|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
"Chodź własnymi drogami nawet po obcych rajach"-Lec
Odwiedzam
Z uwagą czytam blogi
|
wtorek, 15 maja 2012
Prawdę mówiąc jeszcze nigdy mi się nie trafiła książka, która miałaby tyle błędów drukarskich co "Lawendowy pył". Szkoda, że tak niedbale podeszło się do wydania tej powieści. Natomiast złego słowa o treści napisać nie mogę, bo nawet nie wiem kiedy, jak się wciągnęłam i te drobne mankamenty jakoś przełknęłam. Sagę rodzinną napisały trzy kobiety - babcia, mama i córka. Jest to historia rodziny sięgająca początków XIX w., aż do czasów współczesnych. Najbardziej emocjonujące były dla mnie czasy wojenne. Mimo, że kobiety nie walczyły, to jednak ciężko było im przetrwać najpierw okupację niemiecką, a potem radziecką. Ogólnie miałam wrażenie, że mężczyźni w tej sadze robią tylko za tło. Albo idą walczyć, albo areszt, wywózka na Sybir, a jak już taki pojawi się w domu to alkohol, hazard. Nie wszyscy są "be", ale to na kobietach głównie spadł ciężar utrzymania rodziny i przetrwania trudnych czasów. Tu nie ma miejsca na sentymenty, podwijają rękawy i pracują, kombinują i uciekają ratując życie sobie i dzieciom. Parafrazując pewną reklamę, są bohaterkami w swoim domu. Szczególnie zwróciłam uwagę w tej powieści na podejście matek, babek do przyszłości swoich córek. Starsze pokolenia chciały mieć swoją rodzinę jak najbliżej siebie. Niech wychodzą córy za mąż, ale za chłopaka z tej samej wioski, żeby takie babcie mogły na nich patrzeć i cieszyć się nimi. To zatrzymanie jak najbliżej siebie potomków jest zrozumiałe. Czasy trudne, nikt nie chciał wyjeżdżać z rodzinnych stron, kurczowo trzymali się wszyscy razem, aby nie stracić ze sobą kontaktu. Potem następuje powoli rozluźnienie. Kolejna córka wyjeżdża do innego miasta. Rodzina się rozjeżdża. Pod koniec książki Małgorzata z mężem decyduje się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Potem wraca do Polski, ale córkę posyła do szkoły amerykańskiej. Zostawia jej drzwi na świat, z których potem skorzysta, albo nie. Decyzję pozostawia jej. Tak mnie wtedy refleksje wzięły, że posyłając syna dodatkowo do polskiej szkoły, też zostawiam mu drzwi, ale w drogę powrotną. Nasze wybory, które wydają się nam dobre, niekoniecznie muszą być dobre dla naszych dzieci. Wczoraj miała miejsce taka rozmowa z synem, która bardzo mnie zastanowiła.
- Lubisz chodzić do polskiej szkoły? - pytam. - Bardzo lubię! - Dlaczego? - Bo uczę się tam polskiego, a jak będę dorosły to wrócę kiedyś do Polski! - Tak??? - A kto mi zabroni! - odparł butnie.
