjatywy stowarzyszenia "Euroopera", znane w środowisku lokalnym z działań na rzecz rozwoju kulturalnego miasta i regionu. Muzeum posiada wystawę stałą pt. "W łużyckiej izbie". Szczególnie polecam tę wystawę dzieciom ponieważ, w każdej izbie można nie tylko obejrzeć eksponaty, ale również posłuchać łużyckich legend np. o podłym karczmarzu z Zawidowa czy co się wydarzyło w zamku w Trzcińcu pod Bogatynią.

 

 

 

 

Ostanie muzeum, które dziś prezentuję to "Muzeum Zabawek" w Kudowie Zdrój, miejsce obowiązkowe do odwiedzenia przez dzieci, ale i rodzice nie pożałują. Do wejścia zachęca Rumcajs z rodziną, znani bajkowi bohaterzy. W środku znajduje się największa wystawa zabawek w Polsce. Od starożytności po lata 80 - te XX w. Są tu teatrzyki domowe, szopki bożonarodzeniowe, zabawki znane z filmów, lalki, zabawki blaszane, militaria czy czasopisma dla dzieci. Dzięki tej wystawie nasze dzieci zobaczyły czym bawiliśmy się, kiedy my byliśmy dziećmi. Wspaniała podróż w przeszłość  :)

 

 

 

 

 

niedziela, 23 lipca 2017

 

Ostatnio spędziliśmy dwa tygodnie w Polsce i był to bardzo aktywny czas, ponieważ w tak krótkim czasie chcieliśmy zwiedzić jak najwięcej. Zrobiłam ponad 500 zdjęć i teraz ostra selekcja - opublikuję tylko te najlepsze. Zacznę od Gór Stołowych, które są bardzo popularne wśród wycieczek szkolnych, gdyż na niewielkim obszarze można zobaczyć bardzo wiele i nie są to zbyt męczące trasy.  Mój syn odkrył niedawno, że bardzo lubi wspinać się po górach, więc ta wycieczka była zorganizowana pod niego. Przeszliśmy dwie trasy. Na Szczeliniec Wielki i Błędne Skały.

Szczeliniec Wielki to najwyższy szczyt w Górach Stołowych (919 m.n.p.m.), trasa na ten szczyt udostępniana jest dla turystów od 1790 roku, kiedy to Franciszek Pabel oprowadził po nim Cesarza Prus Fryderyka Wilhelma II. Był tu też Johann Wolfgang Goethe i John Quincy Adams. Szczeliniec jak sama nazwa wskazuje posiada wiele szczelin, przez które trudno się przecisnąć, ale ile frajdy przy tym. Trasa bardzo dobrze utrzymana: schody, deski, bloki skalne, dzięki którym nie ugrzęźniemy w błocie podczas zwiedzania, i oczywiście barierki dla bezpieczeństwa.

 

 

 

Słynna skała zwana "Małpolud".

 

 

 

 

 

Błędne Skały są labiryntem wąskich przejść pomiędzy wysokimi na 6-8 m skałami piaskowcowymi. Dzięki specyficznemu mikroklimatowi szczelin żyje tu niewielki pająk Batyphantes eumenis, będący pamiątką ostatnich zlodowaceń. Na szczęście nie mieliśmy okazji się spotkać oko w oko na szlaku;)

 

 

Skała "Kurza Stopka".

 

 Granica polsko-czeska.

 

 

 Skała "Siodło"

 

 

wtorek, 20 czerwca 2017

 

Do Dublina jeżdżę niechętnie. Głównie dlatego. że muszę się tam pokazać, bo albo mam tam egzaminy, albo badania w szpitalu, tudzież inne ważne spotkania. Do tego dołożyć trzeba korki, które zniechęcają mnie do turystyki i właściwie Dublina na moim blogu prawie nie ma. Dlatego tym bardziej cieszę się, że ostatnia wizyta była związana z ważnym dla mnie osobiście wydarzeniem. Bardzo długo czekałam, na stand-up Wojciecha Cejrowskiego w Irlandii. Mam w posiadaniu wszystkie jego książki podróżnicze i długo się zastanawiałam, którą wziąć ze sobą na występ i podsunąć do podpisu. Zdecydowałam się na "Gringo wśród dzikich plemion", bo to była pierwsza jego książka, którą przeczytałam i wtedy też zdecydowałam, że muszę mieć pozostałe.

Cejrowski dba też o dobre jakościowo wydanie książek innych podróżników, np. Arkadego Fiedlera czy Tony Halika. Do Fiedlera mam jeszcze sentyment z dzieciństwa, kiedy to jako 10- latka przeczytałam "Wyspę kochających lemurów". Książkę tą moja mama wygrała w krzyżówce, wydanie z 1986 roku, mam ją tutaj w Irlandii. W ubiegłym roku kupiłam dwie książki Fiedlera, które Cejrowski opracował tzn. są w nich te fragmenty, które za PRL-u były ocenzurowane i się nie ukazały, jak i te które autor musiał pod wpływem cenzury napisać, bo inaczej nie zostałby wydany. Tak więc jest tam wszystko i do tego z pięknymi zdjęciami.

Stand-up "Prawo dżungli" trwał przez dwie godziny i praktycznie przez dwie godziny turlaliśmy się ze śmiechu. Nic więcej nie napiszę, bo to trzeba samemu zobaczyć. W Polsce Cejrowski ma około 60 występów rocznie, zawsze z pełną salą, a to jest najlepszą reklamą :)

 

 

 

 

 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

 

W dniach 7 - 13 czerwca odbywa się, jak co roku Carlow Art Festival. Z bogatego programu artystycznego wybrałam tylko propozycje tzw. przyjazne rodzinom. Najciekawszy moim zdaniem był francuski teatr-karuzela De La Toupine, napędzany siłą mięśni rodziców. Dzieci wsiadają na krowy, ale nie są to zwyczajne krowy. Tu artystom dopisała wyobraźnia, bo karuzela kręci się z krowo-samolotem, krowo-aniołem, krowo-żółwiem, krowo-pszczołą czy krowo-rakietą. Każde dziecko dostało obrożę z dzwonkiem , którą zawieszało na wybraną przez siebie krowę. Rodzice dojąc dużą, mechaniczną krowę wprawiają w ruch karuzelę, inna osoba kręci korbą uruchamiając muzyczną maszynę z 19 krowimi dzwonkami. Mój małżonek udzielił się sprawie i wraz z innym ojcem doił mechaniczną krowę. Dzieci były zachwycone :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Krowo-pszczoła, gdyby ktoś nie rozpoznał ;)

 

wtorek, 23 maja 2017

 

Niedawno byliśmy w hrabstwie Tipperary  i odwiedziliśmy Rock of Cashel. Znajduje się tu zespół średniowiecznych budowli sakralno-obronnych. Nazwa Cashel oznacza twierdzę. Według legendy przelatywał nad tym miejscem Szatan, trzymając w zębach wielki głaz. Kiedy dostrzegł on św. Patryka, który postanowił tutaj wybudować nowy kościół z wściekłości cisnął głazem. Miejsce to jest dzisiaj bardzo popularne wśród turystów i trzeba się liczyć z tym, że jest tu dość tłoczno. Może w dzisiejszych czasach nie ma tu warunków do kontemplacji, ale za to nadal są piękne widoki roztaczające się na okolicę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 W irlandzkich sklepach z pamiątkami bardzo popularne są produkty z wełny. W końcu owca jest nieoficjalnym symbolem Irlandii :)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33