Oczywiście chłopak jest dopiero w pierwszej klasie, mam nadzieję że ten zapał do nauki polskiego mu nie minie w dalszych latach;) W każdym razie chciałabym pozostawić dzieciom prawo wyboru. Niech same zdecydują w przyszłości, gdzie jest ich miejsce na świecie. Wracając do książki jest jeszcze drugi tom tylko bardzo cienki (ok 180 str.)w porównaniu z częścią pierwszą (ponad 500) to jestem rozczarowana. I teraz jest dylemat kupić czy nie? Mam dużo czasu do zastanowienia, na przeczytanie czeka pokaźny stosik książkowy, więc zanim go ogarnę to trochę minie;)
czwartek, 10 maja 2012
Dziś ostatni wpis z cyklu "pocztówek". Nawet nie sądziłam, że podczas krótkiego, zaledwie tygodniowego pobytu w rodzinnych stronach będę miała tyle materiału do pokazania. Wystawa "Via regia - szlak wędrówki gatunków" została zorganizowana przez goerlitzkie Muzeum Historii Naturalnej Senckenberga i najpierw była pokazywana w języku niemieckim w Goerlitz, a teraz po polsku w Zgorzelcu. Na dzień dobry witający nas pan zaproponował przewodnika. Odmówiliśmy, poradzimy sobie. Pan jednak nie przejął się naszą odmową i rozpoczął swoją opowieść o wędrówkach gatunkach. Opowiadał z taką pasją, że nie mieliśmy serca mu przerywać;) Szlak handlowy via regia łączący wschód z zachodem Europy prowadził przez Frankfurt, Lipsk, Zgorzelec/Goerlitz, Wrocław i Kraków. Ze znanych osób wędrowali nim Goethe, August II Mocny czy Napoleon. Wraz z ludźmi wędrowały również rośliny i zwierzęta. Wystawa jest o tych gatunkach, których przybycie na Górne Łużyce i Sląsk miało lub ma duży wpływ na życie ludzi i otaczającej przyrody. Już w średniowieczu pojawiły się w Łużycach śródziemnomorskie zioła, które przywędrowały w bagażu zakonników benedyktyńskich i cysterskich. Nasz pan przewodnik pokazał nam buteleczki z ziołami. Zapewniłam, że znam je wszystkie i stosuję je w kuchni. Zrobił minę niedowierzającą i podsunął mi do powąchania tymianek.
Szlakiem Via regia przemieszczały się zarówno wielkie zwierzęta ( przez pięć wieków przepędzano liczne stada bydła ze stepów czarnomorskich do Turyngii), jak i mikroby niewidoczne gołym okiem (epidemie dżumy czy tyfusu plamistego). W średniowiecznej Polsce pluskwiak czerwca polskiego miał duże znaczenie gospodarcze. Uzyskiwano z niego karmazyn służący do barwienia na czerwono skór, wełny i jedwabiu. Szlakiem via regia eksportowano go na Europę. Dopiero po odkryciu Ameryki barwnik z czerwca polskiego został wyparty przez tańszy czerwiec kaktusowy.
Nie mam pojęcia, jak można chcieć mieć zdjęcie z takim paskudztwem. Ale kto zrozumie mężczyznę, chyba tylko drugi mężczyzna;) Model czerwca powiększony jest 60 - krotnie.
Aby powiększyć możliwości łowieckie królów i książąt sprowadzano do Europy Srodkowej i wypuszczano na swoich włościach nowe gatunki zwierząt. Bażant pochodzący z Azji przywędrował do Europy razem z Rzymianami. Pod koniec średniowiecza przywożono je między innymi i na Sląsk, rozmnażano i wypuszczano na wolność.
Innym sprowadzonym zwierzęciem w celach łowieckich jest muflon. Pierwsze osobniki przywieziono w Sudety w 1902 roku. Na zdjęciu muflony przywiezione do Saksonii z gór Harz w 1965 roku. Najpierw oswojone żyły w zagrodach i tam się rozmnażały. Potem wypuszczano je na wolność.
Szlakiem via regia przybywają również zwierzęta na gapę. Na przykład jeszcze 20 lat temu ślimaki nagie były nieznane w Polsce, ale dotarły do nas autostopem wraz z transportem owoców i warzyw z Hiszpanii i Portugalii. Zaaklimatyzowały się tu i mają się bardzo dobrze, ku zgrozie warzywnych ogródków. Granica Unii Europejskiej na via regia znajduje się dzisiaj koło Przemyśla w południowo-wschodniej Polsce. Pośród przewożonych towarów celnicy znajdują gatunki chronione. Często są przewożone w nieodpowiednich warunkach i giną. Szacuje się, że celnicy przejmują tylko 5 - 10% przemycanych zwierząt. Na zdjęciu znajdują się znalezione przez celników żółwie stepowe, wykopywane koparkami z piasku, unieruchamiane taśmą klejącą i przewożone w zakamarkach samochodu. Ok. 90 % sprzedawanych na bazarach i sklepach zoologicznych żółwie pochodzą z przemytu z Kazachstanu i Uzbekistanu. Pijawki lekarskie w Polsce i Niemczech są chronione, sprowadza się je nielegalnie z Europy Wschodniej i Azji.
poniedziałek, 07 maja 2012
Przy Tierparku w Goerlitz znajduje się wystawa pt. "Klekocz mój dobry bocianie". Zgromadzono tu dwa tysiące eksponatów związanych z bocianami. Ten sympatyczny ptak dla ludzi jest wyczekiwanym zwiastunem wiosny, a także symbolem szczęścia, dostatku, płodności, to jemu oczywiście przypisuje się przynoszenie niemowląt.
Na terenie Tierparku mieszka kilka bocianów. Przy gnieździe zamontowano kamerę, dzięki czemu zwiedzający mogą na bieżąco obserwować życie rodzinne tych ptaków.
Obok wystawy znajduje się restauracja o intrygującej nazwie "Pod smażonym bocianem". Oczywiście bociany są pod ochroną i nie ma ich w menu. Na zdjęciu stoliki na zewnątrz tej restauracji.
Ostatni raz wpadłam tu tak na dobrą wróżbę w pierwszym miesiącu ciąży. Musiałam się dogadać z boćkami, żeby tym razem przytargali dziewczynkę. Obiecali - słowa dotrzymali ;)
piątek, 04 maja 2012
Zawsze kiedy zaglądam do jakiejś restauracji zwracam uwagę na wystrój wnętrza, klimat, czystość, miłą obsługę itd. Restauracja "Przy Jakubie" w Zgorzelcu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, sama w sobie mogłaby robić za muzeum. Tuż przy wejściu nad barem wita gości rzeźbiony anioł.
Na przeciw przycupnął stolik pod ścianą z pięknie wyeksponowanymi kamieniami.
Dalej malutki kamienny pokoik na jeden stół, można się tu schować z kilkoma znajomymi.
Droga po schodach na piętro również interesująca. Mnóstwo staroci, które zachęcają do zatrzymania się i podumania nad przemijającym czasem.
Na pięterku galeria zdjęć z przeszłości. Cieplutko i przytulnie. Przypuszczam, że każdy klient, który tu zachodzi ma wrażenie, że przyszedł z wizytą do praprababci.
No i uczta. Kaczka z jabłkami dla mnie, karkówkę wybrał mąż, a wszystko to na ręcznie haftowanym obrusie. Pyszności, ale najważniejsze, że spędziliśmy miłe popołudnie tylko we dwoje :)
środa, 02 maja 2012
Na wycieczkę po Zgorzelcu wybrałam się pod rękę z małżonkiem. Pokazałam mu to miasto od strony, o której pojęcia najmniejszego nie miał. Wydaje mi się, że rola przewodnika mi się udała, chociaż w jednym miejscu wzięto mnie nawet za dziennikarza. Niestety, gdzie tylko się udaliśmy tam wrota zamknięte. Zaszliśmy do Muzeum Łużyckiego. W środku miła pani poinformowała nas, że muzeum przygotowuje się do wystawy, którą będzie można zobaczyć w maju. Nos na kwintę i idziemy dalej.
Dom Jakuba Boehme niestety również zamknięty. Pani z Muzeum Łużyckiego poradziła spróbować zajść od tyłu, może od tamtej strony ktoś będzie. Niestety żadnej żywej duszy nie było. Za to restauracja "Przy Jakubie" bardzo chętnie nas ugościła. Obsługa pozwoliła sfotografować wnętrze urządzone po "staroświecku". Tak mi się tam spodobało, że będzie z tej restauracji osobny wpis następnym razem:)
Jakub Boehme żył w tym domu latach 1590 - 1620. Mimo, że był szewcem bez wykształcenia stał się mistykiem i filozofem religii. Pierwszym, który pisał po niemiecku, a nie po łacinie. Wywarł duży wpływ na XIX w. romantyków. Podziwiał jego dzieła również Adam Mickiewicz. W styczniu 2006 roku dom Jakuba w Zgorzelcu odwiedził zafascynowany tym filozofem Nicolas Cage. Niestety wizyta w tym domu jest jeszcze przed nami. W centrum miasta postawiono pomnik Jakubowi. Na pierwszy rzut oka można się zbulwersować, jak to tak buty na książce. Ale ten kto wie kim był Jakub Boehme to wie o co chodzi:)
Trwają prace budowlane Placu Pocztowego, który został zniszczony pod koniec II wojny światowej. Jest to rekonstrukcja z 1900 roku. Po środku stoi słup dystansowy poczty polsko-saskiej, który postawiono tu w 1725 roku. Ten na zdjęciu to niestety jego wierna kopia. A tak wyglądał Plac Pocztowy w 1904 roku.
Najstarszy młyn na Nysie Łużyckiej ( z 1273 roku) stał się tłem dla płaskorzeźby ceramicznej WAZE, czyli Wyraz Artystyczny Zjednoczonej Europy. Kobieta wyrastająca z ziemi symbolizuje również ideę rodzącej się wspólnoty pomiędzy polskim miastem Zgorzelec, a niemieckim Goerlitz. Autorami tego dzieła są Ormianin Vahan Bego i Polak Michał Bulak. Odsłonięto ją w 1998 roku.
Chociaż kościołów w Zgorzelcu jest kilka, ja postanowiłam pokazać mężowi jedyną w tym mieście prawosławną cerkiew świętych Konstantyna i Heleny w stylu słowiańskim. Wybudowano ją całkiem niedawno, bo w latach 2001 - 2002 przy wsparciu lokalnej społeczności greckiej.
Na koniec udaliśmy się na wystawę o wędrówkach gatunków, ale o tym innym razem...
wtorek, 01 maja 2012
Michelle od roku wrzucała do swojej skarbonki jedno -, dwu -, i pięciocentówki. Nadeszła w końcu wiekopomna chwila otwarcia zawartości i okazało się, że uzbierała w sumie 53 euro. Pieniążki przeznaczyła na zakup pierwszego w życiu rowerka, a resztę zainwestowała w... nową skarbonkę:)
Powoli dojrzewam do decyzji o zaadoptowaniu zwierzaka. Posiadanie zwierząt w dzieciństwie uczy tolerancji, odpowiedzialności, samoakceptacji, sprzyjają rozwojowi emocjonalnemu. Wszystko pięknie, ale ja doskonale wiem, że głównie to na mnie spadnie obowiązek opieki nad zwierzakiem, a dzieci na początku pewnie będą się rwały do pomocy, a później to już nie bardzo. Najbardziej chciałabym psa małej rasy, ale nie mamy odpowiednich warunków. W tej sytuacji jestem skłonna przyjąć pod dach świnkę morską. Jak się nie rozmyślę to na Dzień Dziecka sprawimy dzieciakom żywy prezent.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Kiedy czytam fantastykę oczekuję od autora, że za pomocą słów przeniesie mnie w swój wymyślony świat i uwierzę że jest tak, jak mi tu pisze. Gdy czytałam wieki temu "Jurassic park" Michaela Crichtona to jeszcze przez tydzień byłam przekonana, że pod podłogą mnożą mi się dinozaury. Natomiast film, za którym swego czasu ludzie poszaleli, nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Zawsze podziwiałam i podziwiać będę autorów, którzy potrafią swoimi słowami wpłynąć na postrzeganie rzeczywistości. Niestety Siergiej Łukjanienko nie powalił mnie swoimi wymyślonymi światami, które sobie tak równolegle z naszą rzeczywistością funkcjonują. Główny bohater Kirył Maksimow przeskrobał, nagrabił sobie w swoim świecie, potem dał nogę w inne światy. Mimo, że próbowano go zlikwidować, nieszczególnie się o niego martwiłam. Być może przeszkodą w puszczeniu wodzy fantazji było zupełnie co innego. Otóż Łukjanienko, a właściwie jego główny bohater rozpoczyna każdy rozdział spostrzeżeniami socjo- filozoficznymi z przykładami z życia wziętymi. Tak się na tym koncentrowałam, że kiedy akcja toczyła się dalej opędzałam się od niej, jak od natrętnej muchy. To chyba nie jest książka tak do końca dla mnie. Podejrzewam natomiast, że jeśli powstanie film na podstawie "Brudnopisu" i "Czystopisu" z efektami specjalnymi, to może mnie on powalić tak, jak "patrole" i odszczekam wszystko co tu napisałam;)
środa, 25 kwietnia 2012
Naturschutz Tierpark w Goerlitz należy do najmniejszych ogrodów zoologicznych na terenie Niemiec (zajmuje jedynie 5 ha ), ale pod względem jakości życia zwierząt do najlepszych. Znajduje się tu ok. 500 zwierząt. Szczególną atrakcją dla dzieci jest zagroda wiejska ze zwierzętami do głaskania.
O tej porze roku najciekawszym zajęciem jest obserwowanie kurczaczków :)
Można być nawet świadkiem wyklucia się takiego maleństwa. To okienko było bardzo oblegane przez dzieciaki :)
Wygrzewają się kurczaczki, wygrzewają się prosiaczki...
W ubiegłym roku Michelle na widok kucyka reagowała płaczem. W tym roku zaskoczyła wszystkich swoją odwagą i ufnością. Chętnie by wskoczyła na koń ;)
Wioska tybetańska
Na terenie ZOO znajduje się wiele gier edukacyjnych hołdujących idei - uczymy się bawiąc :) W ten ciekawy sposób można na przykład poznać mieszkańców łąki.
Przekonaj się czy bliżej ci do człowieka czy do małpy? ;)
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Dzisiaj 23 kwietnia przypada Międzynarodowy Dzień Książki. Z tej okazji w sobotę w Polskiej Szkole w Carlow prezentowano liczne konkursowe prace uczniów. Oczywiście Adam również wziął udział. Wystartował w konkurencji na temat "Ulubiony bohater z książki" i namalował Pana Kleksa. Poniżej rozmiarem największa praca konkursowa. Wyniki prawdopodobnie ogłoszą dopiero za tydzień. Trzymamy kciuki :)
Poniżej prace w kategorii "Okładka książki"
A tu przepiękne zakładki do książek.
A przy okazji odbył się kiermasz książek. Oczywiście skusiłam się na jedną, a jakże by inaczej ;) Tym razem kupiłam powieść kryminalno-szpiegowską "Cmentarz w Pradze" Umberto Eco.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Dzisiaj wspominki :) W cieniu pałacu we Włosieniu (jakieś 200 - 300 m) znajduje się mój dom rodzinny. Przed wojną spełniał wiele funkcji. Była tam poczta, piekarnia, a kolejarze z pobliskiej stacji mieli tam pokoje sypialniane. Kiedyś pojawiła się pewna Niemka, która po wojnie wraz z rodziną musiała opuścić ten dom. Była wtedy małą dziewczynką. Wspominała, gdzie był ogród , szopa, albo jak były urządzone pokoje... Cóż jednak zrobić, wiatr historii dmucha ludzi w różne strony. Ale nie o tym domu miałam pisać, ale o pałacu :) Pałac we Włosieniu (gmina Platerówka) został wybudowany w 1720 roku przez marszałka ziemi zgorzeleckiej Hansa Gottloba von Gablenz. Na uwagę zasługują jednak lata 1931 - 1945, kiedy to majątek należał do hrabiego Maksymiliana von Sponeck, gdyż za jego sprawą w pałacu kwitło życie towarzyskie. Przyjeżdżała tu arystokracja z całych Niemiec, a także zagraniczni dyplomaci, jak irlandzki ambasador Wornoc czy brytyjski attache wojskowy Brown. Po wojnie pałac został ogołocony przez szabrowników i popadał w ruinę. Dopiero w latach 1976 - 78 wyremontowano go i zrobiono w nim hotel. Niestety niedługo cieszono się wypoczynkiem w pałacu. W 1979 roku został strawiony przez pożar. Poniżej pałac na przedwojennej pocztówce.
A tu zdjęcia z obecnego stanu. Pałac żal patrzeć niszczeje...
Ale jest nadzieja. Otóż nieoficjalnie Ziemia Lubańska podaje, że znalazł się inwestor, który planuje odbudować pałac. Ma tu powstać centrum hotelowo - konferencyjne. Grunt pałacowy zajmuje ok. 100 ha i przeznaczony będzie na park spacerowy i ścieżki rowerowe.
Gdyby plany te zostały zrealizowane była by to wielka szansa na rozwój dla tej gminy. Młodzi ludzie nie uciekali by stąd do dużych miast lub za granicę tak, jak my. Zawsze uważałam, że to miejsce ma ogromny potencjał. Potrzebuje tylko i aż pomysłu i funduszy.
Myślę, że gdyby odbudowano ten pałac, to już wiem gdzie co roku spędzałabym wakacje. Wiadomo, że w rodzinnych stronach :)
piątek, 20 kwietnia 2012
Pierwsze co się rzuca w oczy to maskotki Euro 2012 Slavek i Slavko. Nie jestem fanką piłki nożnej, ale trzymałam kciuki, aby Euro 2012 odbyło się w Polsce i na Ukrainie. Organizacja takiego przedsięwzięcia niesie ze sobą inwestycje, co już mogłam zobaczyć i przekonać się podczas podróży. Nie wiem, jak jest w innych miastach, ale we Wrocławiu nowy terminal połączony płynnie z nową autostradą były dla mnie bardzo dużym udogodnieniem. Na pewno będę oglądać otwarcie mistrzostw. Liczę na ciekawy program artystyczny :) Na pamiątkę z Polski przytargałam 11 nowych książek, 2 stare i audiobooka. Audiobookiem jest pierwsza pozycja na stosiku czyli "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy. Tak skrzętnie pani prezydentowa ukrywała się przed rozgłosem, a teraz tak nagle ni z tego ni z owego przemówiła, mam ochotę posłuchać co ma do powiedzenia. Pomysł kupna audiobooka zamiast książki wyszedł od męża, który podłamał się na widok jej grubości i wagi ;) Kolejna pozycja to "Tajemnice Lubania" Janusza Skowrońskiego. Lubań to miasto, w którym urodzili się po wojnie moi rodzice, potem ja i mój syn. Więc jest to miasto dla nas szczególne i mam ochotę poznać jego rozwiązane już historyczne zagadki. Szymona Hołowni dwie książki "Ludzie na walizkach" i "Ludzie na walizkach. Nowe historie". Zwierzenia ludzi ciężko doświadczonych przez los, pomimo tak trudnych tematów czytałam opinie, że pozytywnie nakręca. Zobaczymy. "Klaudyna odchodzi" francuskiej kontrowersyjnej, jak na tamte czasy pisarki Colette. Tę akurat książkę odłożę na półkę, muszę najpierw zdobyć trzy jej poprzedniczki, gdyż "Klaudyna odchodzi" jest czwartą książką zamykającą cykl o życiu Klaudyny. Ktoś z Was czytał poprzednie części? Warto kupić? I kolejny francuski autor Eric-Emmanuel Schmitt. Wcześniej nic nie czytałam tego autora, ale od dawna planowałam kupić jedną jego książkę na spróbowanie. Jak wpadłam do księgarni, chwyciłam się od razu za cztery pozycje. Mam wrażenie, że się polubię z tym filozofem i znawcą ludzkiej duszy:) "Przypadki pani Eustaszyny" Marii Ulatowskiej to zabawne perypetie starszej pani. Bożena Dykiel powiedziała o niej, że jest napisana szlachetną polszczyzną. Jestem ogromnie ciekawa połączenia sztywnego bądź co bądź języka i humoru. Dla moich dzieci skromnie, tylko jedna książka i już tłumaczę dlaczego. Otóż Adam ma teraz możliwość wypożyczania polskich książek dla dzieci w szkolnej bibliotece. Ostatnio polonijna szkoła w Carlow dostała fundusze i biblioteka wzbogaciła się o wiele książek. Co tydzień, dwa, syn biega tam wypożyczać i nie nadążam już z czytaniem. A co kupiłam? "Pamiętnik Czarnego Noska" Janiny Porazińskiej o misiu z przedwojennego tygodnika dla dzieci "Słonko". Tak naprawdę szukałam kolejnych części "Pana Kuleczki" Wojciecha Widłaka, ale nigdzie nie znalazłam. Natomiast wpadł mi w oko ten Czarny Nosek z powodu szaty graficznej. Miałam takie przeczucie, że ilustratorka jest wspólna dla tych książek, aczkolwiek nie wiedziałam tego na pewno. W domu okazało się, że miałam rację. Elżbieta Wasiuczyńska jest autorką pięknych ilustracji zarówno Pana Kuleczki, jak i Czarnego Noska, ale miałam nosa;) A dla mojego męża za aktywność kolarską też nagroda się należy. Będzie sobie teraz czytał i oglądał "Tour de France. Ilustrowana kronika wyścigu". Poniżej sfotografowałam dekorację ścienną zachęcającą do odwiedzenia księgarni w centrum handlowym w Zgorzelcu. Mnie szczególnie zachęcać nie trzeba, ale ściana na której wszyscy są zaczytani była bardzo interesująca :)
czwartek, 19 kwietnia 2012
Jakby nie ta męcząca i kosztowna podróż, to można było by częściej odwiedzać Polskę, ale niestety nie ma tak fajnie. Szczęśliwie dotarliśmy do domu i nasze rzeczy też. Obyło się bez dopłat, niepotrzebnie tak panikowałam. Mimo, że jest to blog z Irlandii powrzucam tu trochę zdjęć z Polski od czasu do czasu. Muszę jeszcze po przeżywać swoje rodzinne strony :) Tytuł poniższego zdjęcia: Dziedziczka na włościach wyskoczyła na polowanie. Szczęśliwie żadne zwierzę nie ucierpiało. Bo ja to nigdy się nie nudzę;)
środa, 18 kwietnia 2012
Plan na dziś : pakowanie, upychanie, załadowanie się w walizki. Jak upchnąć teraz ten stos książek? Na dodatek dostaliśmy kupę prezentów od rodziny i co zrobić, żeby nadbagażu nie płacić na lotnisku ? Po południu wyjeżdżamy, odlatujemy wieczorem.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Wczoraj Lubań, dzisiaj zaliczyliśmy Zgorzelec. Muzeum Łużyckie niestety zamknięte :( Dom niemieckiego filozofa Jakuba Boehme zamknięty :( Tylko wystawa w MDK na temat wędrówek gatunków otwarta :) No i dwie księgarnie zaliczone i książki z nich wyniesione;)
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Choćbym chciała to nie mam ani chwili, żeby usiąść z książką w ręku (odwiedzanie rodziny, wizyta na cmentarzu). W ramach rekompensaty robię zapasy książkowe. Dzisiaj kupiłam kolejne trzy pozycje. Same nowości wydawnicze. Szczegóły po powrocie. A poza tym myślałam, że się popłaczę kiedy zobaczyłam swoją ulubioną starą księgarnię przerobioną na odzieżowy. To skandal! Mama kupowała mi tam bajeczki i myślałam, że swoim dzieciakom też tam kupię. A tu zamiast rodzinnej tradycji - szok! |